Lenkas, wybacz, że to piszę, ale wydajesz mi się ze swoim podejściem uparta jak jakiś rozkapryszony bachor. Niby chce, ale mu się nie chce, niby czegoś pragnie, ale nie ma siły wyciągnąć po to ręki, choć jest tak blisko. Ustalmy jedną rzecz: CHCESZ SCHUDNĄĆ. I pierwszy krok masz już za sobą. Teraz czas na krok drugi: realizacja planów.
To ciężkie - Albina ma rację, otyłość czy nadwaga to choroba duszy... jedzenie Tobą rządzi - ale dlaczego? Nie daj się, bądź niezależna! Walcz! Zanim sięgniesz po batonik, dodatkową porcję obiadu, jakieś słodkości pomyśl - czy naprawdę tego chcesz? czy nie robisz tego z przyzwyczajenia? Czy przypadkiem nie chcesz zajeść jakiegoś stresu, frustracji? A przede wszystkim - ile czasu musiałabyś poświęcić, żeby tego wafelka, dokładkę czy cokolwiek spalić? i jak szybko te kalorie, tłuszcz odłożą Ci się w biodrach, udach itd. jeśli je skonsumujesz? Wydaje Ci się, że chcesz coś przekąsić - znajdź sobie inne zajęcie. Wyjdź na spacer (ale bez pieniędzy, żeby lody itp. nie kusiły), na rower, zrób serię jakichś ćwiczeń, cokolwiek. Tylko nie jedz! A jeśli już naprawdę jesteś głodna - przekąś jakieś warzywo, owoc, coś lekkiego.

Bierz się za konkrety, a nie stale marudź. A jeśli naprawdę sobie z tym wszystkim nie radzisz - idź, tak jak radzi Albina, do dobrego psychologa. Wbrew pozorom to żaden wstyd, a tacy ludzie naprawdę potrafią pomóc.

Trzymam za Ciebie kciuki!!!