No właśnie, dzisiaj stanęłam na wadze i sie przeraziłam, bo zobaczyłam 67 kilo, brr...
To straszne, a najgorsze, że to nie w święta mi przybyło, ale po świętach. Zaczęłam jeść słodycze, czyli czekolada, wafelki, ciasteczka. Przesadziłam z białym pieczywem, zaczęłam słodzić herbatę( no bo za kwaśna z cytryną bez cukru )
No i teraz trzeba przystopować. Chciałabym wprowadzić w życie dietę MŻ, czyli wszystko, tylko mniej. No i oczywiście więcej ruchu, czyli jazda na rowerku stacjonarnym, przynajmniej pół godziny dziennie, a jak znajdę czas, to także basen. Proszę o wsparcie, a może ktoś byłby chętny razem ze mną, w końcu w grupie raźniej