Witajcie!

Jestem nowa, więc może krótko się opiszę. Mam 25 lat, już od dobrych kilku zmagam się z nadwagą. Kilka razy udało mi się schudnąć, tyle samo razy dopadło mnie jojo, dużo częściej nie udawało mi się wytrwać nawet tygodnia. Pewnie standardowa historia Zalogowałam się na forum, bo chciałabym schudnąć razem z Wami, po raz już ostatni. Wiem, że w grupie jest łatwiej, większa mobilizacja, no i jest komu spuścić lanie od czasu do czasu Postanowiłam coś ze sobą w końcu zrobić. W tym roku wychodzę za mąż, zmieni się więc całe moje życie. Chciałabym pięknie wyglądać w ślubnej sukni, chciałabym czuć się swobodnie, nie myśleć o tym jak ukryć pod tiulem fałdki tłuszczu. Oczywiście ślub nie jest moją jedyną motywacją. Mam ich tak dużo, że gdybym postanowiła je tu wypisać, to myślę, że byłoby to ponad 100 punktów i nikomu ne chciałoby się tego czytać Tak w skrócie... Chcę schudnąć dla siebie, dla podniesienia własnej wartości, głównie w swoich własnych oczach. Nie chcę już być więźniem własnego ciała i jedzenia. Nie chcę wiecznie planować diety i nigdy jej nie rozpoczynać. Nie chcę już marzyć ile pięknych rzeczy czeka mnie w zyciu gdy już osiągnę swój cel. Chcę go w końcu osiągnąć, raz na zawsze! Mój cel to 57kg. Mam 170cm wzrostu i przy tej wadze czuję się cudownie. Nie uznaję kompromisów, jeśli podejmę walkę o siebie, a podejmę, to chcę osiągnąć swój wymarzony cel, czyli 57, nie więcej. Może to zbyt drastyczne podejście do sprawy, ale przecież nie muszę ważyć 57 za miesiąc. Nie ustalam limitu czasu, ale będę się starać, by poszło to tak sprawnie jak to jest możliwe. Mój plan to:

max 1000kcal dziennie (w tym to co najlepsze, warzywa, owoce, prod. pełnoziarniste, chudy nabiał, chude mięso, ryby, oliwa z oliwek, dużo wody mineralnej, herbata zielona i czerwona)
po godz. 18 nie ma jedzenia
sport min 2h dziennie (co się da, jak się da, byle się ruszać; ideał to 45min rano na czczo przed wyjściem do pracy i godzina po pracy)
żadnych słodyczy, ciast, itd., innymi słowy niedozwolonych rzeczy

No i jak to wygląda? Plan dość restrykcyjny, ale czego się nie robi dla sylwetki, prawda? Skoro do tej pory nie robiłam dla niej nic dobrego, a dużo złego, to teraz trzeba cierpieć Dam radę, ale potrzebuję wsparcia, wspólnego dopingowania się, chwalenia, ganienia się nawzajem, gadania o dietach i o niczym. Czy ktoś jest chętny na takie pogaduchy ze mną? Zapraszam nie na jeden post, ale na stałe!

Zaczynam od jutra i będę dzielna!

Buziaki dla wszystkich!!!

[link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]