Hej,
Dziękuję wam bardzo za te słowa mobilizacji.
To bardzo samolubne, ale cieszę się, że nie jestem sama z takimi problemami.
U mnie nadwaga to dzień powszechny.
W moim domu zawsze była walka z wagą.
Mój ojciec na już mega nadwagę, ale On urodził się po to by jeść.
Już się wszyscy poddaliśmy i zaakceptowaliśmy ten fakt.
Mama też tak jak ja raz chudnie raz tyje na zmianę.
Ale ja z figurą bardziej przydałam się do taty, więc teraz ważę więcej niż moja mama.
Mam 167 cm wzrostu
91 kg wagi
108 cm cm w biuście
91 cm w pasie
118 cm w biodrach
i 73cm w udzie,
więc ogólnie jestem potworem
A marzę o noszeniu tych seksownych zwiewnych sukieneczek i bluzeczek oraz założeniu białych spodni.
Bo teraz jest to nie możliwe.
We wrześniu mam obronę dyplomu i chciałabym móc założyć na niego czarną wąską spódniczkę lekko ponad kolanko.
Ale raczej jest to nie możliwe, bo w ciągu 3 miesięcy musiałabym schudnąć do 70 kg czyli około 20 kg.

Co do wczorajszego dnia to po powrocie do domu zjadłam normalny obiad z ziemniakami i kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym.
Jakiś wymysł mojego Taty, ale jak zwykle genialny w smaku.
Mam nadzieję, że teraz mi się uda mimo normalnych obiadów, bo przeprowadziliśmy się do rodziców i już nie muszę gotować dla męża i dzieci.
I może będę miała więcej czasu dla siebie oczywiście jak uda mi się zaliczyć wszystkie egzaminy i obronić dyplom.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wasze zainteresowanie.
Wiem, że każda z was toczy walkę tę samą co ja, ale mam wrażenie że wam idzie to jakoś ławiej.


Kumek