-
No to i ja dolaczam sie do gratulacji podjecia i wdrozenia w zycie decyzji o odchudzaniu, zrobilas wielki krok w milowym lesie, w ktorym stopniowo mile zamieniaja sie na km, a potem juz na m i cm, o milimetrach nie wspomne!! Czyli jednym slowem- do celu z kazdym dniem coraz blizej :D
Co do warzywek- oj, blogoslawienstwo!!! :D A jak zabic gloda slodyczowego?? Ja osobiscie nie stosuje suszonych owocow, ale z tego, co wiem, to pomaga :) Poza tym- jako mala podpowiedz- po ok 2-3 tygodniach nie jedzenia slodyczy, robimy sobie sami maly detoks, po ktorym juz do slodkiego nie ciagnie! :) A jesli chodzi o pociag do tlusttych potraw- tez to przechodzilam- trzeba przeczekac, przeczekac trzeba nam!
jeszcze raz witam i trzymam kciuki!! Pisz jak najczesciej, to naprawde pomaga :)
-
a jutro znowu...pójdziemy nad rzekę ;)
dobrze Ci idzie!!! trzeci dzień to już sukces!!!! bo jak wiadomo - początki są strasznie trudne :( i zgadzam się z Anecią - po jakimś czasie mija chęć i na słodycze - i na tłuste potrawy :) przyznam szczerze, że nie wiem czy dałabym radę zjeść teraz taki obiad jak jadłam jeszcze 2 miesiące temu - czyli ziemniaki i kotlet z kurczaka panierowany np. :):):) i bardzo mnie ten fakt cieszy :)
pozdrawiam
-
:oops: jestescie wspaniał!
Mam w związku z tym pytanko: jestem podobnie-jak sie zorietnowałam -większośc z Was na diecie 1000kcal.
Czy jest tutaj jakiś wątek z fajnymi pomysłami na przykładowy jadłospis dzienny, albo jakąś potrawę pasującą do schematu 1000kcal/dzień?
Nie chciałabym zaśmiecać forum dublując wątki, a jest ich tyle, że jeszcze isę nie zdążyłam rozeznać nawet w jednej dziesiątej.
Raczkuję dopiero w takim odchudzaniu sie z głową, a nie jak miało miejsce kiedyś- na hurra, głodzć sie dwa dni, a potem nadrabiać zaległości obżeraniem się.
Może napiszę co dzisiaj zjadłam(już po 18 i nic więcej nie będzie :lol: )
sniadanko- trzy łyżki musli, plus 1/3 szklanki mleka 2%
w międzyczasie- papryka zielona, duża pokrojona na paseczki, stojąca pod reka- jak mnie apetyt chwytał to chrupałam takiego "paluszka"
obiadek- sałatka warzywna, dużo zielonego, pomidorek, parę oliwek, łyżka oliwy z olwiek, do smaku pieprz,czosnek
przekąska- jabłko, pare morelek suszonych
kolacja- brukselka gotowana na parze plus łyżeczka masła
3 łyżeczki miodu- w herbatach
cały czas- herbaty na hektolitry.
spodziewam sie jakiegos kryzysiku koło 20, bo dzisiaj dzień bez treningu i wieczór spędzam w domu :?
Będę baaaardzo wdzięczna za rady bardziej doświadczonych Bojowniczek o idealna wagę :-)
pozdrawiam cieplutko
-
elo :)
ja zbyt ciekawych jadłospisów nie mam, ale napiszę Ci jak wyglądają moje posiłki każdego dnia :)
śniadania : 2 kromki pieczywa żytniego wasa + jakieś warzywko - pomidor, papryka, ogórek lub rzodkiewka:)
drugie śniadania : jabłko lub jogurt - fit oczywiście :)
obiady : gotowana pierś z kurczaka, duszona wątróbka, pierś kurczaka duszona z warzywami,gotowana ryba, serek wiejski, jajka gotowane+ser żółty no i oczywiście warzywa!!
kolacje : tylko owoce - wymiennie - ananas, gruszka, kiwi, mandarynka, pomarancza, granat, papaja, grejpfrut...i inne
i taka opcja to dla mnie super opcja :)
może coś dla siebie wybierzesz...i może zaproponujesz jakieś inne zestawienia, chodzi mi głównie o obiady, bo pomysłów brak...
pozdrawiam
-
witajcie kochane Bojowniczki o idealną wagę!
Czwarty dzień, a ja ciągle jestem z Wami, bo bez was szczeże mówiąc pewno juz bym nie wytrzymała.
Jak sie spodziewałam wczoraj był kryzysik...na którym częściowo poległam, bo złamałam się i o 20 zjadłam morelkę suszoną...kalorycznie bez tragedii, ale jednak jak cżłowiek raz sobie odpuści to potem idzie lawinowo :( Na pocieszenie dodam, że oglądałam film do drugiej w nocy- więc może tak zupełnie przed snem nie jadłam :oops:
A i dzisiaj mam problem...tylko taki nietypowy. Z powodu wczorajczego garowania do późna w nocy, dzisiaj wstałam koło 11, zanim się wypryszniciłam i namaściłam i obeschłam zrobiła sie prawie pierwsza, poleciałam do sklepu po menu na dzisiaj i właśnie piję sok fit 8 warzyw śródziemnomorski(pycha!) No, a wszym problem- otóż dzisiaj mamy wielkie przenoszenie parkuru w stajni i w związku z tym pryskam z domu juz koło 15.30, wróce pewnie znowu po 22, a przed wyjściem z domu zdążę zjeść z zaplanowanych na dzisiaj rzeczy tylko rybke pieczoną(z warzywkiem i pesto) i ten sok, co razem mi da max 350kcal. A potem już nic. A ja nie mam zamiaru odchudzać się głupio, tylko mądrze, te 1000kcal. I się zastanawiam, czy wepchnąć coś w siebie na siłe po tej rybce, zeby dobić chociaż do 800kcal(z tym, ze po rybce będę najedzona i znowu rozepcham tym żołądek) czy po powrocie ze stajni zjeśc coś lekkostrawnego koło tej 22(jaką lekką sałatkę) i pójść spać dopiero po 24?
Pomocy!
el pulpetino ewino ;-)
-
Witaj Ewikk !! Nie wiem czy jestem w stanie Ci coś doradzić :? .Uuważam ,a sprawdziłam to na sobie ,żeby jednak na jeden posiłek nie jeść zbyt dużej porcji.Waga momentalnie wzrastała mi za dużo i nie byłam jej w stanie stracić już do wieczora i najcześciej zostawało mi to na drugi dzień.Najlepiej zabierz ze sobą jakąś przekąskę ,może to być jakiś owoc ,żebyś nie była glodna.Jak wrócisz możesz zjeść trochę jogurtu naturalnego np z otrębami lub sałatkę i napewno nie zaszkodzi Ci to tak bardzo.Z drugiej strony jesteś to wszystko w stanie spalić podczas jazdy konnej ( jakbyś zjadła większy obiad ) ale i tak pewnie będziesz bardzo głodna po powrocie.Takie są moje rady ,ale myślę ,że znasz swój organizm sama najlepiej.U mnie tak by akurat to lepiej zadziałało. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego popoludnia :) :)
-
Posłucham Cię Klubowiczko, bo też mi się wudaje, ze jednak tak mądrzej- po powrocie będzi ena mnie czekała lekka sałatka w niewielkiej ilości, z łyżką oliwy z owliek,żeby jednak trochę kalorii dostarczyć, no i oliwa zdrowa jest :-)
Tak w ogóle, chyba odkrywam w sobie talenta kulinarne :lol:
Zrobiłam dzisiaj przepyszna rybkę, aż sie sama zdziwiłam,a zrobiłam ją tak:
najpierw pomidorka pokroiłam w paseczki i pół zielonej papryki, punktowo umaziałam pesto- 3/4 łyżeczki i do piekarnika na folii do pieczenia.
Wzięłam 7 czarnych oliwek, drobniutko posiekałam
Filet z mintaja (z frosty, mrozony, 75gram)najpierw rozmrozić, wodę odlać, potem nakroiłam trzy rowki, wetknęłam w nie pesto(kolejne 3/4 łyżeczki), rozmazałam resztę pesto po całej rybce i przykryłam cąłosc płaszczykiem posiekanych czarnych olwiek. I do piekarnika na jakieś 30minut w folii( warzywa w czasie przygotowywania rybki cały czas w piekarniku)
Po wyjęciu na talerz i MNIAM! jestem z siebie dumna bo całą potrawę wymysliłam sama z siebie, po raz pierwszy w zyciu w goóle rybe robiłam(byłam baaardzo zdziwiona bo po rozmrożeniu zmiejszyła się o połowę :shock: )
Całośc jak wyliczyłam ma koło 200kcal
pozdrawiam cieplutko
ewikk
-
ahh dziewczyny pochwalcię mnie, bo frustracja przez mnei wyziera- wczoraj były urodziny szefowej i byłam twarda jak granit- nie zjadłam ani pysznego mieska, ani torcika, ani nie tknęłam moich ukochanych nugatowych słodkości, które na koniec imprezy wyciągnęli. Jedenym odstepstwem była lampka szmpana- bo jednak chciałam za zdrowie szefowej wypić, bo fajna to jest ;-)
Zjadlam na imprezie dwa pieczywka wasa na sucho i to wsio...tylko w sumi niestety zamiats być z siebie dumna ciągle żąłuję,z ę sie nie skusiłam i te pyszności za mną chodzą :?
Prosze pochwalcie mnie, bo muszę się utwierdzić w przekonaniu, ze postapiłam jedynie słusznie!
Ahhh nie mam dzisiaj dobrego dnia- na żale zakupiłam sobie parę truskawek(drogo!) i je zajdam- są pyszne i mi troche pomagają...
czuję sie troszkę psychincznie sponiewierana z powodów osobostych i dietowych...a to dopiero 5 dzień diety...ale będę walczyła!
pozdrawiam
ewik
-
Skoro to dopiero 5 dzien diety i nie skusilas sie na przyjeciu na te bomby kaloryczne, to naleza ci sie naprawde ogromne gratulacje!! Wiem co mowie, bo ja bedac na tym etapie co ty, pewnie bym sie skusila na conieco, a potem zalowal :oops: Zatem, tak trzymac dalej!!! :)
-
cześć!!!! Gratuluję siły woli i wytrwałości!!!! piąty dzień diety to jeszcze "kuszenie na pokuszenie" więc naprawdę możesz być z siebie dumna, że się nie dałaś!!!! kurcze - jestem dumna z Ciebie :) wiem, że było Ci ciężko - i pewnie nadal jest, ale po dłuższym dietkowaniu odmawianie gdy ktoś jakieś pyszności zaoferuje stanie się rutyną :) bez mrugnięcia okiem powiesz "nie mam ochoty :)" ja teraz tak mówię - chwilami aż mnie skręca, bo ochote mam i to wielką czasem, ale jak tak sobie wpieram, że nie mam, to w końcu zaczynam wierzyć w to, że nie mam, czego rezultatem jest fakt, że nie załamuję diety ani na chwilę :)
pozdrawiam