Na razie jestem na wstępie do diety 1000 kcal, czyli na kopenhaskiej. wielu jej nie pochwala, ale tak naprawdę jest (podobno) skuteczna, o ile się po jej zakończeniu przejdzie spokojnie na tysiaka, co zamierzam zrobić. Oczywiste, że nie rzucę się na jedzenie, bo to byłby tylko potężny jojo.

Ja już po prostu nie mam wyboru. Kiedy nie przestrzegam ściśle posiłków, nie chudnę, nawet jak liczę kalorie. Więc uznałam, ze zacznę od restrykcyjnej diety i przejdę na 1000. Obliczyłam po tym, co dziś zjadłam, ze to niecałe 800 kcal, więc koszmarnie nie jest. Na pewno samą wodą i wasą nie żyję, bo bym padła.

I do tego dołączam minimum 60 minut dziennie sportu (gimnastyka + spacery).
I mam nadzieję, że mi się uda. Mój cel to 68 kilogramów i wejście w spodnie, w które nie mogę wejść od zeszłego roku.

Wzrost to 174 cm. Czyli nie jest tak źle, bo jestem długa .

A Wy? Co robicie oprócz diety? Jakie ćwiczenia? Widać efekty?

Pozdrawiam