Nie wiem jak Wy ale ja mam problem z babcią. Właściwie już od dzieciństwa. Czasami mam wrażenie że podstawową funkcją wnuczki jest bycie odkurzaczem. Najlepiej przyjść zmieść wszystko ze stołu zabrać coś na drogę i jeszcze paczuszkę do domu...
Tak było u mnie od dzeciństwa i nic się nie zmieniło. Kocham moją babcię i odwiedzam ją co tydzień. Jest ona jednak dla mnie ogromną przeszkodą w odchudzaniu. Mam duży problem z jedzeniem a jak odwiedzam babcię i nie jem to zazwyczaj jest to oznaką anoreksji .
Powtarzam sobie że jak coś mnie nie zniszczy (nie odwiedzie od postanowień) to mnie wzmocni... Ale jest bardzo trudno.
Pokusa jest duża i czasem jak już wygram 'walę' z babcią (nie zjem wszyskiego co ma w domu) to przegrywam wakę z samą sobą (kupuję i zjadam tonę słodyczy).
Wstyd prawda?
A jak Wam idzie z 'niewspierającą' rodzinką?