Zgadzam się z Anią. Sama zresztą widziałam po sobie. Przez kilka dni zjadłam mnóstwo słodyczy - waga szalała, a gdy już wzięłam się za siebie, dziś znowu mam te 58 kg U Ciebie będzie podobnie - wystarczy kilka dni

Korciu, a może byś zamiast smażonego schabowego/fileta jadła gotowany? Oszczędzasz trochę kalorii, nie rezygnując przy tym z mięska. Widzisz, kiedyś też byłam święcie przekonana, że nie dam rady przekonać rodziców do diety, że zawsze będę musiała jeść to co jest i w oszałamiających (patrząc z perspektywy czasu) ilościach. Postawiłam mamę właściwie przed faktem dokonanym - nie jem smażonego mięsa, ziemniaków i chleba. I właściwie nie wiem ile już tak jem. Ziemniaków wcale a wcale mi nie brakuje. Na chleb od czasu do czasu się skuszę (ostatnio zjadłam, a tak to ho ho ho... keidy to było, że jadłam dzień w dzień). No a mięsko jeżeli jest - gotuje sobie. Mama nie narzeka - co prawda wspomni 'weź sobie ziemniaka przynajmniej jednego', ' zjadłaś byś wreszcie jak normalny człowiek' i takie tam, ale na mówieniu się kończy. Bo wie, że jem - tylko po prostu inaczej.

I nie załamuj się Dietkowo wcale a wcale źle nie wyszło, a rodziców zawsze da się zreformować Wiadomo, że się martwią o dziecko i to wszystko dlatego, ale z drugiej strony (z naszej ) jest to lekko uciążliwe.

3maj się i głowa do góry