-
no i zaczęło się (już jakiś czas temu) i trwa...
Witam Wszystkich serdecznie, bo jest to mój pierwszy wpis na forum 
Mam na imię Michał, mam 36 lat i usiłuję zrzucić... (nierealną jak na ten moment wagę) --- 50 kilogramów.
Jak na ten moment wyniki już są... no ale jak sami doskonale zdajecie sobie z tego sprawę, jeszcze przede mną daleeeeeeka droga przez mękę.
Byłbym niesamowicie wdzięczy za wszelkie możliwe rady jak sobie radzicie z odchudzaniem, bo może ktos z was miałby jakieś ciekawe triki z których można by skorzystać? 
No ale po kolei...
Z początkiem 2015 roku stanąłem na wagę i zobaczyłem przerażająca cyfrę 130 kg.
Mam 176 cm wzrostu, więc nie ma się co czarować - trochę mnie to "strzeliło" :/ Dodatkowo ostatnie wyniki moich badań zaczęły wołać o pomstę do nieba, a lekarze zaczęli przebąkiwać coś w stylu "jeszcze 5 lat i zawał murowany"
Miłe to nie było, plus zasugerowano mi zabieg bariatryczny - na który się nie zdecydowałem, ale o tym może innym razem... nie mniej jednak w ramach "przygotowań" do zabiegu, polecono mi schudnąć co najmniej 4 kg.
Trochę to trwało, ale do maja 2015 te 4kg jakoś "zeszły", jednak dopiero od czerwca zacząłem myśleć o tym wszystkim poważniej.
Pierwszym krokiem była pierwsza w moim życiu wizyta u dietetyka, który popisowo mnie zmieszał z błotem (za co będę mu dozgonnie wdzięczny
) i diametralnie zmienił mi sposób odżywiania.
Po 1-sze: 5 posiłków dziennie - zamiast 1 (zawsze tak jadłem bo nigdy nie byłem głodny w ciągu dnia)
Po 2-gie: dieta na "od-głodzenie" organizmu... tak, dokładnie tak - ODGŁODZENIE... uświadomił mi, że po prostu mój organizm "myśli", że zjadając 1 posiłek dziennie - po prostu jest głodzony... dlatego zamiast spalać kalorie - magazynuje je... a to powoduje, że waga rośnie i rośnie mimo, że tak naprawdę nigdy nie jadłem jakiś przeogromnych ilości jedzenia.
Po 3-cie: napoje gazowane - OUT! Zwłaszcza, że byłem/jestem na granicy cukrzycy. Ale zostawił mi furtkę w stylu: "Jeśli nie może pan całkowicie zrezygnować z tego typu napojów - to niech pan chociaż przerzucie się na np. Colę Zero - bo tego typu napoje mnie nie zabiją - w odróżnieniu od pozostałych). I tego się trzymam!
Po 4-te: trochę ruchu
Nie biegać! - bo przy takiej wadze nie wytrzymają mi stawy, ale zacząć chociaż trochę się ruszać.
No i tak też zacząłem CHODZIĆ!
Swoje "treningi" rozpocząłem dokładnie 19 września tego roku... ot tak, po prostu - wracam z pracy, zakładam dres, wkładam słuchawki w uszy i puszczam muzykę i idę przed siebie.
Na początek było to 1, 2 może dwa i pół km. Było ciężko.
Potem coraz więcej i więcej. Teraz moja dzienna norma to min. 5 km, na co zwykle schodzi mi godzinka popołudniowo/wieczornego łażenia.
jak na ten moment dystans, który ma już za sobą (od 19 września do 11 listopada) to 231 km oraz spalone 27983 kcal
A małe podsumowanie:
01.01.2015 r. - 130 kg
05.11.2015 r. - 118,6 kg
No to idę dalej 
Trzymajcie za mnie kciuki! Pa!
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki