-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Micha:
- płatki z owocami i kawa
- arbuz
- ziemniaki, kawałeczek łososia na parze, brokuł (nie lubię już brokuła)
- 3 kromki z pastą bezjajeczną i pomidor, sałata
Nie lubisz bo nie lubisz czy trafiłaś na niefajnego? bo ja się w zeszłym roku zraziłam do kalafiora, co kupiłam to paskudny w smaku że zjeść się nie dało.
W tym roku na razie są ok. Brokuły też :)
Patrzcie jakie piękne legginsy! :love: ale cena mnie zabiła :sad:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No piękne. Ale cena też piękna.
Nie smakują mi brokuły już od jakiegoś czasu. A ten wczoraj to już wyjątkowo.
Micha:
- płatki z owocami, kawa
- duża brzoskiwnia
- 3 kromki z pastą bezjajeczna i pomidor
- ziemniaczki młode odsmażone na masełku, kulka mozarelli, ogórki
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Micha:
Śn: musli z mango i malinami, 3 łyżki jogurtu
kawa z mlekiem
Śn. II: smoothie (ananas, seler naciowy, 1/2 banana), 1/2 figbara
Lunch: sałatka (mix sałat, ogórek, papryka, ananas, żurawina, orzechy prażone, 2 łyżki kaszy jaglanej, plaster awokado)
Obiad: pomidorowa z ryżem
Do ćwiczeń: arbuz
Kolacja: coś bym zjadła... może 2 kromeczki razowca z awokado?
Aktywność:
- rower do i z pracy + 1 km spaceru z Juniorem
- siłówka + wyzwania - 1h15 min
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
dobra, trzecie podejście.
Nie mogę się zwyczajnie skupić i zapominam wyrazy.
weekend jedzeniowo nie najlepiej. Głównie z powodu jedzenia "po brzegi". I w niedzielę zjedzenie kawałka sernika z "grubej łychy". Ale nie cały. W sobotę kawałek ciastka. Justka miała okazję zobaczyć jak wyglądam kiedy zjem mięso. Nie mogła uwierzyć, że to działa tak szybko (bo przecież zanim dojdzie do jelit to mija dużo czasu itd). Najpierw złożonam w pół jeszcze przy stole z masakrycznym bólem, a potem WC i biegunka.
Napiłam się też likieru w sobotę. Smakował jak guma do żucia donald. Mój mózg nie najlepiej funkcjonował. Zapominanie o czym się mówiło (nie wypiłam litra. Wiecie jak piję. I ile. Ciutka, a ja zapominałam do czego zmierzałam w trakcie mówienia). Potem prawie zero snu (ale to trochę przez Zochę i gorąco). Ja się chyba nie nadaję do życia z ludźmi. Do dziupli bym się schowała.
Myślę o tym, aby zrobić dodatkowe badania dotyczące podatności na choroby autoimmunologiczne. Mam hashi, więc jestem, ale te badania to jest wstęp do zrobienia kolejnych i wykrycia czy nie dokleiło się coś dodatkowego.
micha dzisiejsza
- 2 bułki (jedna z ziarnem, druga pszenna mała) z duperelami
- crumble owocowe z kruszonką + 2 kawy (urodzinowo z Justką)
- burger z kurą (1/3 bułki zostawiłam) + frytasy
- zaraz idę biegać, więc coś jeszcze będzie, ale nie wymyśliłam co. Może koktajl białkowy?
ruch - rower i jeśli świat się nie zawali to zaraz bieganie.
aha, młodzież - może pomylili szpital z wakacjami w kurorcie? ;)
Brokuł - no jakoś mnie do niego nie ciągnie. Prędzej kapustę zjem niż brokuła. Może coś im robią o tej porze roku?
Czy są jeszcze na świecie dobre truskawki? Za mało zamroziłam...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kurde, ja zamroziłam raptem 1,5 pudełeczka po lodach.... a tu truskawki wymiotło!
Dzisiaj kupiłam jakieś ale no własnie... jakieś.... średnie na mrożenie, raczej na szybkie zjedzenie i zapomnienie, że były.
W ogóle miałam dzisiaj taki piekny plan na obiado-kolację i doopa.... ze składników które potrzebowałam tylko kasza jaglana mi została, całej reszty nie było w żadnym z trzech sklepów :(
Micha:
Śn: musli, maliny, melon, 3 łyżki jogurtu
kawa z mlekiem
Śn. II: smoothie (1/2 banana, melon, ananas, seler naciowy), 2 kromki macy
Lunch: który zachwycił smakiem mnie i koleżanki z pracy hahahaha czyli frittata w wersji po polsku wymyślonej z tego co w lodówce (mąka z cieceirzycy, woda+ ugotowane kalafior i brokuł, bób, cebula, czosnek, 2 suszone pomidorki, 2 pieczarki), mix sałat z ogórkiem i papryką oraz jabłkiem prazonym z musztardą
Obiad: zupa pomidorowa z ryżem
Po biegu: koktajl truskawkowy na sojowym mleku
Kolacja: chyba zjem resztkę frittaty
Aktywność:
- rower do i z pracy
- bieg 5 km (strasznie ciężko, może przez mega zakwasy na każdej części ciała po wczorajszej siłce)
- wyzwania - dzisiaj tylko 15 min
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A u mnie źle. Pod wieloma względami. Słabo mi jak pomyslę, że jutro muszę wyjść z domu. Nie mam siły. Do dupy wszystko.
Weszłam rano na wagę. Myslałam w despreracji, że jestem grzeczna to poprawi mi się humor. I co? Jest więcej. Pierdzielę, nie robię!
Nie mogę ani biegania ani roweru bo znowu na prochach.
Młoda ma ciastki w pokoju. Stare i twarde ale moga być. Idę oglądać GoT. Podobno kogoś zabili. Cudnie!
Ciao!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja na szybko.
Micha:
Śn.: musli, truskawki, jogurt nat., orzechy
kawa z mlekiem
Śn.II: smoothie (ananas, truskawki, seler naciowy, awokado), 2 wafle ryżowe z masłem orzechowym
Lunch: sałatka (mix sałat, ogórek, papryka, mozzarella, melon), bułeczka ziarnista bez niczego
Obiad: 2 faszerowane cebula :love: (farsz: kasza jaglana, cebulka, czosnek, papryka wędzona, bób, mozzarella) - o Bogowie! co za rozkosz w ustach! :lol:
Kolacja: 1 kromka z resztką farszu, kawałek arbuza
Aktywność:
- rower do i z pracy + 1 km spaceru
- w planie był z core z piłką ale już późno i zmęczona jestem jak nie wiem co
- nawet nie wiem czy wyzwania ogarnę
Niobe ogarniamy się!!!! Miałaś nie patrzeć na wagę!!!! Miałaś schować, wyrzucić!!!! Miałaś wytrwać do urlopu!!!!!!!!!!!!
Uwaga zaraz wyciągnę patelnię!!!!! :grrrrrr::whip:
Zasada jest jedna: jak nie może być ruchu to musi być chociaż zdrowa dieta a nie ciastki!
Smaczne były te starocie?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
:D
no ładnie!
Ja tu przychodzę z ciemnymi myślami, a tu taka czerwień na ekranie!
To ja ciuchutko poudaję, że nie wiem ocb :P
micha
-3 małe kromki razowca z duperelami
- kawa + 1 tagos
- pół torebki ryżu czerwonego z potrawką z soczewicy z wczoraj
- 2 jaja + kostka tofu + 2 plastry sera pleśniowego
- wielki puchar lodowy z bitą śmietaną i borówkami. 3 gałki. Nie zjadłam wszystkiego.Sporo zostało.
- pół kilo bobu
- kawałek arbuza
bieg. Cienki ten bieg
- kawałek arbuza
ten lód, bo ... Jakiś straszny smutek zalał mi głowę. On się czai od 3 tyg. Ale z nim walczę. Nie poddaję się. Nie mam smutnych myśli. Po prostu mam smutek. I jak dziś stałam i patrzyłam na G, który oglądał kolejne (!) słuchawki, patrzyłam na niego i pomyślałam, że mam naprawdę dużo szczęścia, że on jest w moim życiu. A potem zapytałam czy poszlibyśmy na lody. I on się zgodził, bo sam o tym myślał. I poszliśmy. Wielki puchar - nawet nie dojadłam.
I on opowiadał przy stoliku o rowerach szczęśliwy, z błyszczącymi oczami, a ja czułam jak szarość zalewa mi mózg. Nic konkretnego. Żadnych złych myśli. Po prostu smutek^2. I tak sobie pomyślałam, że każdy powinien mieć drugiego człowieka. Nie dałabym bez niego rady. Bez tych lodów też nie :D
Niobe, jest ogromna szansa, że z powodu duchoty i dziwnej pogody, nazbierałaś wodę. Zresztą, twoje leki też mogą powodować zatrzymanie wody w organizmie. Ja jem ciastki, bo mogę. Lodów nie mogę (teraz cierpią me jelitka!), ale ciastki mogę. Ty nie możesz. Ty możesz tylko dobroci. Zdrowe dobroci. Nie jedz cistków, bo Frey zacznie naczyniami rzucać, a dopiero podłogę odkurzyłam ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Smaczne były te starocie?
Nie wiem. Nie zjadłam. Ale musiałam sobie pomamrotać. Kurde no!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
I on opowiadał przy stoliku o rowerach szczęśliwy, z błyszczącymi oczami, a ja czułam jak szarość zalewa mi mózg. Nic konkretnego. Żadnych złych myśli. Po prostu smutek^2. I tak sobie pomyślałam, że każdy powinien mieć drugiego człowieka. Nie dałabym bez niego rady. Bez tych lodów też nie :D
no właśnie :?
.................................................. .
Wczoraj:
- płatki z sojowym, maliny, borówki, arbuz + kawa
- pomarańcza, jogurt naturalny
- bułka orkiszowa z twarożkiem z łososiem i z pomidorem
- kalafior i dwa jajka sadzone
- arbuz
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
brawo Niobe! Brawo!
Super, że nie zjadłaś, nie potrzebujesz ich. A próbowałaś sprawdzić cm? Bo ja ostatnio odkryłam (Boziu, odkrycie roku, pff), że albo stałam się bardziej akceptująca w kwestii mojego ciała, albo chudnę w innych miejscach (to też nie odkrycie. Wiadomo, brzucho u jabłków jest na świeczniku), albo generalnie... ja nie wiem co chciałam napisać, za długa dygresja :P
Chodzi mi o to, że założyłam strój kąpielowy i ... nie przeszkadzał mi mój brzuch. Był. Sterczał sobie w części podbrzusznej. Ale wcięcie jest. Pupa jest (Tak! Mam pupę? Mówiłam wam, że ją lubię? I że ją mam? Bo kiedyś nie miałam! A teraz jest i ją widzę!). I na wadze utrzymuje się stała 58,5 czasami więcej, ale nigdy mniej. Niektórych spódnic założyć nie mogę, bo wyglądam źle z brzuszkiem. Ale pff. Jestem jabłkiem, więc w większości spódnic nie będę wyglądała dobrze! Ale jak założę odpowiednią bluzkę do tego to jest fajnie!
W ogóle to zauważyłam, że mam złe podejście do tego wszystkiego.
Po co się upierać na pewne stroje/ubrania, skoro ja w nich wyglądam źle i będę wyglądała źle? Nie wszystko dla każdego! Ostatnio mi G powiedział, (jak założyłam w sklepie bluzkę i mu się pokazałam, by ocenił), dlaczego ubieram się w sklepie dla kobiet bez cycków. No dlaczego? Dlatego, że widziałam kilka kobiet ubranych w te ubrania i wyglądały świetnie. Ale ich ciała nie były mojego kształtu. I ja wyglądam okropnie. A co jeśli już teraz założę coś w czym wyglądam fajnie? I to już teraz? Nie za 5cm mniej, ale teraz!? I już teraz mogę poczuć się fajnie! A im bardziej będę czuła się fajnie, tym bardziej będę lubiła siebie i tym mniej będę sobie szkodziła!
Ważnym jest dla mnie, aby nie przestawać się ruszać.
Kuźwa utonę bez tego.
Z powodu ciała i z powodu psychiki.
Nie potrzebuję dużo.
(ej! Ważka do mnie przyleciała!!! Niebieska!)
Wystarczy 15 min biegu, jak wczoraj, by psychicznie poczuć ulgę. Ciało bolało całe (bo tak) ale psychika czuła ulgę.
Aha, a to co chciałam napisać na początku, ale mi wątek uciekł, to to, że na niektórych ubraniach widzę, że schudłam, ale na wadze, waga stała, w brzuchu również, a czasem nawet za wielka. Może ci spada gdzieś waga, ale proces nie doszedł jeszcze tam, gdzie byś chciała?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
kurde! Jakaś gąsieniczka zjadała moje kwiatki na balkonie!!!
I codziennie więcej listków zjedzonych i dużo kup gąsieniczkowych! I dziś obróciłam doniczkę, piszę do was teraz z balkonu, i zobaczyłam, że gąsieniczka już zrobiła sobie kokon! I co ja mam z tym kokonem zrobić? Przecież nie wyrzucę! Ona się dopiero robi, więc chyba już nie wychodzi na żer, prawda? Może ją więc zostawię...? Frey ty masz doświadczenia z różnymi maleństwami, zostawić? Już nie będzie mi zjadała?
A w ogóle, dziewczyny, moja mięta jest gotowa na rozmnożenie. W sensie, śmiało mogę wam szczepki dać. Tylko nie wiem czy już teraz czy poczekać na jesień? Już jest na etapie, gdzie zacznę ją ścinać i suszyć. W tym roku mięty raczej nie będziecie miały już, (a może się mylę? Na maraton wam przygotuję, zasadzicie i się zobaczy), ale śmiało możecie na jesieni posadzić, w zimie podlewać i nie bać się, że nie rośnie, a na wiosnę na balkon (nawet jak jest chłodno) i ona się rozrośnie. Można ją wtedy śmiało do większej doniczki przesadzić. Ja na pewno tak zrobię. Nie spodziewałam się, że będę miała tyle mięty. Posadziłam ją razem z rozmarynem, ale widzę, że mięta za bardzo zaczyna dominować i bedzie trzeba go przesadzić.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie, nic mi nie spada. Nogi mam gorsze. Ramiona też. Nawet brzuch. Zawsze miałam fajny brzuch. To już nie aktualne. Coś jest nie tak. Od kilku dni mnie mdli. Nie zwracam na to uwagi bo ciągle gdzieś pędzę. Ale jak usiądę na chwilkę to czuję, że mogłabym się porzygać to i teraz. Na zawołanie.
I mam wrażenie, że w niczym nie wyglądam już dobrze.
Miałam jeździć do pracy rowerem. To raczej nie ma mój kręgosłup. Ale ale. Zrezygnowałam z samochodu. Serio serio. Auto jest na specjalne potrzeby. Do Wro jadę pociągiem lub autobusem, a po mieście chodzę, szybkim tempem. W sumie to jak nie wożę Młodej do szkoły to nie potrzebuję samochodu. Jakieś wizyty u klientów będę planować z kalendarzem, najlepiej na ten sam dzień, i wtedy ewentualnie auto do wykorzystania.
Z kokonu to będzie już chyba tylko motyl. Ja bym zostawiła.
Mięty nie będę brała bo mam swoją, w doniczce. Szalona jakaś jest, ciągle rośnie i rośnie.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Tak się jeszcze zastanawiam, czy ja dam radę iść z plecakiem kilka dni po górach. Mam duże wątpliwości. Naprawdę. Co zrobimy, jak mnie złapie na szlaku? Nie powinnam jechać.
I jak ja mam pobiec maraton?
Chce mi się wyć.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Na poprawę humoru (nnie zawiera spojlerów): Game of...
:meuh:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kurde, no to jest problem... chodzenie z plecakiem daje po tyłku mocno, nawet jak ograniczysz rzeczy do minimum to i tak plecak będzie miał swoją wagę. Najgorsze jest wejście i schodzenie.
No ale mamy jeszcze trochę czasu. Może się naprawi do tego czasu na tyle by można chodzić? Może jak się naprawi jakiś mały test - wyprawa po okolicznych szlakach?
Plusem jest to, że będziemy chodzić max 3 godziny dziennie z przerwami na odpoczynek bo przecież idzie z nami Junior.
Chociaż jego kondycja mnie ostatnio rozwala na łopatki :lol:
No nic zobaczymy jeszcze.
Micha dzisiejsza:
Śn.:: musli, jogurt, kilka malin
kawa z mlekiem
Śn: II : smoothie (maliny, ananas, truskawki, arbuz), 2 wafle ryżowe z masłem orzechowym
Lunch: resztka mojego farszu z wczorajszych cebulek czyli kasza jaglana, bób, cebulka, suszony pomidor + mix sałat z ogórkiem, papryką i mozzarellą
Obiad: taka lipa 1/2 cebulki i 1/8 cukini z farszem czyli wyjadanie resztek
Wobec tego pozwoliłam sobie na deser 2 łyżki lodów sorbetowych malinowych przed biegiem
Kolacja: koktajl mleczny z ananasem i kokosem, kromka razowca
Aktywność:
- rower do i z pracy
- bieg
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Nie, nic mi nie spada. Nogi mam gorsze. Ramiona też. Nawet brzuch. Zawsze miałam fajny brzuch. To już nie aktualne. Coś jest nie tak. Od kilku dni mnie mdli. Nie zwracam na to uwagi bo ciągle gdzieś pędzę. Ale jak usiądę na chwilkę to czuję, że mogłabym się porzygać to i teraz. Na zawołanie.
hm. Kurde. Coś jest nie tak. Nic ci nie przychodzi do głowy z czego tak?
Naprawdę grzecznie michę trzymasz? Codziennie?
Przyznam, że i ja mam problemy z żołądkiem. Codziennie zaczyna mnie po południu, przed obiadem jakby boleć brzuch. Jakby stresowo, ale jednak nie. Tak jakbym właśnie miała pawia puścić zaraz. Mdli mnie. Tak jakbym zjadła ser biały. Wtedy też tak mnie boli, tylko dodatkowo jeszcze idzie biegunka i wzdęcie. Przechodzi mi dopiero jak zjem obiad. Może ... Może brzuch głodny? Znaczy się u mnie, ale u mnie to często głodny ;) Dziś się okazało, że to samo jedzenie z tą samą porcją, ale zjedzone w różnym czasie, dało różny poziom nasycenia :P
Cytat:
I mam wrażenie, że w niczym nie wyglądam już dobrze.
więc może czas na zmianę garderoby? Na pewno jest styl, w którym wyglądasz dobrze. Znajdź i przez jakiś czas kieruj się w jego kierunku. I nie mów, że tylko worek jutowy będzie dobry!!! :evil:
Rezygnacja z samochodu - brawo! Bardzo dobrze! Naprawdę biję ci brawo wielkie! :love:
Ja wiem, że zabrzmi to... no... No bo to było milion lat temu! Ale, za naszych początków, początków naszej znajomości, jak byłam na dukanie, to do sklepu chodziłam codziennie szybkim krokiem. Trasa to ok 1,5-2km. I to był mój jedyny ruch (matko, jak dawno temu to było!) i dawało efekty. Dukan też dawał efekty, ale nie byłam restrykcyjna a już wtedy byłam chora, więc efekty mogły być równie dobrze żadne. Minus jest taki, że teraz nie umiem chodzić powoli. Zwyczajnie nie potrafię.
Micha
- 3 kromki małe razowego z duperelami + pasta z pomidorów suszonych (takie coś w słoiczku kupione w biedronce. Jest PYSZNE!)
- kawa + 1 maślane ciastko, które robiłam jeszcze na święta grudniowe
- mega super obiad białkowy: omlet: 2 jaja + puszka tuńczyka w sosie własnym + 5 łyżek soczewicy. Do tego trochę kapusty pekińskiej
Trzymał mnie ten omlet aż do obiadu z G, a na obiad z G:
- ten sam omlet, ale na wierzch poszedł ogórek zielony + pomidor - pyszotka!
- owoce pod pierzynką z piekarnika (maliny + czarna porzeczka + banan + nektarynka. Na to kruszonka. A potem do tego wszystkiego 2 słuszne łyżki bitej śmietany - prawdziwej)
bieg
narazie nic. Ale myślę, że przed snem wypadałoby coś zjeść, bo bieg był jednak nie za wolny. Białka dziś już nie, bo przekroczyłam jego ilość dziennej dawki, ale myślę, że zjem jeszcze słuszny plaster sera pleśniowego.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
aha, link z GoT genialny! :D Uśmiałam się!
Już wszystkie obejrzały? cały sezon? Można gadać?
Chciałam powiedzieć, że poprzedni sezon był wg mnie kiepski i nawet nie pamiętam co się działo. A ten?! Był super! Czekałam z niecierpliwością na każdy kolejny odcinek. Bardzo mi się podobał.Ciekawe co nowego będzie w następnym :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
To jeszcze COŚ
Przyznam, że zdjęcie młodego "Varysa", to czarno-białe zestawione z siwym panem - WOW. Ciasteczko!
No i "Tormund" w tych długich rudych włosach!!! I to w skórzanej kurtce!!!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
aha, link z GoT genialny! :D Uśmiałam się!
Już wszystkie obejrzały? cały sezon? Można gadać?
Chciałam powiedzieć, że poprzedni sezon był wg mnie kiepski i nawet nie pamiętam co się działo. A ten?! Był super! Czekałam z niecierpliwością na każdy kolejny odcinek. Bardzo mi się podobał.Ciekawe co nowego będzie w następnym :)
Mnie najbardziej ciekawi co będzie z Denny. Bo w książce Varys owszem, też się nią opiekuje od dzieciństwa i szykuje ją na królową. Ale nie chce jej sadzać na Żelaznym Tronie. Ona ma być królewską żoną. Bo ukrywa innego króla. Młodego, pełnej krwi, o którym nikt nie wie. Zastanawiam się, czy wątek tego króla wypłynie w kolejnym sezonie czy zostanie tylko w książce.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
hm. Kurde. Coś jest nie tak. Nic ci nie przychodzi do głowy z czego tak?
Naprawdę grzecznie michę trzymasz? Codziennie?
Tak, trzymam michę. Nawet jak pisałam, że jem ziemniaczki odsmażane na masełku to były ziemniaki z wody wrzucone na patelnie teflonową z odrobiną masła, na końcu noża, do smaku.
Myślę sobie, patrząc po tym gdzie mi się zbiera (doopa, uda, brzuch!), że to może ze stresu. Kurde, naprawdę ostatnio mam ciężki czas, wiele zmartwień i nic pewnego. Ciągle biegam, coś załatwiam, coś wyjaśniam, coś próbuję ratować. Mam już chyba w żyłach czysty kortyzol zamiast krwi. Nerwy, ciągły wkurw na zmianę z poczuciem beznadziei. I praktycznie żadnego odreagowania. Nie biegam, nie ćwiczę, nie mam się komu wygadać (w sensie, że G który zabierze na lody), wieczory samotne z walką o sen (bo sen przychodzić nie chce a prochów brać nie będę). Gdybym chociaż miała faceta żeby go bzyknąć dla sportu na zakończenie dnia... Wiecie o czym mowa. Nawet nie mogę sobie życia osłodzić czymś dobrym do jedzenia bo trzymam michę. Kocie futro nie pomaga. Nie czytam nawet ostatnio bo nie jestem w stanie skupić myśli na książce. Ciągle wracam myślami do tego co przede mną.
Pewnie mdłości też z tego powodu.
A nowy styl? To znaczy jaki nowy? Ubieram to co lubię. Kilogramy widać i to nie jest kwestia nowego rozmiaru. Dużej doopy nie ukryję a w luźne sukienki pakować się nie będę bo nie lubię i to nie ja. I to wcale nie poprawi sytuacji.
Jedyne co, to mogłabym zacząć chodzić w zakonnym habicie. Czarny, luźny, wygodny. I tak bardzo pasujący do mojego życia osobistego. TAK BARDZO! Ale jak słonko przygrzeje to zwariować można. Zatem nie.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja jestem 2 odcinki w plecy więc proszę się wstrzymać ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
muszę tylko na sekundkę
micha
- 2,5 małych kromek razowych z duperelami + cebula
- kawa
- crumble z bit śmietaną (1,5 łyżki)
- garść orzechów ziemnych bez soli
- zupa pieczarkowa + naleśnik z łososiem, serkiem filadelfia, rukolą + zielsko
- arbuz
- o 20:30 kawa + pół knopersa
- 2 kromki normalne chleba razowego z pasztetem sojowym + pomidor
Padam. Jutro wyjeżdżam na tydzień. Może uda mi się popisać trochę na forum z komórki, ale nie obiecuję. Na pewno będę czytała.
Nibe, czy pan M na pewno jest aż tak złą opcją?
A co do stresu. Kur%^&. Naprawdę mi przykro z tego powodu. To straszne. Stres może być przyczyną, zwłaszcza jeśli tyczy cię poczucia bezpieczeństwa. :(
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Wczoraj nie wrzuciłam michy... najpierw w pracy z braku czasu nie dojadłam a potem byłam taka głodna... co ja jadłam?
Śn: 2 wafle ryzowe z masłem orzechowym
kawa z mlekiem
Śn.II kanapka razowa z serkiem pleśniowym, pomidorem i rukolą
Lunch: musli, maliny, 3 łyżki jogurtu (wszystko nie w tej kolejności co powinno)
Obiad: miseczka zupy pomidorowej z ryżem (resztka podzielona na trzy wygłodniałe paszcze)
Potem: 2 ziemniaczki, 2 małe różyczki kalafiora, garść fasolki szparagowej, jajo sadzone z cebulką
Kolacja: 2 kromki razowca z serkiem tartar orzechowym i pomidorem, cebula
garść słonecznika do filmu (tak, jestem na bieżąco z GoT, czy to już koniec sezonu????? :-( )
Aktywność:
- tylko rower do i z pracy
Zmęczona, nogi zmęczone, obolałe po całym tygodniu.... Strasznie mi się nie chciało podjeżdżać pod tą wielką górę w drodze do pracy, ale ostatnio kolega którego mijałam spytał w pracy czy podjeżdżam tamtędy i czy daję radę, powiedziałam, że tak. Jadę wczoraj, a on akurat idzie pod tą górę :lol: a mnie się tak nie chciało! ale sprawa ambicjonalna! pojechała, wyprzedziłam go, przywitałam się i wjechałam na górę zaciskając zęby :lol:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Pan M nie jest żadną opcją. Po prostu nie ma takiej możliwości. Nie chcę tego. Nie umiem już chcieć. Za dużo się wydarzyło. My się nie widujemy. Unikam. Milion smsów, maile, telefony - tak. Spotkania - nie.
Ostatnio wpadł na pomysł, żeby wypróbować dietę ketogeniczną. To mu ogarnęłam michę, ale miał zacząć jak Polska odpadnie z mistrzostw bo się nasz przyjaciel Krzychu z niego śmiał, że na meczu w pubie zamiast piwa, jak wszyscy normalni, będzie zamawiał szklaneczkę oleju lnianego :)
Ale wszystkie zalecenia dostał przez telefon.
Ja się do tego nie przyznam, na torturach nawet, ale nie chcę mu się pokazywać w takim stanie, w jakim jestem. Wiem, głupie. Ale tak jest.
Tak, to już koniec sezonu. Następny za rok. Podobno ma w tym czasie wyjść nowy tom książki. Ale jeśli (w co nie wierzę) to nie będę czytać. Zaczęłam od nowa te, które są wydane. Jestem na "Starciu królów". Przeczytam to co mam (mam wszytsko), a następne kupię ewentualnie po zakończeniu serialu. Teraz akcja wyszła juz w wielu wątkach dalej przed ksiązkę więc nie będę się wkurzać, że jest inaczej w filmie. Najbardziej mnie szokuje wątek Sansy. W książce Ramsey żeni się ze Starkówną, ale wcale nie z Sansą tylko z Aryą. Tak mu się przyjamniej wydaje. Bo prawdziwa Arya jest w Bravos (tak jak w filmie) a Ramsey dostaje inną dziewczynę (koleżankę Starkówien z czasow dzieciństwa). Wszyscu udają, że nie widzą, że dziewczyna nie ma szarych oczu jak wszyscy Starkowie. Ważne są pozory bo dają Boltonom Północ poprzez to fałszywe małżeństwo... Sansa jest pod opieką Petyra w zupełnie innym miejscu.
Dobra, wystarczy, prawda? :mdr: Mogłabym tak godzinami!
Wczoraj:
- płatki z malinami, melonem i jagodami i sojowym,
- serek wiejski i brzoskwinia (są już polskie!)
- bułka orkiszowa z pastą fasolowo-słonecznikową, pomidor
- placuszki cukiniowo-gryczane, pomodor z cebulką i jogurtem, kilka truskawek
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja chyba zacznę czytać :) Pożyczysz mi pierwszy tom jak przyjadę?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Hihihi, no pewnie! Pierwszy tom jest prawie identyczny jak pierwszy sezon filmu. Dopiero w drugin zaczynają się rozbieżności.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
nie pojechaliśmy, bo gdyż albowiem nie zdążyliśmy :P
Wyjeżdżamy jutro rano.
Dziś był koniec kursu samoobrony. Muszę wam powiedzieć, że nie potrafię się do niczego przyczepić. A lubię się przyczepić. Naprawdę świetnie przeprowadzone zajęcia. Dzisiejsze były w barze oraz w jadącym tramwaju - mega inspirujące i po prostu świetne. Zapłaciłam za to 300zł, 8 spotkań, każde po 2h. Nie było grania na czas. Jak zaczęliśmy później, to kończyliśmy później. Wynajęty bar i tramwaj? Wow! Mega. Do tego mogłam zobaczyć jak to jest trzymać broń palną (zrobiona 1:1 ale nie prawdziwa. Chyba), jak się przy niej zachować i jak obronić (jeśli się da). Wszystko na zasadzie odruchów. Jak przeładować, jak wycelować ;) Jestem z nich ogromnie zadowolona. Dziewczyny wybierają się na treningi klasyczne, normalne. Dwa razy w tygodniu. Od sierpnia. Myślę o tym. Bardzo. Akurat dni mi odpowiadają.
Co do GoT muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem całego sezonu. Jeszcze czekają nas dwa. Ciężka sprawa z Denerys. Przyznaję, że nie wiem co myśleć. Nic nie myślę. Ale, tak jak Martinowi udało się sprawić, że straciłam szacunek do jego historii, tak przy filmie go odzyskałam.
Było kilka śmiesznych rzeczy, które mnie zdenerwowały i były bardzo głupie (Jon i scena ruszania do walki.......), ale na szczęście byłam na to przygotowana. Po raz pierwszy czekam na kolejny sezon z niecierpliwością i dużą dozą ciekawości. To odwrotnie niż w przypadku książki :)
Ale to ja.
Też bym czekała aż zakończy się film. Trochę rzutowało na mnie to, że film się różnił od książki. A teraz podchodzę do tego "na czysto", nie skażona książką. Na dzień dzisiejszy nie chcę książki. Martin mnie zdenerwował. Ale poczekam na twoją ocenę Niobe, bo jak powiesz, że mam czytać, to przeczytam.
Co do pana M. Jesteś pewna, że jemu by przeszkadzało to jak wyglądasz? Ale spoko, rozumiem. Czasem sok z cytryny nie leci, niezależnie od tego jak mocno będzie się ją dusić.
Kwestia Sansy. No... W ogóle w filmie temat Ramseya pociągnęli mocno. No, ciekawa jestem, co będzie dalej. I super, że jego temat jest już zamknięty. A jeśli chodzi o pochodzenie Snowa, no, miałam podejrzenia, wciąż są to czyste spekulacje, ale to nie Martin pisze scenariusz, nawet jeśli czasem macza tam palce, więc jestem spokojna co do tego co przyjdzie.
micha
- 2 kromki chleba z mozzarellą i ogórkiem zielonym
trening
- baton z orzechami białkowy z któregoś maratonu
dalej trening
- sorbet taki do jakby picia - ananas i mleko kokosowe
- łosoś teriaki z miseczką ryżu (kuźwa, ale podrożał! Wolę sama w domu robić. Nawet jeśli kupię teriaki, który jest nie za tani, to i tak wyjdzie taniej, a łososia będzie więcej!)
2h snu.... padłam
- 3 jajka na maśle + 1,5 kajzerki
- owoce pod pierzynką ;) (porzeczka czerwona/biała/czarna, agrest, banan, śliwka, nektarynka) + kruszkonka + lody waniliowe + 2 łyżki bitej śmietany
Kuźwa, ale wypas! Te owoce nie powinny się wydarzyć o tej godzinie, ale się wydarzyły. Nie będę płakać. Pyszne były. Ale drugą porcję zachowam na jutro, na podróż, tylko bez dodatków.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, jesli tylko masz możliwość to idź na te zajęcia. Widziałam ile radochy Ci to daje. Idź koniecznie.
Jestem pewna, że M ma gdzieś czy mam 5 kg mniej czy więcej. Ale ja nie mam. Eeeee, bez sensu. Nie. Aaaa, dzisiaj wysłał mi zdjęcie jak pięknie wygląda z nogą w gipsie. Nie przyznaje się co zrobił. Mówi, że to było bardzo głupie i się wstydzi. I że potrzebuje opieki :na:
Snow... Wszystko jest już przecież jasne! Ale nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że jest on najpotężniejszą postacią w tej opowieści? On jest Starkiem po matce, w jego żyłach płynie krew Pierwszych Ludzi. Ale pamietacie kto jest jego ojcem? W sumie to jednak mam gdzieś wątek Sansy. Pochodzenie Snowa i to co się już wydarzyło u niego w związku z Innymi... oj, będzie się działo! I to raczej nie chodzi mi o Żelazny Tron! Szkoda, że odesłał Czerwoną Kapłankę. Szkoda. Mam nadzieję, że to nie było jej ostatnie słowo.
Micha:
- płatki z melonem, brzoskinią i malinami, kawa
- 5 śliwek (te duże polskie, różowe, podłużne)
- leczo z kabaczka, ziemiaczki
- naleśnik gryczany z pastą fasolową i warzywami
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A ja tam nie lubiłam za bardzo Czerwonej Kapłanki :lol: taka tam... nekromantka.... brzydka energia... bleeee....
Mogliby jakaś fajną magiczną postać wprowadzić :-)
Micha:
Śn. I: miseczka owocowa (arbuz, melon, maliny, garść crunchy i kilka orzechów), mała kawa z sojowym
Potem dużo sprzątania i nie miałam czasu na drugie śniadanie.
Obiad cz. 1: przepyszna zapiekanka w stylu farinaty (ciasto z mąki cieciorkowej a w nim 2 pokrojone ugotowane ziemniaczki, kalafior, marchewka młoda i ugotowany bób, a i pomidorki suszone) - wsunęłam na szybko kawałeczek bo jechałyśmy z koleżanką do USC na slub koleżanki z pracy :-)
Obiad cz. 2: po powrocie - większy kawałek zapiekanki w towarzystwie rukoli
Przed biegiem : arbuz i garść słonecznika
Kolacja: kromka razowca z tartarem łososiowym
Wiem już po czym miałam taką trzęsawkę, to nie po kawie jako kawie, tylko po kawie połączonej z moim zestawem witamin, tam też jest kofeina i guarana - widać to zbyt duża dawka :lol:
Aktywność:
- bieg 8,5 km cross
- wyzwania + core z piłką (1 seria) + stretch
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Wiecie jak to jest, gdy czasem cały świat, wszystkie zdarzenia mówią: nie jedź? No i właśnie, jadąc juz godzinę w stronę jeziora, pod namioty, miała miejsce kolejna rzecz niespodziewana. Musieliśmy wracać. W trakcie stwierdził G, że pierdzieli. Może mamy tam nie jechać. Wiec na szybko korekta planów i jesteśmy w domu. Za chwilę wyruszymy do TeDe pod namiot;-) i od razu zaczęło się dobrze dziać :-)
Ciekawe dlaczego ciągle coś stało nam na drodze do wyjazdu. Dowiemy się pewnie za tydzień ;-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dowiecie się albo i nie, może nawet na szczęście :-)
Miłego namiotowania tam gdzie jesteście!
Ach zazdroszczę!
Muszę pomolestować J. gdzie jest jego namiot. I sprawdzić czy nadaje się do użytku.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Właśnie załadowałam zamrażalkę 3 kg bobu i 1 kg porzeczki czarnej i czerwonej :) Nie wiem czy nie zejść do sklepu jeszcze i nie dokupić czarnej bo uwielbiam.
Następną porcję bobu jak zakupię spróbuję zakonserwować w słoiku :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kocham porzeczki!!! Nie myślałam, aby mrozić. Kurde... Mam małą zamrażarkę. Jedna szuflada to czosnek niedźwiedzi ;-) i mam tylko dwie. A może do Marcina przeniosę? I bób? Ja wiem, że bób mrożony ze sklepu jest super. A mrozilaś już kiedyś?
Jak się skusicie na namiot to możemy jechać tam, gdzie mieliśmy wylądować. Czyste jezioro, fajne ceny, blisko was :-) dajcie znać jak się zdecydujecie :-D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, czasem po prostu trzeba. A czasem nie ma możliwości. Bawcie się dobrze i ucałuj TeDe.
Coś nie mogę się przekonać do bobu. Ciągle mam w pamięci ten zapach gotowania. Taki koszmarek z dzieciństwa. No nie :)
Obżarłam się śliwków i nie mogę się ruszać :beurk:
Micha taka jak wczoraj bo mam lenia :mdr:
:warn: kuźwa, jak jutro nie pobiegam to mnie rozsadzi :warn:
A wogóle to jakie są plany co do gór? Kiedy wyjazd, kiedy powrót? Bo ja jeszcze nie mam urlopu na ten czas. O ile pojadę :(
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja uwielbiam bób. Nie wyobrażam sobie lata bez bobu. :lol: Tyle białka w tak pysznej postaci! I tyle możliwości z bobu.
Shin znalazłam przepis jak mrozić. Co prawda robię pierwszy raz ale wierzę że się uda. Trzeba bób najpierw zblanszować przez ok 2 min a potem bardzo szybko schłodzić zimną wodą. Osuszyć na ściereczce i zamrozić :) Może leżeć w zamrażalce kilka miesięcy.
Ja już mam jedną szufladę zamrażalki zawaloną - bób, truskawki, porzeczki. Jedną szufladę zostawię na cukinie, dynie, jak się uda to borówki. I w tym roku nastawiam się na słoiki. Zobaczymy co się uda. I grzyby na jesień :lol:
Co do gór to myślę, że najlepszy termin to 25 lipca, poniedziałek, wyprawa plus/ minus 4 dni :) Pytanie jak się transportujecie? Moim zdaniem najlepiej jakbyście zjechali do Sosnowca. Jeśli Niobe zabierze się z Shin i G to będzie jeden samochód. Mój brat ma dwa miejsca w garażu więc wejdą nasze dwa samochody, dalej jedziemy pociągiem. Pytanie brzmi czy zjeżdżacie w niedzielę i nocujemy u moich rodziców (miejsca jest na tyle) i wtedy ruszamy rano pociągiem czy chcecie dojechać w poniedziałek i ruszamy wtedy... nie wiem o której, bo nie wiem jak pociągi będą :lol: Zaznaczam tylko że pierwszego dnia musimy dojść do pierwszego schroniska i to jest najtrudniejsza trasa, pod górę, pod koniec dość ostro pod górę.
Czekam więc na Wasze opinie.
Proponuję spisać listę co do zabrania:
- śpiwór
- kubeczek jakiś metalowy lub kubek termiczny
- ja wezmę grzałkę do wody
- Shin liczę na jakiś malutki zestawik do parzenia kawy (mmm kawa i jagodzianki na trasie :love:)
- dobre buty i jakieś lżejsze na zmianę w razie czego
- jak macie to proponuję folie takie jak na maratonie rozdają
- kurtka przeciw deszczowa
- ciepła bluza
- coś na głowę od słońca/wiatru
- jak ktoś ma to mały scyzoryk
- przynajmniej jedna latarka (ja mam) nigdy nie wiadomo co się przyda/ży
- będę mieć opaskę stabilizacyjną na kostkę jakby co
- coś przeciw bólowego do łyknięcia i do smarowania
- coś do odkażania plus plastry
- worki duże foliowe do zapakowania śpiwora i odzieży (już raz szłam w ulewie, nie polecam przemoczonego plecaka!)
- będę mieć mapę
- ładowarki (ew. powerbanki)
- krem od słońca
- trzeba pomyśleć co z prowiantem suchym - w zeszłym roku zostało nam to co miałyśmy - ale czekolada dla każdego koniecznie musi być na wszelki wypadek!
Nie wiem co tam jeszcze potrzebujecie ale proponuję niezbędne minimum i wszelkie pomysły spisujemy tutaj i na kartkę w domu :)
A teraz micha moja dzisiejsza:
Śn: miska owocowa: arbuz, melon, maliny, crunchy, orzechy
mała kawa z sojowym
Śn: sucha bułeczka z oliwkami na spacerze
Obiad: rosół wege z makaronem
Deser: rożek lodowy princessa
Kolacja: kilka czereśni, piętka razowca z pastą łososiową, garść chipsów i somersby do meczu (płaczę nad moją ukochaną Islandią :cry:
Aktywność:
- spacer ok 6,5 km z Juniorem po lesie
- 30 min tae-bo na worku + 30 min wyzwania + 5 min stretch
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Może być problem z moim urlopem.
Myślałam, że pojedziemy w sobotę, po nocnym maratonie. I zaliczymy max ze dwa dni w tygodniu :(
Mamy od zeszłego tygodnia nowy Zarząd. I oni wdrażają się do pracy i ciągle czegoś od nas chcą. Jakieś analizy, tabelki, zestawienia, raporty. Mnóstwo mnóstwo mnóstwo niepotrzebnej (nam) dodatkowej roboty. Mój szef lata jak poparzony, wszyscy wkurzeni bo bieżąca robota leży i czeka cholera wie na co, Na lepsze czasy? No i sezon urlopowy. Puściłam maila po ludziach i w tamtym tygodniu nie ma 4 osób. Nie sądzę, że dostanę wolne skoro tydzień później znowu wyjeżdżam na dwa tygodnie bez komórki i maila. To się nie uda. Szefa nie mogę spytać bo jest od rana u prezesa i to po prostu nie jest dobry moment.
Nigdy nie było problemu z urlopem pod warunkiem, że się z kimś na luzie dogadałam o zastępstwo. I w przyszłości też nie będzie. Ale teraz..;. no jest stan wyjątkowy i trzeba go przetrwać.
Biorąc pod uwagę stan mojego kręgosłupa, to może nawet lepiej.
Byłam ostatnio na zabiegach i nie widzę żadnej poprawy. Nawet jest gorzej. Nie boli tak ciągle, ale jest bardzo niestabilnie. Nawet nie wiem kiedy i z jakiego powodu przebiegają mi czasem takie prądy bólu. Muszę bardzo uważać, żeby nie robić gwałtownych ruchów, zmiany pozycji i w ogóle.
Strasznie Wam zazdroszczę.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
kuźwa, no to "wujowo" że się tak wyrażę... trasy nie da się skrócić więc ilość dni nie ulegnie zmianie. Ale J dopiero w sobotę wieczorem dojedzie do Sosnowca bo tak zaczyna urlop (więc tak czy siak najwcześniej moglibyśmy wyruszyć w niedzielę ale to daje nam i tak 3 dni w tygodniu), a z kolei następny weekend musimy wracać do Bydgoszczy (tak żebym zdązyła ogarnąć wszystko po urlopie i przed pójściem do pracy)....
:sad:
Masakra z tym Twoim kręgosłupem....
A konsultowałaś z innymi lekarzami? może jakieś inne pomysły mają czy coś się da polepszyć w tej sprawie...'
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Kurde. Strasznie szkoda. Justka też się z nami nie wybierze, bo w środę ma wesele. G i tak wziął wolne na cały tydzień, więc dla nas ok.
G się zasmutał jak mu powiedziałam i aż mu się śniło, że pojechaliśmy wszyscy w zamian do Pragi :-) Ja chodziłam w mojej sukience pomarańczowej w groszki i serduszka a ty w takiej samej tylko w motylki czy biedronki.
Przykro mi z powodu kręgosłupa. Naprawdę.
I w ogóle to nie martw się. Lubimy cię wielce. I musimy się wreszcie spotkać. Bo milion lat się nie widzieliśmy.
W sumie widzimy się na maratonie, prawda? Widzimy się, tak? To dobrze. Będą przerwy. A w najgorszym przypadku możesz przebiec mniej a ja dokończe za ciebie kółka.
Juz z Justką gadałam. Wolałabym nie robić długich przerw między kółkami. Proponuję, abyśmy pobiegły parami. Pobiegnę w pierwszej parze z którąś z was tylko nie z tobą Niobe. A potem, w razie jakbyś już nie mogła, to wskoczę za ciebie i dokończę. Co wy na to?
W najgorszym razie masz do przebiegniecia 2km. W najlepszym dyszkę.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Co do listy i reszty rzeczy napiszę jak już będę w domu, bo pisanie na komórce zajmuje wieki ;-)