No, właśnie, jak w tytule, HA! Walczyłam i walczyłam i nic. Wystarczyło wyjechać w góry i przez 10 dni intensywnie uprawiać górską turystykę zimową i poleciało. A jadłam dużo i w dodatku jedzenie u gaździny (śniadanie i obiadokolację), a każdy wie jak one karmią. Zupy gęste, tłuste i zawiesiste, panierki na kotlecie na palec, a kotlet na pół talerza itd, itp, ale do tego intensywny codzienny wysiłek. Mam nadzieję utrzymać to przynajmniej do zejścia śniegu, bo potem już się będę mogła ruszać na powietrzu. I to by było na tyle, pozdrawiam - batory