Dziekuje
Masz racje, odchudzanie wciaga. Ja zaczynajac diete w listopadzie 2004 mialam bardzo zdrowe podejscie i odzywialam sie dobrze. Jednak gdy juz schudlam zaczelam sie bac, sama nie wiem czego.W mojej glowie powstala jakas blokada, ktora nie pozwalala mi tknac czegokolwiek, co by mnie w moich oczach "utuczylo" a byly to wszystkie inne produkty oprocz owocow, glownie jablek, otrebow, warzyw i ewentualnie jakis zup na samych jarzynkach. Jedzenie zaczelo kierowac moim zyciem i jemu podporzadkowalam wszystko. Teraz wiem ze to bylo chore, ze gdybym postapila zgodnie z planem, czyli doszla do wymarzonej wagi i powolutku zaczela wprowadzac do jadlospisu rzeczy ktorych nie jadlam na diecie to owszem troche bym przytyla, ale nie 18 kg. Jednak ja zaczelam jesc coraz mniej, a kiedy udalo mi sie uwolnic z wiezow to zaczelam jesc doslownie wszystko i nie panowac nad tym a przy tym bardzo cierpiec, jeszcze bardziej niz odmawiajac sobie wszystkiego.
Teraz jest juz ze mna troche lepiej. Chociaz dalej mysle o jedzeniu, o tym co moge a czego nie moge zjesc to widze pewne postepy.Uswiadomilam sobie ze w zyciu sa o wiele wazniejsze sprawy od wygladu, np milosc, ktora zawsze byla dla mnie wazna, (a gdy wreszcie znalazlam cudownego chlopaka to ja skupilam sie na odchudzaniu a nie na nim). Owszem chce dalej schudnac, zeby czuc sie pewniej i znowu podobac sie sobie, ale nie chce miec tylko tego na "tapecie"... Mam nadzieje, ze rozumiesz..
Na koniec chcialam Ci jeszcze bardzo pogratulowac, bo duzo kilogramow juz zwalczylas, a wiem ile trudu to kosztuje
To jest wlasnie najbardziej niesprawiedliwe, ze ciezko sie chudnie, a nadrobienie straconych kilogramow, nawet z pewna premia idzie zadziwiajaco latwo
Pozdrawiam