-
Gratuluję:)
Właśnie ja też uważam, że malutko jada jak na 80min biegania, pozatym ta margaryna nie potrzebna :roll: a co do tekturek, to podobnie jak kasiaCz wolę tradycyjne pełnoziarniste, chociaż tekturki swojego czasu też jadłam, ale wtedy to się raczej głodziłam :wink:
Miłęgo dnia życzę
-
Dziewczyny, bardzo dziękuję za gratulacje.
Pora na wnioski po pierwszym tygodniu.
Oczywiście cieszę się ze spadku wagi, ale też zdaję sobie sprawę, że 3,5 kg w tydzień to za szybko. Oczywiście niby nie mam nic na przeciw, aby obudzić się jutro ze wskazówka wagi na liczbie 62, ale miało być rozsądnie.
Ostatnie trzy dni ewidentnie mi pokazały, że jem za mało. Niby nie chodzę głodna (za wyjątkiem jednego dnia w weekend, kiedy naprawdę przegięłam), ale 'power' przy bieganiu odbiega od normy znacznie.
Czemu?
- Bardzo starałam się pilnować, żeby nie jeść za dużo. Porównując dotyczczasowy tryb odżywiania, o którym będzie dalej, wielka czerwona lampa w głowie non stop ostrzegała, że jak zacznę jeść co najmniej trzy razy dziennie, to dobrych rezultatów - przynajmniej na wadze - nie osiągnę. A tu miła niespodzianka. Ze zwiększeniem ilości na pewno nie będzie problemu :wink: .
- Jestem kulinarnym leniem. Zrobić coś fajnego do jedzenia - tak, lubię bardzo, ale 1 - 2 razy w tygodniu. Najczęściej nie chce mi się przyrządzić tego, na co mam ochotę. Bo odpowiednie zakupy, bo pracochłonne... Więc skoro i tak 'nie będzie" tego na co mam smaka, to pojawiały się w jadłospisie dziwolągi, żeby jednak ten posiłek odfajkować. Czeka mnie tu dużo pracy aby nauczyć się komponować i przygotowywać posiłki tak, żeby jeść to co lubię, i żeby było w nich to, co trzeba. Na długo więcej, niż kolejny tydzień. Jak się nauczyć przewidywać, na co będę miała ochotę np. w sobotę? :wink:
Kolejna skucha - za mało piję. Myślałam, że jest to ok. 3-3,5 l dziennie, wyszło ok. 2l. Do poprawienia.
Sukcesy minionego tygodnia to:
- Jem kilka posiłków dziennie
- Powoli odróżniam od siebie głód, łakomstwo i niedobory (tak określam to, so odczułam wczoraj: mimo obfitego posiłku biegło mi się źle, słabo - niewątpliwe skutki wcześcniejszych błędów).
- waga i odczuwalne różnice w obwodach :D .
Ciąg dalszy wniosków za chwilę, bo jeszcze mi post przepadnie.
-
To teraz do źródeł:
Jak znalazłam to forum?
Od dawna zdawałam sobie sprawę z tego, że odżywiam się w sposób koszmarny dla zdrowia. Miewałam więc zrywy, żeby coś zmienić. To forum miało być dla mnie motywacją, żeby nauczyć się przede wszystkim zdrowo jeść. Ale tak długo, jak moje odżywianie pozostawało bez złych skutków dla figury, tak długo tej motywacji starczało na góra 5 dni :oops: . Od zawsze mam tak, że zimą 2-3 kg łapałam, ale też i bezboleśnie spadały. Wystarczyło na 2-3 tygodnie podkręcić śrubę - polegało to na wyeliminowaniu 'zwykłego' pieczywa i zwiększeniu dawki ruchu na powietrzu, i było z powrotem OK.
Niestety, w tym roku utyłam dużo więcej. Do normalnych 2-3 kg, wiosną zamiast zrzucić duuużo dołożyłam. Tydzień temu o mało nie dostałam zawału, jak zobaczyłam jak dużo.
Jak 'to' się stało:
- Wspomniany wcześniej fatalny styl odżywiania się: najczęściej jeden duży posiłek wieczorem. Taka śniadanio0obiado-kolacja :oops: .
Do tego starego błedu dołożyłam kolejne:
- Z powodu unieruchomienia na parę m-cy, kompletny brak ruchu - do którego mój organizm jest przyzwyczajony od dawien dawna. Wchłaniane ilości oczywiście nie uległy zmniejszeniu :wink: .
- Jakoś tak na przełomie czerwa/lipca znów zaczęlam wracać powoli do codziennego ruchu. O zgrozo! Mój żołądek też zaczął... chcieć więcej. No a przecież nie będę chodziła głodna, nie? :wink: To dostawał. I niby znów się ruszałam regularnie, ale 'luzy' w ciuchach nie pojawiły się przez ten miesiąc.
- Były też przyczyny psychologiczne: coś, na co ciężko pracowałam ostatni rok z powodu zdrowotnych skutków wypadku przepadło. Rok na marne - tak to odczułam. O ile normalnnie od stresu i napięć uwalnia mnie dawka sportu na świeżym powietrzu, wówczas, na początku nieświadomie, pocieszałam się jedzeniem. Na szczęście rrzeczywistość nie okazała się tak czarna, jak ją zobaczyłam na początku, ale brak właściwego dystansu + nagłość katastrofy zrobiły swoje. Do tego doszło 16 trudnych dla mnie egzaminów, które zdawałam w II i III - czyli dwa miesiące żmudnego kucia po 12-15 godzin dziennie. Prawie deprecha z powodu 'zamknięcia' w domu i presji, jaką sama sobie stworzyłam narzucając zrobienie tego w 2 miesiące. No ale co, JA sobie nie poradzę? Tak też myślałam o dochodzących kilogramach. Bo poczułam, że się 'zaokrąglam'. A że siedziałam w domu, w litościwie rozciągliwym dresie najczęściej, to łatwo było nie widzieć, jak bardzo się 'zaokrąglam'.
To tyle smucącej spowiedzi.
Miniony tydzień nastroił mnie bardzo optymistycznie, choć trudności też się pokazały. Horrorem jest dla mnie jedzenie śniadania. Jem przez rozsądek, jedzenie kłuje mnie rano w zęby. No, ale skoro ma być zdrowo i rozsądnie... Mam nadzieję, że powli organizm przyzwyczaję.
Ziutka - dzięki za pomysł z serkiem. Na pewno wcielę. Choć z tłuszczów zupełnie nie rezygnuję z premedytacją.
Anise - no właśnie, kłania się mój leń kulinarny. Też muszę wrócić do pieczenia mojego chleba z otrębami. A jak masz jakiś fajny prosty przepis to chętnie skorzystam, różnorodność b. lubię.
Kasiu Cz. - ja wasę po prostu lubię, była - co prawda na dużo mniejszą skalę - zawsze obecna w moim jadłospisie
Maggieuk - jednak ta zołza wystaje? :wink: A maskuję się jak umiem...
Jeszcze raz wszytkim zbiorowo dziękuję za miłe słowa i gratulacje. Dają mi dużego kopa.
DZIĘKI, DZIĘKI, STOKROTNE DZIĘKI
I krótko ponownie o 'lubieniach' - tych żywieniowych i sportowych.
Nie jest tak, że to co robię czy jem uważam za jedynie słuszną metodę na życie. Boję się, że niektórzy tak mogli odebrać to, co tu wypisuję. I że jeżeli ktoś robi inaczej - to źle. Jestem jak najdalsza od namawiania wszystkich i za wszelką cenę do robienia czegoś, bo robię to ja. Wiem tyle, że wszyscy tu musimy znależć, każdy sam dla siebie, SWÓJ sposób na zdrowe jedzenie i formę. I doskonale rozumiem, że można nie cierpieć biegać, pływać czy jeść tego czy owego.
Noo, to dzisiaj 'dałam po klawiaturze'. :wink:
Wszystkich, którzy widzą jakieś błędy i pola do poprawy - zawsze niezmiennie proszę o wskazówki.
PS.
Zaczynam myśleć o orientacyjnym choćby liczeniu. Chyba bardziej nawet BTW, niż kcal.
-
Selva, też po pierwsze gratuluję, po drugie - czekam na zmienę tickera, a po trzecie - każda z nas tutaj powoli uczyła się, jak powinno się jeść, wyciągła wnioski ze swojego działania, nikt nie miał tak, że od razu wiedział, jak ma sie odchudzać :wink: ale widze, ze Ty wiele rzeczy przemyślałaś i masz dobre podejście.
Co do jadłospisu, tez bym dodała więcek owoców, warzyw no i bardziej urozmaiciła, tyle wasy - naprawdę można ją znienawidzić :wink: ja kiedys też nie lubiłam gotować, zazwyczaj obiady jadłam w barze mlecznym, a kolacja i śniadanie wyglądału identycznie - chleb z wędliną i pomidorem. Dopiero jak spróbowałam troche pokombinować w kuchni, to to polubiłam :wink:
Szkoda tylko, ze wszytsko to wiem, praktykowałam, a jakimś cudem wszytsko mi sie zawaliło i juz nie umiem :roll:
-
Selva, re-we-la-cja. Od razu trzy kg! super :D
-
Gratuluję :D
a jeśli chodzi o wnioski post drugi - to jakbym czytała o sobie :roll: tyle,że u mnie wypadek był bodźcem do odchudzania :roll:
pozdrawiam
***
Grażyna
-
Trzy kilosy w tydzien? To ja sie nie dziwie ze Ci sie ubrania poluzowaly. Ojej, swietnie byc od razu mniejszym o tyle kilogramow. Czekam z niecierpliwoscia na dalsze relacje z pola walki. Tak, tak, Ty jestes typem sportowca, ktorym ja tak naprawde nigdy nie bylam (nie liczac czterech lat trenowania siatkowki w podstawowce, ale to bylo dawno i nieprawda jak to sie mowi).
Trzymaj sie Selva 8) .
-
http://www.luckyoliver.com/photos/de...el-1814021.jpg
Selva, brawo, wynik ważenia robi wrażenie :D
pozdrawiam :D
ps
też lubię tekturki, smakuje mi to pieczywko bardzo :)
-
Fajnie, że zastanawiasz się nad tym co robisz i analizujesz jak "doszłaś" do bieżącej sytauacji. Coś podobnego, ze stresem i zamykaniem się (zimą) by dobić do celu etc. i brakiem ruchu, na czym to się kończy - waga i problemy zdrowotne - sam doświadczyłęm na sobnie...
Jedyne co bym dodał to (zgodnie z moją natura ;)) policzyłbym ile średnio kalorii zjadasz i ile spalasz z ćwiczeń + CPM/PPM by upewnić się, że różnica nie jest za duży (nie większa niż 1000) i, że nie spalasz mięśnie (choć uzupełniasz białko po ćwiczeniach więc powinno być OK). Czy mierzyłaś poziom % tkanki tłuszczowej i mięśni - może warto to zapisywać nie tylko wagę (i wymiary) -jak ćwiczysz to możesz w miarę szybko zauważyć efekty. Zbyt szybkie odchudzanie może być kosztem mięśni i to może prowadzić do efektu jojo ...
Masz narzędzia (kondycja fizyczna) i zdobysz wiedzę, tak więc uważam, że jak dasz sobie czas to odchudzanie nie tylko będzie sezonowe ale trwałą zmianą ;)
-
Selva, rób swoje dalej, analizuj, wyciągaj wnioski a osiągniesz wymarzoną sylwetkę :P :P :P :P :P
Tylko więcej warzyw, owoce też można wcinać, ale już z większym respektem :lol: natomiast warzyw powinno zjadać się dziennie ok. 400 g, to jest dietetycznie zdrowe minimum i wbrew pozorom, to wcale nie jest bardzo dużo :wink:
Jeszcze raz gratuluję :D :D :D :D