-
Ja tez nie mówię że się odchudzam, bo nikt tego nie rozumie
jak się wygląda jak Christina Aguilera to ciężko zrozumieć
Ale przyjaciółce na pewno warto przetłumaczyć, że to dla ciebie ważne,
ale zrób to na osobności, wszyscy nie muszą wiedzieć że źle się czujesz ze swoimi kilogramami
a ona może robić za zasłonę dymną gdy ktoś CIę namawia na frytki, chipsy itp :)
-
No właśnie z nią jest największy problem :( bo już z nią o tym szczerze rozmawiałam i ona mówi jak Ty nie jesz to ja też nie... i zachowuje się tak jakby przeze mnie apetyt traciła. Bo nasze spotkania to zawsze wiązały się z żarełkiem :) dla mnie ona jest niesamowitą laską i czuje się taka nieatrakcyjna przy niej... tłumaczyłam jej, że to dlatego... a ona dalej swoje, że skoro ja mówię, że muszę schudnąć to tak samo jakby i ona musiała, że przy każdym razie co ja odmawiam ona myśli o tym, że jej brzuch rośnie i też jeść nie powinna.
-
hm.. ja pierwszy na Twoim watku ?! az mi wstyd..
wiecie.. ja tez kiedys nie mowilam, ze sie odchudzam...
teraz powiedzialam o tym - ale tylko najblizszym - tzn przyjaciolce (w miare to zrozumiala), rodzicom (jak siegam do lodowki - to ojciec pyta: "znowu jesz ?!"), no i kumpelom z ktorymi chodze na silke, biegam i na rowerze jezdze :) - tak jest prosciej :)
a wiem cos o tym, ze nie chcesz rezygnowac z zycia towarzyskiego... - ja to mam z paleniem papierosow.. nie chce - a zwykle w pubie sie lamie i siegam po jednego... - dobrze, ze po jednego i na tym sie konczy .. a nie na nowo w nalog... ale.. postanowilam zrobic sobie rpzerwe od tego - na jakis miesiac.. i unikac towarzystwa palaczy.. (niestety rodzicow nie unikne.. ale co zrobic.. pala na balkonie...)
-
Hmmm trochę dziwna ta koleżanka,
ale może to jest jej sposób na wspieranie Ciebie?
Się nie łam, i nie przejmuj innymi
To TY jesteś w tym odchudzaniu najważniejsza! :)
Miłej niedzieli Słonko
http://maliny.tbg.net.pl/images/malina.jpg
-
Hello :) witam kochaną uśmiechniętą nevergiveup :) cieszę się, że wpadłaś tutaj
Wczoraj byłam na fajnym koncercie więc było i piwko i burger, ale rano się przygotowałam i za wczasu wybiegałam i wyjeździłam na rowerku więc zawsze to lepiej niż siedzieć przed TV. Dziś pewnie też trochę więcej kalorii będzie, a szansa na ruch tylko na koncercie, ale się nie załamuje :) ogranicze się do jednego piwka i postaram się nie zjeść burgera i myślę, że będzie ok. Tym bardziej, że jutro skruszona wracam do liczenia kalorii i zwiększonej dawki ruchu :) znów z uśmiechem i z przeświadczeniem o sukcesie :)
A koleżankę trochę przechytrzyłam :) wczoraj po koncercie miała u mnie nocować i miałyśmy sobie jakiegoś filma zapuścić... i w ramach podjadania kupiłam arbuza i chlebek ryżowy :) i tak ja się ograniczyłam tłumacząc się tym, że wolno jem :) to akurat prawda, ale co tam udało się ominąć chipsy i inne okrutnie dobierające się do moich bioderek rzeczy :P
i postaram się w tym odchudzaniu bardziej skupić na sobie. Chociaż w tej kwestii mogę pozostać egoistką. Postaram się nie przejmować kumpelą nawet jak zacznie fochy strzelać, w końcu się przyzwyczai i jej przejdzie. Mam nadzieje :)
Uśmiechu wszystkim życzę :)
-
-
Z koleżanką się porąbało... stwierdziła, że ogranicza jedzenie i bierze ze mnie przykład... buuu tego się bałam...
W ogóle ostatnio mam dobry humor.... co prawda odchudzanie mi nie wychodzi, ale dzięki ćwiczeniom zaczynam się czuć dobrze w swoim ciele :) stwierdziłam wczoraj, że mam fajne nogi i ubrałam kiecuszke :) pozytywne myślenie rządzi :) tak mi się wydaje, że dzięki ćwiczeniom też schudnę, wolniej co prawda, ale przynajmniej nabiore ładnych kształtów. Przestanę jeść kolację co i tak mi wyjdzie na dobre :P bo jednak liczenie kalorii mi nie wychodzi... spróbuję jeszcze trochę z tym powalczyć. Póki co myślę pozytywnie i mam zamiar dalej uprawiać tyle sportów ile się tylko da, radoche mi to sprawia :P czuję się taka fajna biegając sobie po lasku :)
Obiadek trochę kaloryczny był, ale planuję na kolacyjkę zjeść tylko mrożone truskaweczki i zaraz pójść pobiegać, a później jeszcze porowerować :)
z uśmiechem :)
-
przepraszam było podwójnie :oops:
-
hehehe, Lorelai... ja wlasnie tylko i wylacznie sport uprawiam - nie licze kalorii - bo wiem, ze ZAWSZE sie lamalam na tym.. przybijalo mnie to - jak zjadlam np. o 200 kcal wiecej - to mialam wyrzuty sumienia.. i to nie bylo dla mnie zbyt korzystne :) podziwiam kobiety, ktore tak potrafia - i jeszcze je to mobilizuje :) mnie mobilizuje +5 min podczas biegania :)
btw, jezeli chodzi o jedzenie.. - to sie po prostu nie opycham :) - platki, chleb pelnoziarnisty, ograniczenie duzej ilosci tluszczu, brak slodyczy (prawie :D) no.. i duzo wody, duzo, duzo duzo ! :)
-
Halo halo :) tutaj Ja, czyli Lorelai :) wiecie co... mimo, że waga coś spadać nie chce to i tak jestem zadowolona z siebie... ćwiczenia to najszybsza droga do dobrego samopoczucia. Fakt, że cały czas się wkurzam, że nie potrafie mniej jeść, bo wtedy szybciej byłabym szczupła. A ja raz ciasteczko, a raz czekoladka, ale w sumie dzięki ćwiczeniom jakoś się trzymam. Wczoraj spotkałam kolegę, którego nie widziałam ponad 3 tygodnie i mi powiedział, że wyglądam super nie wie dlaczego, ale coś się we mnie zmieniło :) dało mi to tyle radości, że aż chcę ćwiczyć jeszcze więcej i może kiedyś obniżyć te kalorie... chociaż i tak myślę, że nie jest źle... jedzonka dużo, ale to jedzonko takie raczej zdrowe (nielicząc tych małych wpadek :oops: ). Piwo całkowicie wyeliminowane i nawet nie ma już z tym problemu wśród znajomych więc myślę, że i z resztą się uda. Wrzesień przywitam pare kilo chudsza :) albo chociaż parę centymetrów chudsza :)
Pozdrawiam wszystkie kochane dietkujące panny :) Z uśmiechem do celu