-
Odp: dzień za dniem
dzień 3 diety
co się dzisiaj zdarzyło? po pierwsze weszłam na wagę, która oznajmiła, że ważę 91 kilo. Co oznacza 5 kilo więcej niż przypuszczałam - kto nas lepiej oszuka od nas samych? po drugie dołączyłam do odchudzania matematykę i oczywiście założyłam tabelę w excelu. Ojciec Internet wraz z ciotką Google powiedziały, że aby schudnąć kilogram trzeba mieć niedoboru energetycznego 7000 kcl - nie wiem czy to prawda, ale czegoś muszę się trzymać. Prosty rachunek i okazało się, że do osiągnięcia 62 kilogramów muszę wypuścić w kosmos 203 000 kcl. Jeszcze nigdy nie byłam tak skrupulatna - tabela rozpisana na 16 tygodni, pięknie się sumuje i odejmuje jednocześnie. Aż żałuję, że jeszcze jakoś nie mogę tego przeliczyć. Czuję się przygotowana. Codziennie ćwiczę z kinektem (codziennie od 3 dni), limit minimum to 200 kcl wyćwiczonych, liczę kroki - minimum 6000 dziennie (powinno być 10000 ale nie mam gdzie chodzić) no i dieta - o tym chyba wiem wszystko - do 1500 kcl - często, w miarę chudo, mało słodko, z dużą ilością warzyw i mega dużą ilością wody. Plan jak marzenie. Teraz jeszcze trzymać kciuki za wytrwałość.
-
Odp: dzień za dniem
NO i dzień czwarty minął. Dzisiaj deficyt kcl wyniósł 1037. Liczę tak chyba po raz pierwszy w życiu. Nie spodziewałam się takiego umiłowania excela - tabelka daje mi radość. Znowu ćwiczyłam 240 kcl spalonych
. Kolejne ćwiczenia zaliczone. Nie sądziłam, że taka forma motywowania jest dla mnie - jednak człowiek się zmienia.
. Jedzenie ok. kurczak gotowany, pomidory, grejpfrut,tektura z serem 2 batoniku musli w pracy, kawa i półtora litra wody. trochę ponad 1000 kcl. Do wysłania w kosmos pozostało mi już tylko 200 675 kcl. Na wadze pojawiło się 90 - ale na razie się nie przyzwyczajam. Cyferki mówią, że to nie jest prawdziwa utrata wagi tylko taka na niby
.
-
Odp: dzień za dniem
No i dzień kolejny - już czwarty. Determinacja jest. Kupiłam dzisiaj wagę. Jest śliczna, szklana. Za jedyne 28 złotych. I jak to z wagami bywa ta elektryczna nieco ostudziła mą radość. Dzisiaj weszłam na wagę u rodziców i pokazała 89 - radość - no a moja nowa przyjaciółka pokazała 90,9. Ale cóż nie spodziewałam się przecież sukcesów czwartego dnia. Mogła pokazać 94 - wagi elektryczne lubią być dokładne.
Przekroczyłam kolejny Rubikon - przebiłam godzinę ćwiczeń - wstałam o 5,30 aby tego dokonać i jest. Pełna zegarowa godzina. Spociłam się jak mysz - dumna i blada - no może raczej różowa - w tym pięknym kolorze buraczkowego różu, który umie osiągnąć moja cera po wysiłku - w każdym razie "pałałam jak dzięcielina".
Kalorii zjadałam ok. 1000 - teraz nie chcę już jeść, bo późno, ale jutro powinnam dojść do ok. 1300.
Spaliłam 2300, zatem 1300 poszło eter
. żegnam i pozdrawiam, życzę dobrego przebywania w eterze.
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki