Zacznę od tego, że jestem tutaj zupełnie nowa i stąd ten bezsensowny wątek - nie wiem jak się tutaj poruszać, ot wszystko.
A jesli chodzi o te 60 kg - to w momencie gdy dojrzałam do odchudzania, poszłam do dietetyczki i pod jej okiem zrzucałam tak średnio po 2 - 4 kg na dwa tygodnie. Pani pisała dla mnie dokładny jadłospis, którego trzymałam się bardzo wiernie. Do tego długieeeee spacery. Trwało to ponad rok, a efekty utrzymują się już ponad rok. Oczywiście nadal muszę baaaaaaaardzo uważać - niestety, nie ma cudów - jeszcz to tyjesz. Ale na pewno warto męczyć się dalej - 76 kg to nie 136 kg. Nawet nie wyobrażacie sobie jak to radość, gdy człowiek nie musi już nosić worków, tylko normalne ciuszki, które może kupić w każdym sklepie. No i nikt już nie mówi "O! Popatrz, wieloryba na plażę wyrzuciło".
Co do samej diety, to podstawą było (i nadal jest) jedzenie 5 posiłków dziennie, ostatni o 19:00. Moja dietetyczka rozpisywała mi wszystkie posiłki, na cały tydzień (w drugim tygodniu powtórka z rozrywki). Chodziłam do niej co 2 tygodnie. Dodatkową zaletą takiego odchudzania jest to, że człowiek uczy się jak i co jeść, gdy już zgubi się te zaplanowane kilogramy. Krótko mówiąc - w życiu tak zdrowo się nie odzrywiałam, no i podobno nie widać efektów ubocznych tak dużej utraty wagi (skóra jakoś cudownie się skurczyła ). Ważne jest również to, że człowiek nie głoduje, a mimo to chudnie. Fakt, że dieta jest układana pod konkretną osobę pozwala zająć się równocześnie innymi problemami zdrowotnymi, jeżeli takowę są.