Chyba wiekszośc z Was zna moja "historię". Zablokowali mi 2 tematy, żebym nie pisała tu swojego pamiętnika, bo to, co robie jest głupie i może nakręcac innych do popełniania tego samego błedu. Dla tych, co nie wiedza, byłam na pół-głodówce, tzn. jakos co 2 dzien jadłam ok.150 kcal. Teraz chciałam zacząć stopniowo zwiększać dawke jedzenia, chociazby przez codzienne jedzenie, tez ok. 150 kcal dziennie. Potem miało być 200, 300, 500, 700 i 1000 i przy 1000 chciałam pozostac. chciała zrobic to tak, żeby delikatnie zwiększając dawke kalorii nie tyć, a nadal chudnąć.

Otóż pojawił sie problem, bo od wtorku jem codziennie [i jeszcze dodatkowo dodałam do diety Colę Light (0,5 l/dziennie), bo nie moge się obyc bez słodyczy, a ona mi to zastepuje, a w calym 05, l jest tylko 1 kcal], dzies jest sobota, jutro dzień ważenia. Z ciekawości zważyłam sie dzisiaj...i.... albo waga stoi w miejscu albo jest nawet o 1kg więcej! Co jest grane?

bardzo chciałam zwiekszac dawke jedzenia, bo to niezdrowe, co robiłam, ale to mi sie przestało podobac, jeśli JUŻ przytyłam albo stanęłam w miejscu....