Hej.
Generalnie to juz nei wiem ktory raz sie odchudzam, ciagle ten sam temat, ta sama mysl we mnie tkwi, ciagle mysle o jedzeniu, co moge zjesc, co zjem jak wroce do domu, co bym jeszcze zjadla..To sie ciagnie za mna od 5 lat, zawsze zaczynam tak samo, prawie zawsze od tej samej wagi, prawie zawsze czuje do siebie obrzydzenie, bo zle mi we wlasnym ciele, bardzo chcialabym to zmienic, ale im bardziej chce tym wiecej jem?PARADOKS To jest chyba moje najwieksze marzenie jakie mam, ale nikt nie jest w stanie tego zrobic poza mna.Mam rower stacjonarny w domu, ale wchodze na niego sporadycznie, dlaczego nieregularnie?, bo brak mi silnej woli i systematycznosci?To nie jest tlumaczenie, to fakt.
Mam w tym roku mature, no i studniowke, a wiec chcialabym zrzucic te 10 kg, ktore tkwi we mnie jak jakies brzemie;/
Waze 70 kg przy wzroscie 173cm, chcialabym zrzucic te nieszczesne 10 kg, mowia ze w piatek to zly poczatek, ale ja wlasnie zaczynam od jutra rana.
Zamiana pieczywa na ciemne, ogolnie zmiejszenie posilkow, nie jem po 20, bo pozno chodze spac, no i 1 h dziennie rowerka, chocby sie walilo czy palilo nie ma sily, 5 razy w tygodniu musi byc.
TERAZ ALBO NIGDY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kto sie przylacza i moze ma dla mnie jakies rady, by lepiej, szybciej i skuteczniej zwalczyc moj zbedny balast?
POzdrawiam, Gosia