Witajcie kotki i koteczki

Miałam nie odezwać sie dopóki nie będe się miała czym pochwalić No i nie mam sie czym pochwalić Odkąd pamietam wakacje uważałam za wyjatkowo korzystnie wplywajcy na moj wyglad okres. Srednio udawalo mi sie schudnąc ok 5 kg, wlasciwie niezauwazalnie, ladnie sie opalalam a potem chodzilam taka fajna brazowa do polowy jesieni.
W tym roku nie zanotowałam zadnej z powyższych zmian. Nie wyjechalam nigdzie, cale wakacje nie ruszyłam sie dalej niz do mojej babci mieszkającej w dzielnicy obok Po opalaniu zostało mi kilka dodatkowych pieprzyków, ktore w rozsadnnej ilosci moze sa do zniesienia, ale u mnie ta rozsadna ilosc zostala dawno przekroczona. No ale to nawet nie chodzi o to,ze nie schudłam, chodzi o to,ze przytylam
Dzis doszlam do tego,ze od mniej więcej 2 lat jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Trwam w zawieszeniu. Nie kupuję nic nowego, w sensie ciuchów, bo oszczedzam kase na fajne rozmiary 38. Poza tym mam mase planów związanych z moja przyszła cudowną figurą tylko tak wlaściwie niewiele robie w kierunku jej osiągnięcia.

Nie wiem dlaczego tak uparłam się na tą diete. Moze dlatego,ze juz kiedys na niej schudłam. No w kazdym razie jutro pierwszy dzień astronomicznej jesieni A wraz z pierwszym dniem kolejne 3 miesiące tej jakze uroczej pory roku 3 miesiące to wystarczająco dużo żeby zdziałać coś konkretnego... a więc do dzieła

Jestem mistrzem w wyszukiwaniu 'wyjątkowo dobrych dni' na rozpoczęcie odchudzania