-
Fajnie, że mp3 sie znalazła. Widzę, że się dobrze trzymasz.
Rozumiem, że może chcesz schudnąć, ale 65 kg przy 174 cm wzrostu tu chyba nie jest dużo. Bedę zglądać i sprawdzać jak CI idzie "transformacja". Zazdroszczę wzrostu, ja niestety jestem o 8 cm niższa, więc nawet jak już schudnę, to od obcasów się nie uwolnię.
-
No niby te 65 to nie jest aż tak dużo, ale mi przeszkadza... z natury byłam zwykle szczupła, przy wadze 60 kg wyglądam najlepiej. A tak to robię się taką gruszką, szczupłe ramiona, wszysko mi idzie w brzuch, pupę i uda. Przestaję się mieścić w ciuchy no i nie jestem już sowbodna na basenie itd. Poza tym jeśli nie zrzucę teraz tego co 'zebrałam', to wiem, że będę tyć dalej, a to już byłoby bardzo, bardzo źle. Mój brzuch wygląda już teraz... no cóż... ciążowo.
Aaa i jeszcze u mnie każdy kg widać od razu na buzi: poliki mi trzy czwarte twarzy zajmują i oczy mi się chowają, wyglądam jak księżyc w pełni!
Ejj, a ja bym chciała byc nieco niższa... bo z kolei obasy lubię, a nie przy każdym facecie mogę je założyć ;)
-
o kurcze jestes taka jak ja....tez miewałam kompulsy (miewałam to słabo powiedziane), teraz jest jakby lepiej, tez wszystko mi idzie w biodra, mam 173 cm wzrostu i waze 67:D czyli podobnie.... ale chcialabym wazyc najwyzej 57, przy tej wadze wygladalam najlepiej... pozdrawiam i zapraszam do mnie :) http://forum.dieta.pl/viewtopic.php?t=73867
-
Wiesz, ja najmniej w swoim dorosłym życiu ważyłam ok.58 kg, to było dwa lata temu. Schudłam wtedy właśnie jakoś tak na wiosnę, baaardzo się pilnowałam wtedy, aż za mocno, poniżej 1000 kcal zwykle. No oczywiśce wszystko mi wróciło potem z naddatkiem, potem znów w dół itd. Ale do rzeczy: chodzi o to, że przy takiej wadze już nie wyglądałam najlepiej. Jasne, czułam się wtedy super i byłam taaaka dumna z siebie, ale piersi nie było prawie wcale... A i jak na zdjęcia patrzę to widzę, że trochę przesadziłam wtedy.
No dobra, ale i tak lepiej za mało niż za dużo...lepsze tamto 58 niż aktualna waga...
W każdym razie dzięki za dobre słowo ;)
-
Tak sie zastnawiam, jak to się dzieje,że chudniemy, czujemy sie super a później magia pryska i kilogramów przybywa.
Ja, po tym jak udało mi się schudnąć i ważyłam 51kg obiecałam sobie, że nie pozwolę wadze przekroczyć 55 NIGDY, a tu co przekroczyłam i to sporo. Teraz ważę 65 i jest mi z tym źle, ale na szczęście nie waże tyle co po powrocie z UK, waga pokazywała wtedy 72kg. Jak dziś to wspominam to z obrzydeniem myślę o sobie. Wygladałam jak salceson:)
Koniec tego biadolenia.
Znacie może jakiś fajny basen w Warszawie, najlepiej gdzieś w okolicach Mokotowa?
-
Na Mokotowie to chyba Warszawianka? Ale tam jest drogo. Sama chodziłam - i teraz znów zamierzam, od maja, bo wtedy mi się karnet na siłownie skończy a na oba mnie nie stać ;/ - chodzić na Polną, niedaleko metra Politechnika. Cena była przyzwoita, basen niezły, choć nieduży, tylko trzeba sprawdzać kiedy jest wolny, bo przez część godzin szkoła ma zajęcia.
No ja właśnie przez UK przytyłam znów :( Nie aż tak strasznie dużo niby, ale jednak... a tak ładnie wyglądałam, kiedy wyjeżdżałam... ale nic to, skoro jestem z powrotem w Polsce to mam mieć polską sylwetkę :)
-
Bilans dnia: 1021 kcal :) A zatem ładnie, ładnie całkiem. No i powiem Wam tyle - dobrze, że zaczęłam znów sumiennie zapisywać ile zjadłam, bo gdyby nie to, to by mi umknęły różne "drobiazgi" i pewnie czułabym teraz, że "eeee tam jeszcze trochę mogę". A tak to przynajmniej wiem: "trzymaj się jużbabo z daleka od kuchni"! No, chyba, że herbatkę sobie zrobić.
Jutro chyba muszę się bez siłowni obejść, bo mam sporo roboty i raczej nie zdążę... chyba że? Zobaczymy. Trzeba by sprawdzić prognozę pogody, może chociaż na 20 min wyskoczę pobiegać z rana...
Całkiem dobry humor mam, jakoś tak czuję, że skoro już tutaj jestem, to będzie lepiej.
(i nawet nie psuje mi nastroju opieprz od promotorki ;))
-
Pięknie :) Gratuluję pięknego dietowania i ruchu (zwłaszcza tego ostatniego, bo ja jestem leniwy padalec w tych kwestiach :wink: )
A co do tego: "Dodatkowo dołuje mnie mama, która, paradoksalnie - pilnuje mnie bardzo i po kilka razy dziennie przypomina, że mam wielki tyłek i brzuch i opieprza, że jem. A ja niestety: im więcej mi się o jedzeniu i niejedzeniu przypomina, tym bardziej chcę jeść... i tym bardziej ciągnie mnie do kuchni." Jejku... :shock:
Powiem Ci, że to strasznie niefajne jest :? Ważysz 65kg przy 174cm, na Boga, to nie jest nadwaga, a to że się źle ze sobą czujesz przy tej wadze to tylko Twoja sprawa, matka powinna Cię wspierać i okazywać miłość i szacunek niezależnie czy ważysz 58 czy 85kg! "Wielki brzuch i tyłek"?! Boisz się przy niej jeść?? OMG, ja się nie dziwie że to Cię demotywuje i paranojuje, powiedz mamusi że Twoje różnice na wadze są w dużej mierze jej winą, jej przycinków i osaczania Cię :P
-
moja amtka robi to samo :|
chodzi za mną i gada że jem albo coś :/
ale widze że dzionek ładnie skońxczyłaś :)
oby tak dalej!
a co do zapisaywania tego co się je tez tak robie bardzo pomaga!
-
Brawo! Grzeczna dziewczynka :lol:
Jak zjadłaś 1021kcal i jeszcze się ruszałaś to wow, dostarczyłaś organizmowi jakieś hmmm 600kcal? A jak się czujesz jeśli chodzi o energię? Nie jest Ci słabo? Ja się trochę boję, żeby nie przegiąć w tą drugą stronę..
Co do twojej dietkowej przeszłości, to ja miałam tak samo! Raz schudłam te kilka kilo, było cudnie, potem wszystko wróciło :cry: