-
Z serii "Chcę schudnąć"
"Wciągam sobie przed lustrem brzuch, oglądam wystawy w pięknych sklepach, zastanawiam się jak one to robią, że mają zawsze nieskazitelnie czyste białe spodnie, że na bluzce nie ma żadnych zagnieceń, że mają takie paznokcie pomalowane w kolorowe obrazki, że ich nogi są wydepilowane i ani śladu tłuszczu na brzuchach, że nawet jak siadają, to nic im się nie zawija, nic im się nie fałduje.
A ja oszukuję, że mi się nie fałduje, a one się śmieją ze mnie z okładek i z gazet, bo mój brzuch nie jest wcale wklęsły i idealnie twardy. Bo ja mam paznokcie obgryzione i włosy nierówno przycięte nożyczkami w wannie, a one do mnie piszą: schudnij tego lata, jesteś tego warta, zadbaj o włosy, bądź piękna dla niego. A mi lakier za linię wychodził, jak kiedyś spróbowałam, może ja mam za małe te paznokcie, za krótkie, bo lakier mi się wylewa na skórę, kredka do oczu mi krzywo maluje, oko mi się rozlewa na podłogę, cały mój świat w obliczu podkładu się wycofuje, chowa się do szafy, i nic z tego."
Marta Dzido – Małż
Nie wiem już który raz, mówię sobie – od jutra dieta. A potem coś smażonego, kanapeczka w tak zwanym między czasie, o ciasteczka mama kupiła, poczęstuję się.
I się tak częstuję. Herbatę znów słodzę. Pożeram, pochłaniam, napycham się. I nawet porządnie zwymiotować nie umiem. Ćwiczeń żadnych nie wykonuję, ruchu za grosz, czasem tylko na autobus jak za późno z domu wyjdę, to biegnę. W końcu, gdy mi się uda złapać autobus, to stoję przy drzwiach jak cieć i staram się złapać oddech. A on jest odległy, odległy. I mam wrażenie jakbym zaraz miała się pozbyć płuc, jakby miały zaraz wyskoczyć ze mnie, wydrzeć się z mojego organizmu.
Imprezy, alkohol, papierosy, coś jeszcze - a pewnie, co sobie będę żałować...
I wtedy czuję się fajna, taka jak oni. Jak szczupli, już o nic nie muszę walczyć, nie muszę ukrywać fałdowań, niczego.
I teraz, choć uważam to – wybaczcie – za upadek mój kompletny, kompromitację, jestem tu i szukam ratunku, wsparcia, nie wiem, czegokolwiek.
Czuję się głupio, wręcz idiotycznie pisząc o sobie tak, do ludzi których nie znam. Stąd ta myśl głęboka o niejakiej kompromitacji.
Ratunku? Pomocy?
Mam 17 lat, całe życie przed sobą, od zawsze jestem gruba. Ale nie taka “gruba” jak wszystkie nastolatki, które ważą 50 kilogramów i płaczą nad swym okrutnym losem, nad masą fałdów tłuszczu, które widzą one, a nie wiedzę ja.
Mam 168 wzrostu, ważę 72 kilogramy. Opływam w tłuszczu, mam wielki brzuch, wielkie nogi, wielkie cycki. Ba, wszystko mam wielkie. I nie pociesza mnie myśl “dobrego ciałka nigdy za wiele”. Prawdę mówiąc, w dupie mam takie pocieszenia, takie myśli, takie skróty myślowe.
Czy ktoś wie, jak w pół roku mogę zrzucić 20 kilogramów?
Czy ktoś może mi pomóc? Poradzić?
Cokolwiek?
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki