O nie nie :!: :!: :!: :!: :!: :!: Nie po to się mordujemy żeby spodnie i długie kiece nosić :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted:
Wersja do druku
O nie nie :!: :!: :!: :!: :!: :!: Nie po to się mordujemy żeby spodnie i długie kiece nosić :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted:
Ładnie Ci tescik poszedl :) Ja mam 170 cmi dobijam do 60 :D Uda nam sie, prawda? :D
Tobie to dużo nie brakuje :wink:. Przede mną jakieś bagatela prawie 40 kg :lol:
spoko laski, kazda z nad bedzie miec super cialko predzej czy pozniej :)
no nie?
( a wy chorem:
"tak jest koczkodanie :!: " )
:D:D :lol: :lol:
heheheeheeh ta raptem 42kg .......pikuś :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Marg75
Do przyszłego roku się uporasz
I lepiej nie za szybko - przy maksymalnym tempie to kilogram na tydzień (prawie rok) ale zalecane jest wolniejsze - pół kilograma - to by było w 80 tygodni do wymarzonej wagi?Cytat:
Zamieszczone przez ewulka78
Iwonka - Ty się tak nie śpiesz z tym odchudzaniem :wink: Lepiej wolno a skutecznie. Pozdrawiam cię serdecznie i powodzenia na teście!
Ja chociaż bym chciała zrzucić te sadełko w mniej niż rok to mój organizm raczej na to nie pójdzie. Głodzić się nie mam zamiaru. Jem 1000 kcal i jak na razie w zupełności mi to wystarcza. Jak w weekend zjem ciut więcej to też będzie OK. Teraz waga idzie w dół średnio więcej niż 1 kg na tydzień, ale myślę, że po 2 miesiącach dietkowania będzie szło w tych granicach. Po 4 około 0,7 kg a potem 0,5 na tydzień (oczywiście średnio). Staram się obserwować mój organizm, czy czegoś mu nie brakuje w diecie. Zaczęłam łykać „falvit” i „silica”. W sumie brałam je jeszcze przed rozpoczęciem diety, ale niezbyt systematycznie. Teraz staram się pilnować i brać podczas śniadanka. Wydaje mi się, że chyba muszę kupić wapno, żeby ciut wzmocnić kości.
Ehhh do urlopu mam jeszcze 6,5 tygodnia, trochę się boję, o to jak będzie wyglądało moje dietkowanie nad morzem.
Dzięki za chęci wspierania, faktycznie w grupie raźniej ;-)
Znam ten portal już od 2004 jest naprawde profesjonalny i bardzo go lubie!
Od 2004 zaglądałam turzadko aż do teraz bo motywacja schuduniecia znów jest duża.
Pierwszy raz znalazłam taką motywę w 2003 przed ślubem - schudłam wtedy 10 kg na diecie Cambrige i Kopenhaskiej - super wyniszczające diety co? Ale dałam rade te 10 kg w 1,5 miesiąca!!! jak narazie mój najlepszy wynik! Pamietam do dziś jak mnie duma rozpierała gdy przyszłam na przymiarkę sukni slubnej i okazało się, że trzeba ją dużo zwexić, bo uszyta została wg moich wymiarów z marca gdy wazyłam 73 kg przy wzroście 164 cm a w sierpniu wazyłam już 63! Panie w sklepie sie troche zmartwiły a ja byłam taaaaka dumna!
Ale okres DUMY i super wagi nie trwal zbyt długo. Już w kolejnym roku przybrałam 5 kg , w następnych,czyli 2006 kolejne 4 kg a teraz dobiłam do kolejnych 10,czyli suma sumarum po 4 latach od szczesliwego schudnięcia ważę 83 kg!!!! KOSZMAR! Nie nawidze sie za to :-(
Ja zawsze musiałam uważać na to co jem i pilnować wagi. W szkole podstawowej byłam grubaską, ale już w liceum zaczełam o siebie dbac i udało mi sie trzymac wagę na właściwym poziomie. Myślę , ze to nawet nie dzięki temu co jadłam a temu ,że duzo sie ruszłam - rowery, spacery ze szkoły do domu, dyskoteki ... wiadomo ;-)
Tak samo było na studiach,tutaj dietę zastępował mi stress- bardzo przezywałam wszelkie kolokwia,egzaminy itp a dodatkowo wyjechałam na 3 miesiące na stypendium zagraniczne, gdzie liczac grosz do grosza oszczędzałam na jedzeniu - BOŻE jaka ja byłam wtedy szczupła - 56kg!!! Po prostu cudo! Czułam się cudownie.
Patrząc z perspektywy na moją tusze w dużej mierze wpłynęła stabilizacja zyciowa i pewnosć, że już mam prawie wszystko co chciałam i nie musze sie starac a do tego ponad 8h praca biurowa :-(
Jendak zycie pokazało,ze nie tylko dla swojego zdrowia i urody musze sie postarac - lekarz powiedział mi wyraźnie, że jeśli nie schudne 20 kg będę miała poważne problemy z zajściem w ciąże :cry: :cry: :cry:
Tak długo czekam już na swojego Maluszka i musze to zrobić dla siebie, dla niego no i dla mojego małżeństwa.
Na szćzeście Mąż mnie wspiera i motywuje... nawet krzyczy na mnie jak sięgam po niedozwolonego batonika....wtedy robi mi sie głupio i faktycznie rezygnuje ....
Najgorzej jest mi zrezygnowac ze słodyczy....czasem myśle,ze jestem uzależniona :-)
Ufff.. ale sie rozpisałam,mam nadzieje,ze Was nie zanudziłam!?
Trzymajmy za siebie kciuki! tak bedzie nam łatwiej!!!
Buziaki :wink:
witaj margus :)
nie martw sie tymi kilogramami, szybbko zleca, a przy naszym wsparciu to ani sie nie obejrzysz a bedziesz laska :!: :D
a co dietkowania nad morzem..ja tez zawsze mialam z tym porblem, bo tu jakies lody wieczorem pizza, piwko.. urlop zawsze mi sie kojarzy z wypoczynkiem, a wypoczynek z jedzonkiem...
no ale tym razem bedzie dorze, nie damy sie :!: prawda? ;>