Celebrianko, ja pracuję podobnie - wstaję rano o 6.00, a do domku wracam z pracy o 18.00. Też nie zawsze mam siły i nastrój na ćwiczenia, ale przecież jedna godzina pracy biurowej to 140kcal, a więc 8 godzin pracy to 1120 spalonych kalorii! Zawsze więc sobie myślę, że i tak tracę kilogramki, po prostu przez intensywność dnia.
Podobny miałam problem z ciepłym obiadek - i niestety, musiałam zrezygnować. Jem go zawsze, gdy mam dzień wolny (nie pracuję codziennie), a w pozostałe dni idę do pracy z siatką jedzenia wyliczonego na 1000kcal i po prostu zjadam to sobie powoli. Z pracy wychodzę o 17.00 i potem nie jem już nic albo ewentualnie coś bardzo lekkiego (kładę się spać zawsze około północy).
Ale pamiętasz, pisałam już kiedyś, że musiałam przerwać dietę na 1,5 miesiąca po zrzuceniu 12 kg. Jadłam to, co cała moja rodzinka, także obiadki o 18.00 albo i później, tylko wszystko w małych ilościach - bo żołądek się zmniejszył. I nic, nie przytyłam ani grama. Myślę, że w ogóle przy długotrwałej, powolnej dietce 1000kcal szanse na jo-jo są niewielkie - o ile po zakończeniu diety nie rzucisz się na jedzenie i słodycze, ale chyba nie masz tego problemu :) Albo może to moja wiara w brak efektu jo-jo powstrzymuje efekt jo-jo :lol: Nieważne, ważne, że działa! :D
Buziaki cieplutkie!