-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ale ja wcale nie chcę sukni i balu. Gdybym miała decydować dziś to pierdylion razy bardziej wolałabym z ukochanym pojechać na Bali i kochać się bez opamiętania w ciepłej wodzie małej laguny. Sama z Nim. Nie potrzebuję już sukni i balu. Ani tym bardziej samego ślubu. Ani trochę. To tylko symbole. Ale Małą Anię i mnie łączy jeden żal - gdzie jest On?! I dlaczego nie trafił skoro do innych dziewczyn trafiają bez problemu? Tak wiem, pewnie trafił, a ja przytrzasnęłam mu palce drzwiami. Cóż... to tylko dlatego, że go nie widziałam. Zatem nie czuję się mocno winna. No, do nich trafił i mogły sobie kupić suknię z tortem i karocą. Skoro chciały to mogły. Ja na ciepłą wyspę jadę. Chcę jechać to jadę. Ale bez Niego, zatem to nie jest to samo. Ehhh...
Już dawno obalono mit, jakoby cardio najlepiej spalało tłuszczyk. Z kilku powodów.
Ciało szybko adaptuje się do wysiłku a trudno ciągle zwiększać obciążenie przy np. bieganiu. Można kombinować. Umiemy kombinować. Wydłużać dystans (ale tak w nieskończoność?), wprowadzać treningi jakościowe (tempówki, podbiegi), ale w pewnym momencie i tak dochodzimy do ściany bo ileż można biec :) A na siłowni po prostu dokładasz ciężar i masz progres.
Cardio nie buduje masy mięśniowej. Owszem, zaczynając od przysłowiowego "zera" do pewnego momentu mięśnie się zagęszczają, zwiększa się ich wytrzymałość... ale tylko do pewnej granicy za którą nic wielkiego się już nie wydarzy. Siłka natomiast buduje mięśnie, a im więcej mięcha tym większe zapotrzebowanie energetyczne a im większe zapotrzebowanie... no, przecież nie chudnie się od ćwiczeń (jakichkolwiek) tylko od ujemnego bilansu kalorycznego. Zatem warto.
Ale. Trzeba ciągle pamiętać, że mięśni nie da się budować na ujemnym bilansie kalorycznym... Temat trochę bardziej skomplikowany, niby jedno drugie wyklucza, ale nie do końca bo:
To o czym pisałam wcześniej - siłowe robione porządnie, do porzygania wręcz, to aktywność beztlenowe. A takie mają cudowną właściwość - powodują powstawianie w organizmie twz. długu tlenowego czyli zwiększonego zapotrzebowania na energię przez wiele godzin po treningu. A przecież to coś ekstra przy chudnięciu, prawda? Czytałam, że to zwiększone zapotrzebowanie może się utrzymywać nawet dobę po treningu. Ciało zmienia się w piec!
Ale - kolejne:
Machanie hantlami w domu może być równie efektywne jak na siłowni (nie mówię, że zawsze trening na siłownie jest efektywny), ale tylko pod jednym warunkiem: dajesz z siebie maksa. Robisz kilka ćwiczeń, w niewielu seriach, w małej ilości powtórzeń, ale dosłownie na granicy możliwości. Tak, że ostatnie dwa-trzy powtórzenia robisz z myślą, że :już nie mogęęęęęę". Inaczej to po prostu machanie nóżką.
Ja mam do tego bardzo jasno określony stosunek. Jak ktoś chce i może i oczekuje konkretnych efektów - niech się ściera. Pytanie czy ktoś chce. Ja nie chcę. Ja chcę tylko mieć frajdę. I te wszystkie teorie czytam bo ciekawe, ale przepuszczam przez filtr swoich oczekiwań. I mam głęboko gdzieś. W ostatecznym rozrachunku liczy się tylko banan po biegu czy pięćdziesiątce na rowerze. Ot co!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja tylko na moment, bo z komórki. Dzięki, że wam się chce w kółko tłumaczyć mi to samo. Bo to wszystko kwestia - co się chce osiągnąć. I jaki efekt mieć. Zapomina mi się.
Mam już jasność.
Do następnego razu:-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Hmmm...nigdy mi się nie udało dojść do momentu chęci pozygania w treningu siłowym :-) mimo nieraz dużego obciążenia i trzęsących mięśni, kapania potu i wysiłku...nawet przez zaciśnięte zęby potrafię rozmawiać więc pewnie dlatego nie traktowałam tego jako treningu beztlenowego.
Zresztą siłowe robię żeby się wzmacniać a nie ładować masę. :-)
Wogóle te teorie do mnie nie do końca przemawiają. Znam masę biegaczy, którzy głównie trenują aerobowo i są szczupli.
A Ewa? Bieg, rower, pływanie... żadnych siłowych. A ciało szczupłe i umięśnione...
Z tej grafiki nic mi konkretnego nie wynika. Podczas biegów, roweru, rolek też możesz robić interwały... I co to znaczy tak naprawdę spalić mięśnie?
Pokazcie mi kolarza czy profesjonalego biegacza ze spalonymi mięśniami...
To są dla mnie jakieś dziwne teorie.
Ja tam robię swoje. :-)
A moje ciało wyglądało lepiej jak więcej biegałam....
Myślę że w dużej mierze to są też indywidualne predyspozycje.
Nie dajmy się zwariowac. Jak będziemy tak wszystko analizować to co to za życie i przyjemności?
A blogerka jest szczupła do pozazdroszczenia i nie wiem o co jej chodzi :-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Poza tym wiecie co, jak płachta na byka działają na mnie blogerzy którzy zamieszczają teksty i grafiki z błędami i literówkami :lol: biją mnie po oczach normalnie :-)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Wróciły?
No to wracają! :love:
Kupiłam swoją wyciskareczkę. To znaczy zamówiłam do sklepu i czekam aż dostarczą. Pewnie dziś lub jutro.
I już nie mogę się doczekać startu realizacji planu. Jeszcze tylko przeżyć Grecję :he: i mogę zaczynać :he:.
Shin, robiłaś kiedyś sok ze świeżej kapusty?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Taaaak!
Pozdrów Grecję i plażę!
Z kapusty nie robiłam, choć wiem, że można. Jakoś mi tak.... Siarką zalatuje :D Nie wyobrażam sobie, ale może ma to swój urok a ja bronię się przed czymś, przed czym nie muszę.
Wiecie co? Tak bardzo chciało mi się warzyw, że aż zrobiłam CAŁĄ blachę ziemniaczków z mega przyprawami a do tego wielkiego kalafiora i stado fasolki szparagowej. I ogórka małosolnego. Tak się nażarłam, że aż usnęłam. I jak szłam do sklepu, to się okazało, że nie mogę dopiąć spódnicy ....... I tak uważam, że było warto :P
A w ogóle to chciałam wrócić jeszcze do maratonu. Wiecie co? Naprawdę cieszę się, że pobiegłyśmy. I że razem. Musimy to znowu powtórzyć!
A wiecie co? Coś sobie uświadomiłam wracając wczoraj do domu. Jedziemy sobie z G, gadamy, śmiejemy się, wspominamy i nagle dzwoni moja Sis. Dzwoni by przypomnieć, że w sobotę jedziemy do Karpacza. Nie to, że zapomniałam. Ja pamiętałam, tylko jeszcze o tym nie myślałam. No i mi przypomniała. I jak przestałam z nią rozmawiać poczułam jak moje barki, skóra na głowie, na ramionach i cały brzuch napinają się ze stresu. Byłam bardzo zdziwiona. Na myśl o tym, że mam z nią jechać zestresowałam się i poczułam smutek. Ale dlaczego? Przecież to moja Sis! Czasem wkurzająca i nie ogarniająca świata, do tego informatyczna noga, ale to przecież moja siostra! I zaczęłam się zastanawiać o co chodzi?
I uświadomiłam sobie, że ja zawsze jestem przy niej spięta. Zakładam maskę i ograniczam swoje, hm, powiedzmy, że naturalne odruchy. Po prostu nie jestem przed nią prawdziwą sobą. Udaję. Gram. Nie chcę jej pokazywać mnie. Sama nie wiedziałam dlaczego jak się z nią widzę, to jestem padnięta. I teraz już wiem! To stres, napięcie i pozamykanie!
Ja nie potrafię przed nią się otworzyć. Mało tego, zaczęłam sobie przypominać i kojarzyć, że ja u niej dostaję tzw stresowego słowotoku! Traktuję ją jak OBCĄ OSOBĘ! Nawet śmieję się jak przy obcych! (Tak, odkryłam, że mam śmiech, który używam, jak jestem zestresowana....)
Wiecie, ja, introwertyk, kontakty z obcymi są dla mnie w jakiś sposób stresujące, choć nie niemożliwe ;) I to nie jest tak, że nie lubię spotykać się z nowymi ludźmi. Lubię. Ale wiecie. Nie jest się w 100% sobą przy obcych. Dopóki nie staną się "swoi".
Ale... Dlaczego własną siostrę traktuję jak obcą osobę? I to po tylu latach! Ja lubię się z nią widywać. Czasami tego potrzebuję. Takiego babskiego stereotypu. Co nie zmienia faktu, że jest obca...
Jeszcze nie wróciłam do domu, a stres znowu ścisnął. Ależ mam gupi mózg.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Jestem i ja :)
Śniło mi się ostatniej nocy u rodziców, że powinnam przejść na dietę :lol: Proroczy to sen!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
I co zrobisz z tym snem ? :rules:
A ja od soboty nie piję kawy. Rano robię sobie zielony sok z warzyw i połowy jabłka. To chyba dobra zmiana.
Nie smakuje mi sok z buraka. Nie wiem czemu.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Muszę ten sen wprowadzić w zycie hihihihihihi ;-)
Kurde, dzisiaj mam za sobą 3,5 h snu :? Masakra!
Nie wiem co się stało....
Położyłam się wcześniej bo o 22, chociaż jeszcze sobie w ramach medytacji wzięłam włóczki i mantrę na uszy. Zasnęłam jakieś 30 minut póxniej. I co? I o 2 obudziłam się wyspana! Kurde. Gorąco mi było, stopy mnie swędziały (???) i wszystkie ukąszenia komarów jakie nałapałam w niedzielę w ogrodzie u brata Jakuba...
Kręciłam się na łózku jakbym robaki miała w tyłku! otwierałam okna, łaziłam.... O 3 łyknęłam ziołową na uspokojenie. I co? I nic!
W głowie natłok myśli i pomysłów. Urządzanie balkonu, kupowanie regału na książki, planowanie na co muszę odłożyć kasę....
Kuźwa, jakbym mieszkała sama to chyba bym wstała i umyła okna. I wyprasowała. I zrobiła porządek w szafie...
Doleżałam do 5 i zaczęłam robić powitania słońca..... A za oknem padał deszcz.
Aż się dziwię, że w pracy piłam kawę dopiero o 12.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja też obecna, wpadam do kotła :-)
Po wpisach odgadłam, która jest która, ale muszę się przyzwyczaić do nowych "imion".
Oficjalnie ogłaszam, że od jutra spinam tyłek i przede wszystkim dietę - bo mi się przybrało :P odkurzyłam właśnie sztangę i hantle spod kanapy :D będę machać w domu jak za dawnych lat :D
Także ten, od jutra goszczę regularnie w kociołku, dobrze Was "widzieć" :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Siy! :gasp:No! :heart:
Kurde, mój plan się odsuwa w czasie. Gdyż ponieważ... zawody strzeleckie 26-28 sierpnia w Ustce :he:
Miałam nie jechać. Wyszła taka gupia sytuacja, ja się uniosłam honorem (:meuh:) i nie zapisałam na listę startową. A tu wczoraj przychodzi potwierdzenie zgłoszenia i moje nazwisko jest IN!
Mój dobry kolega, z którym widujemy się tylko przy okazji takich różnych wyjazdów, dowiedział się, że nie planuję jechać i ... wpisał mnie na listę :mdr: No to jadę, a co!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Siy!!!!!!!!
O matko z córką!
Witaj!
Opowiadaj co u cię! Jak żyjesz? Jak praca? Jak to się stało, że przybrałaś? Przecież to się nie zdarza! :D
Cytat:
Miałam nie jechać. Wyszła taka gupia sytuacja, ja się uniosłam honorem (:meuh:) i nie zapisałam na listę startową. A tu wczoraj przychodzi potwierdzenie zgłoszenia i moje nazwisko jest IN!
Mój dobry kolega, z którym widujemy się tylko przy okazji takich różnych wyjazdów, dowiedział się, że nie planuję jechać i ... wpisał mnie na listę :mdr: No to jadę, a co!
Honorem czy dumą? Ten twój honor zaprowadzi cię kiedyś na cmentarz samotności. Masz go za dużo! :P Dobry ten kolega. Ale czemu zmuszasz ludzi wokół ciebie, aby działali wbrew twoim wyborom?
Tak czy inaczej, cieszę się ogromnie, że jedziesz! No!
A ja postrzelałam w sobotę z winchestera!!! Fakt, że na śrut ale i co z tego! Było świetnie! I pojeździłam na byku! (niezła jestem! Zakwasy na udach z powodu wbiegania na Pilsko, a do tego nabawiłam się zakwasów wewnątrz ud po ujeżdżaniu byka:D) i jeździłam na koniu i strzelałam z łuku! (ja chcę łuk! Ja chcę iść na kurs łucznictwa tradycyjnego! Już jestem gotowa!), i pływałam w kanu! I nie wspinałam się na pal! (tę przyjemność zostawiłam siostrze ;)) i rzucałam superowymi nożami i rzucałam włócznią! I oglądałam napad na bank! I pokaz używania bicza i tańce indiańskie i pojedynek!!! Ale było suuuuper! Prawie 6h w Western City pod Karpaczem! Polecam ogromnie! 20zł za wejście do miasteczka + stado atrakcji za darmo, a dodatkowe atrakcje w cenie 5zł :P I jeszcze nagrody można było wygrać! I moja szalona siostra wygrała przejażdżkę na kanu, a moja siostrzenica dodatkową przejażdżkę na byku! Frey, jak przyjedziecie za rok na wakacje MUSIMY się tam wybrać! J spodoba się cena :D Obiad tani, frytki tanie, kawa mrożona z lodami i prawdziwą bitą śmietanę w cenie: uwaga, uwaga! 7,50!!! Naprawdę polecam! Z chęcią tam jeszcze pojadę!
Za to nie polecam domku na głowie. 20zł i 5min zwiedzania. No może 10min. Ale te 10 to przesada trochę. Fajny efekt, kręci się w głowie, ale ... Nie za 20zł :-?
Frey, tak to jest jak się budzą pomysły i pasja :D Energia rozpiera i spać nie można :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Honorem czy dumą?
Przecież wiadomo :out:
Fajny wypad. Na byku bym pob(r)ykała :666:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ale super wypad!!!! Przyznam że o mało pod fotel w samochodzie nie wpadłam jak przeczytałam tego smsa kompletnie nie wiedząc o co chodzi hahahahahahaha!!! :rofl:
Siy!!!! już się bałam, że się rozmysliłaś! :mrgreen:
Taa.. energia, pomysły...
dlatego kupiłam sobie kolorowanki i kredki :lol:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Opowiadaj co u cię! Jak żyjesz? Jak praca? Jak to się stało, że przybrałaś? Przecież to się nie zdarza! :D
Żyję, chyba dobrze i wygodnie, skoro mi się przybrało :wink: No niestety zdarzyło mi się, kolana nie zoperowałam, także prawie nie ćwiczyłam chyba od ... roku (tzn. tak regularnie jak kiedyś) raczej ćwiczę zrywami, do tego praca siedząca, brak diety - bo tu trochę człowiek coś skubnie w pracy tam skubnie przy innej okazji, z przyjaciółką czy koleżankami z pracy jak wychodzę to zawsze wpadają .... lody i no, trzeba wziąć się w garść. Dojść do formy, którą miałam kiedy jadłam kurę z ryżem - tylko, teraz już nie dam rady z takim podejściem, będą i owoce i nie będzie za dużo kury i ryżu haha
W pracy bardzo fajnie, ludzie się nie zmienili - Ci, z którymi pracuję bezpośrednio czyli około 3 dziewczyn i kilkunastu facetów - super :-D Codziennie mam kontakt z innymi działami firmy (a jest nas dużo bo prawie 600 osób) i mam szczęście, że w HR, księgowości, innych sekretariatach czy działach ludzie są bardzo koleżeńscy i wszyscy sobie pomagają, nie ma podkładania świń - jak coś ktoś gdzieś zgubi albo źle zrobi, każdy pomaga i po cichu odkręcamy :D Trafiłam do firmy, w której szanuje się pracownika - szok, że takie istnieją w PL.
A ja widziałam, że masz superaśnego psaaaaa !!!!!! :love:
Na endo weszłam na profil Niobe i aaaa, chciałam napisać, że dzieci bardzo szybko rosną - gdzie ta mała dziewczynka się podziała ? :-D Jeden z moich kolegów w pracy mówi, że syn mu w nocy rośnie - po prostu wstaje i buty są za małe :wink:
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Siy!!!! już się bałam, że się rozmysliłaś! :mrgreen:
Chciałabyś hahaha , czekałam jak wrócicie :-D mam zadyszkę jak idę po zakupy i koszulka mi się opina na pępku także nie ma innej drogi jak liczenie, zapisywanie, samodyscyplina i wyjście poza strefę komfortu 8-)
A, zamówiłam sobie roczną prenumeratę magazynu BeActive (ten od Chodakowskiej) muszę przyznać, że nie jest taki zły. Fajne są przepisy (dla wege super bo dużo warzywnych dań, pomysłów na soki etc) dział dla biegaczy, w tym numerze o kolanach. Dlaczego o tym piszę: do wydania papierowego dostanę wydanie elektroniczne przez kolejne 12 miesięcy, chyba to będzie PDF nie wiem czy na tablet i na komputer, może któraś chce potem to za mnie pobrać? Z tym, że problem polega na tym, że ponoć to można pobrać tylko raz - także trzeba będzie sprawdzić jak to działa. Mi dwie gazety nie są potrzebne, a możecie skorzystać :-D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Super, że wracasz Siy, ale tak ciężko uwierzyć mi w te lody, że normalnie,...., no nie wiem, nie wiem... http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif Owoce? Siy, owoce?!
Nie no, świat się zmienia! http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...on_biggrin.gif I dobrze! Inaczej byłoby nudno i bez rozwoju.
Ja właśnie stwierdziłam, że potrzebuję odpoczynku od wakacji. Ciągle gdzieś, ciągle coś, a to jeszcze nie koniec!!!! Chcę odpocząć! Chcę posprzątać w domu! Chcę nadrobić druty i rysunki! Chcę, kuźwa, BIEGAĆ! Ja nawet nie mam kiedy, a jeśli mam, to nie mam sił!
Dziś w nocy już pojawiły się skurcze w łydkach... Grrrrr.
Nie wspomnę o jedzeniu...
Dziś na wadze zobaczyłam jak zbliżam się do wagi max, po której będę wyć i jeść tylko herbatę miętową http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif Za dużo. Za dużo akcji w moim życiu! A 7h łażenia wcale nie spala tyle kalorii ile bym chciała http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif Wczoraj zobaczyłam jednym okiem jak bluzka nieuprzejmie mi się wygięła w strategicznym miejscu... Gruba jestem no.
To ja też wracam na grzeczne jedzenie i regularny ruch. Tylko muszę się powoli rozruszać, bo kolano od braku rozciągania w nocy też coś dawało znać o sobie.
Narazie tydzień. Bo na dzień dzisiejszy większy odstęp czasu mnie przeraża i głodna się robię http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif Dziś piątek. Od dziś.
Super praca Siy! Niech się dzieje dobrze!
taaaaaaaaaaaak!
Zocha jest suuuuuper! Wczoraj pojechała na wieś na kilka godzin. Lubi to miejsce i tych ludzi, tylko tym razem jechała tam bez nas. My poszliśmy kupić zaległe rzeczy, a potem na randkę. Kawiarnia (grzecznie piłam herbatę miętową, mrożoną z rozmarynem i limonką), jedzonko (tu nie mam się czym pochwalić. Ziemniaczki pieczone + surówki i buraczki) i kino (Star Trek! Bez popkornu. Nie lubię i tak http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif). A potem pojechaliśmy po nią. Cieszyła się ogromnie! I jednocześnie byłam z niej dumna, bo cieszyła się trochę tak jak ją wyszkoliliśmy. Wiem, to przykre, ale jako 23kg pies z pazurami, nie może skakać. Więc nie skakała. Jeszcze musimy zrobić, aby na gości nie skakała. Myśmy się do niej schylili, a ona z uszkami uśmiechniętymi, chodziła, ogonkiem zamiatała i uśmiechała buzię http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...icon_smile.gif I po raz pierwszy wyjeżdżając z tamtego miejsca, grzecznie poszła do auta i wskoczyła do bagażnika (zazwyczaj nie chce wyjeżdżać, bo tam ma ogród i może być na świeżym powietrzu cały czas). Po przyjściu szybko poszła na swoje miejsce i tam sobie spała. I dziś od rana grzeczna jak nie wiem co! Trochę poddańcze zachowania ma. Takie,..., nazbyt. Jakby może myślała, że za karę tam pojechała? Musi wiedzieć, że my zawsze po nią wrócimy! Początki zawsze stresujące. Nie zostanie opuszczona.
hm... tak sobie teraz pomyślałam, że to twoje "urośnięcie" to takie lekkie wzdęcie, a ty wielkie halo z tego robisz http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_cool.gif
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif
Cytat:
A, zamówiłam sobie roczną prenumeratę magazynu BeActive (ten od Chodakowskiej) muszę przyznać, że nie jest taki zły. Fajne są przepisy (dla wege super bo dużo warzywnych dań, pomysłów na soki etc) dział dla biegaczy, w tym numerze o kolanach. Dlaczego o tym piszę: do wydania papierowego dostanę wydanie elektroniczne przez kolejne 12 miesięcy, chyba to będzie PDF nie wiem czy na tablet i na komputer, może któraś chce potem to za mnie pobrać? Z tym, że problem polega na tym, że ponoć to można pobrać tylko raz - także trzeba będzie sprawdzić jak to działa. Mi dwie gazety nie są potrzebne, a możecie skorzystać
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...on_biggrin.gif
Pewnie! Dawaj, a my się tu podzielimy. Daj którejkolwiek. Masz do Frey maila? Będziemy bardzo wdzięczne wielce. Zawsze coś ciekawego można się dowiedzieć.
Kurde. Pisałam tego posta z przerwami 1,5h.... No mówiłam, że czasu mi brak!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Noooo, dziecko mi rośnie. Jest przerażająco racjonalna. Ale ostatnio pobiła wszelkie rekordy, jak na moje jakieś tam matkowanie stwierdziła "Mamo, od roku mam już okres, wyluzuj." :he:
Pilnujcie się dzieciaki. Ja nie wiem czy jeszcze padnę przed wyjazdem bo mam trochę spraw a czasu mało.
Bądźcie grzeczne grzeczniusieńkie!
Będę o was myślała parząc zadek gorącym piaskiem :heart:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Niobuś! Baw się cudnie! Nie rób niczego czego i ja bym nie zrobiła! Albo może raczej: zrób wszystko to co ja bym na pewno zrobiła!
Grzej dupkę, niech słoneczko cię otuli i rozgrzeje twoje kości! Zaszalej! I to z przytupem!
Dziś starałam się wielce wrócić do właściwego jedzenia. Czyli bez obżarstwa i bez słodkości.
Początek dnia nawet ok, nawet jeśli było to wyjadanie resztek z dni poprzednich ;) Ale po południu.... Widziałam owoce pod pierzynką w lodówce! Dwa talerzyki! Oba są dla G, bo pierdoła jedna nie ma kiedy zjeść nawet! Były tam i słodka pierzynka kusiła. Ale wyciągnęłam szybko jaja i nie patrzyłam w głębinę.
W między czasie jakieś ciastka z nasionami w chlebaku.... Nie ruszyłam. Lodyyyyyyyy - nie.
Na obiad G jadł wypasione kawałki pizzy a ja surówkę + puszka tuńczyka (wiecie, obiad - prawie18:00).
A w między czasie gotowałam serduszka dla Zochy. Otwarty balkon, bo dla mnie ten zapach to smród nieziemski. I nagle ! !!!
Ugotowałam i.... Zaczęłam je jeść! Czułam się jak na głodzie. Tylko czubki :?: Drugą część dawałam psu. Ja nawet wody nie soliłam! To było tak PYSZNE! Żadne owoce pod pierzynką, żadne lody kawowe z czekoladą, ani orzechowe, nie dałyby mi takiej przyjemności jedzenia, jak te serduszka kurzęce... (ej, czemu mi podkreśla? Nie mówi się "kurzęce"? Nie ma takiego wyrazu?). To było nienormalne. Naprawdę! Nie potrafiłam się opanować! I wiecie co? Aż się trzęsę na myśl zjedzenia piersi kurzej (aha. To jest chyba poprawna forma ;) Ale serio? "Kurzęce" nie istnieje w słowniku?). Na kolację zamiast jajka, powinnam wypić białko....
Teraz mi się poczucie obrzydzenia włącza, ale walczę z nim. Jak zjadłam, niech służy. Jeśli zacznę grymasić i żałować to mi zaszkodzi. To była najdziwniejsza i najbardziej przerażająca rzecz jaka mi się ostatnio przytrafiła.
No w każdym razie. Wiem, że to nic takiego, ale naprawdę źle mi z tym jak wyglądam już.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
siyanda
- tylko, teraz już nie dam rady z takim podejściem, będą i owoce i nie będzie za dużo kury i ryżu haha
chyba mi coś na oczy padło!!!! źle widzę!!!! nie wierzę!!! :lol: :mrgreen:
A tak w ogóle już chciałam pisać co tu tak cicho i nikt się nie odzywa....
Nie mówi się kurzęce tylko po prostu kurze hihihihihi :lol:
Przyznam że... nie wiem... kurze serca, mam gęsią skórkę na plecach... nie mogę o tym mysleć.... ten zapach pamiętam z dzieciństwa, nienawidzę! chylę czoła, że smakowało hahahahahaha :beurk: Niech służy!
Nie zdązyłam się pożegnać z Niobe :sad:
Ale czekam na relacje po powrocie.
Jak już tak o jedzeniu. I powrocie do dobrej diety to właśnie podjęłam decyzję o oczyszczaniu.
Tydzień przygotowania, oczyszczanie gorzką solą (czy to może ma taki smak jak leczące herbatki J. które kiedyś zasmakowałaś przypadkiem Shine??? :lol: muszę wiedzieć jak się przygotować psychicznie).
Poszłam dzisiaj z Juniorem na rynek i nakupowaliśmy warzyw.
Tydzień warzywny :)
Idę zrobić sok jabłkowy i póki co będę ogarniać mieszkanie bo chciałam okno umyć przynajmniej w kuchni.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Spoko, jeszcze jestem. Ogarniam i pakuję walizki.
I klnę bo mi się znowu wszytsko piwerdzieli.
1. coś mi pyka w samochodzie. Darek mówi, że pierdoła, ale muszę mu po ulopie auto podrzucić. Co mnie wkurza, bo będę miała dużo latania jak wrócę. No i jadę nad to morze swoim autem więc muszę być go pewna. KURDE!!!
2. mam ślicznie porobioną łazienkę, wszystkie rury i rurki pochowane i wodomierz też ofkors. Jest takie okienko zostawione, aby odczytać wskazanie. Czyli git. A nie! Są przepisy, które mówią, że wodomierze powinny być wymieniane co 5 lat. Skąd miałam wiedzieć? I właśnie w moim budynku trwa wymiana wodomierzy, a do mojego się nie da dostać!!!! Albo wymienię, albo będą mnie rozliczać wg rożnicy miedzy wodomierzem dla budynku a sumą wodomierzy pozostałych właścicieli. Czyli ok? No właśnie nie. Bo budynek nie jest nowy, mogą być gdzieś jakieś wycieki, jest pobór wody w piwnicy bez licznika. I to wszysko musiałoby iść na mój kuźwa rachunek. Super, prawda? Ale nasz pan konserwator powiedział, że jak wrócę to zobaczy co się da zrobić. Może wyciąć ze dwie płytki... Oby, bo nie pasuje mi wyburzanie połowy łazienki i remont. Dupa.
3. Wstawiłam wczoraj pranie. Ale coś to pralka za cicho chodziła. No cicho bo nie chodziła! W połowie programu wzięła i umarła. A ja zostałam z całą pralką prania "w trakcie". Musiałam doprać i wypłukać i wykręcić ręcznie. Spoko, zrobiłam. Ale mój kręgosłup mnie nienawidzi od pochylania się nad michą z wodą. Super, jestem na prochach. I muszę kupić praklę.
4. Pewnie zaraz dostanę okres.
W sumie po co mi szukać szaleństwa na obczyźnie skoro mam w domu tyle atrakcji?
No, to pomarudziłam.
Siy, a ty może nie rozumiesz słowa "owoce" i dlatego to napisałaś. Wiesz, owocki to te słodkie i soczyste takie różne kolorowe. O to ci chodziło? Serio serio?
Shin, póki nie polujesz na jaskółki na trawaniku i nie obgryzasz im łebków publicznie - spoko. Jedz na zdrowie.
Frey, działaj działaj. I dziewczeta, zabierajcie się za bieganie bo maraton. No wiecie.
Zmykam. Jadę odwieźć kota na wakacje do cioci Oli. A jutro fruuuu.
Buziaki!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
O matko! Niobe! :love: ja myślałam że Ty już na wylocie :lol: A tu takie akcje!
Jeszcze chwila, pierdziel problemy, wyjeżdżaj! jak wrócisz będzie lepiej, na pewno znajdą się rozwiązania na wszystkie problemy. Może nawet i na pralkę. Serio!
Wiesz jaką kiedyś miałam akcję? jeszcze w Sosnowcu, też mi tak pralka stanęła, nie chciała nawet wody wylać tylko musiałam do miski a potem przechylać ją żeby reszta wypłynęła. I stała tak, miesiąc chyba bo nie miałam kompletnie kasy na naprawę (o nowej już w ogóle nie było co marzyć). Wielkie rzeczy targałam do rodziców a wszystkie mniejsze prałam w wannie. Masakra.
Po miesiącu tata znalazł mi jakiegoś mechanika ale zanim po niego zadzwonił stwierdził, że może najpierw spróbujemy jeszcze tą pralkę uruchomić. I ta franca jedna ruszyła! Najnormalniej w świecie ruszyła i prała. tyle, że przy płukaniu wypuściła zbite kulki psiej sierści.... A ja się kuźwa cały miesiąc męczyłam!
Także wiesz, cuda się jednak działają.
Tak przy okazji, jak będziesz mieć jeszcze chwilę w tym pakowaniu i innych szaleństwach powiedzmi jaką Ty tą książkę Dąbrowskiej kupiłaś?
Zaszalałam, własnie zamówiłam sobie nasiona babki płesznik i babki jajowatej czyli błonnik w czystej postaci :)
BeActive ja kupuję papierową regularnie od pierwszego numeru :)
Coś miałąm jeszcze napisać ale ciągle zapominam hehe
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Mam po cichu nadzieję na pralkowy cud. Ale jesli się nie stanie to naprawiać jej się nie opłaca bo nie ma wcale prądu czyli siadła elektronika. Naprawa będzie co najmniej kilka stówek, do tysiaka. Mój pan konserwator tak mówi, a jeśli on mówi to tak jest. On jest złota rączka i potrafi wszystko wokół domu zrobić. To ja za tę cenę kupię nową, z gwarancją na kilka lat. Ten obecny sprzęt jest tak robiony, że części bardzo drogie żeby się nie opłacało naprawiać. Takie czasy.
Książka TAKA
Chcesz kupić? Kurde, nie warto bo to prosta wiedza. Jak chcesz to ci podeślę. Ja przejrzałam raz i wszystko sobie w głowie ułożyłam to nie będę potrzebowała.
Błonnik - ja kupiłam jakiś czas temu łuskę gryczaną. I czasem sypnę do czegoś. Smakuje jak... jak gryka :) Ja potrzebowałam na LOW CARB bo tam mało błonnika było. Ale przy naszym wegetariańskim jedzeniu to chyba nie ma potrzeby dodatkowo sypać błonnika?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Jako dieta bogata w błonnik oczywiście mamy ok a przynajmniej znacznie lepiej niż inni ale to jako wypełniacz typowo hamujący apetyt chciałam wypróbować. To się chyba robi podobne do nasion chia bo czytałam że wytwarza śluz. Zalewa się wodą 2 łyżeczki 2 razy dziennie.
I czytałam ostatnio artykuł o żywieniu sportowców. Dużo z nich pije błonnik na czczo. Ciekawe dlaczego? :lol:
Dzięki za książkę. Nie wysyłaj bo chyba moja teściówka ma dwie książki Dąbrowskiej to sobie pożyczę :)
A jeszcze a propos diety. Wczoraj oglądałam dokument o cukrze.
Kurde, jestem w szoku. Był przykład triatlonisty, który w sumie stosuje zdrową dietę ale podczas treningów/zawodów oczywiście używa tych wszystkich odżywek, izotoników, żeli, jednym słowem cukru. Kurde, zrobili mu badania i wyszło że mimo tak aktywnego trybu życia ma .... stłuszczoną wątrobę. Wątroba nie radzi sobie z taką ilością cukrów i odkłada tłuszcz. I nawet zaawansowany sport tego nie jest w stanie zniwelować. Oczywiście zastosowali eksperymentalnie dietę złożoną z naturalnych składników. Zamiast izotoników i żeli, owoce, koktajle itp I okazało się, że wyniki znacznie się poprawiły. Wniosek końcowy - dieta, dieta i jeszcze raz dieta. Zdrowa, prosta dieta. 80% dieta, 20 % sport. To nie tylko proporcje na odchudzanie, to proporcje na zdrowe ciało.
No to tym optymistycznym akcentem.... :-)
Idę jeść obiadek.
Z racji wprowadzania oczyszczania dzisiaj zupa-krem z buraczków i pieczone warzywa (cukinia, kalafior, seler) + surówka z kapustki i marchwi.
Uwielbiam smak pieczonego selera :love:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Nie mówi się kurzęce tylko po prostu kurze hihihihihi :lol:
ah to moje słowotwórstwo .... Ale już wiem jak stworzyłam "kurzęce". Od "dziecięce".... Przebywanie z moją siostrą (ostatnimi czasy nazbyt często jak sądzę) spowodowało, że zobaczyłam jak bardzo u mnie w domu zmieniało się wyrazy i tworzyło nowe. Potrzebuję zresetować mózg. Wyjechać gdzieś na tydzień sama. Do głuszy. Bez ludzi.
Cytat:
Przyznam że... nie wiem... kurze serca, mam gęsią skórkę na plecach... nie mogę o tym mysleć.... ten zapach pamiętam z dzieciństwa, nienawidzę! chylę czoła, że smakowało hahahahahaha :beurk: Niech służy!
weź mi nie przypominaj...... Przecież wiem jaki to smród! Ja nie wiem co się zadziało! No nie wiem! Tylko nie mówcie, że to "zmiana", bo to rok zmian! Nie podoba mi się! 1,5 dnia bolał mnie później brzuch.
Dla odmiany, wczoraj, jak przyjechałam z kolejnej "przygody", to o 20:00 robiłam potrawkę z tego co znalazłam w lodówce. Tak bardzo chciało mi się warzyw, że byłam gotowa cukinię na surowo zjeść!
Cytat:
Jak już tak o jedzeniu. I powrocie do dobrej diety to właśnie podjęłam decyzję o oczyszczaniu.
Tydzień przygotowania, oczyszczanie gorzką solą (czy to może ma taki smak jak leczące herbatki J. które kiedyś zasmakowałaś przypadkiem Shine??? :lol: muszę wiedzieć jak się przygotować psychicznie).
Poszłam dzisiaj z Juniorem na rynek i nakupowaliśmy warzyw.
ja jednak odpadam z tego oczyszczania. To długi weekend. A poza tym, lody mam w lodówce. Kawowe. Jeden dzień dałam radę, a potem już nie. A wczoraj byłam w miejscu, gdzie.... No zrobiłam sobie dwie duże bułki. Ale to było za mało.... Zjadłam kawałki drożdżaka, sztuk dwie (małe i cienkie). A potem obiad.... Nie było nic. Przysięgam, że nie było nic, co mogłabym bez mrugnięcia okiem zjeść. Same mięsne, tłuste, smażone i słodkie. Aha, jeszcze kawa. Wybrałam 3 małe bliny z, jak się okazało, bitą śmietaną, gałką loda i jagodami. I wiecie co? Tak złe jedzenie dookoła sprawiło, że to była najzdrowsza opcja dla mnie. No, głodowanie byłoby też niezłą opcją, ale i tak do domu dojechałam głodna i gotowałam potrawkę warzywną. A ja generalnie źle znoszę głód ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
A jeszcze a propos diety. Wczoraj oglądałam dokument o cukrze.
zakładam jednak, że on brał tego od groma. Jak my sobie zjemy żel raz w tygodniu na długim wybieganiu (którego nie było od.... pfff), czy izotonik to raczej nie będzie takiego efektu. Myślę, że on po treningach też ładował cukry z batonów. My jemy owoce. Ale i tak bardzo ciekawa informacja. Trzeba o tym pamiętać. A ja myślałam, że biegam to mogę jeść ciastki :P
Wiecie, tak sobie myślę, że ja bardzo lubię rutynę. I raz na jakiś czas szaleństwo odbiegające od niej. Ale świadomość powrotu do niej daje mi poczucie bezpieczeństwa. Jak tego nie ma - usycham. Baterie mi się wyczerpują ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja własnie w tym kontekście, że myślimy "jak biegam to mogę jeść ciastki", a on przecież bardzo dużo ćwiczy, to teoretycznie może jeść proporcjonalnie więcej cukru... a tu lipa.
W związku z tym trzeba jednak mocno uważać na to co wrzucamy w siebie.
Może lody raz na tydzień czy dwa nie zaszkodzą, pod warunkiem że nic innego w tygodniu zbyt często nie wpada. Ale już codzienne jedzenie lodów... daje do myślenia :lol:
No nic...
dzisiaj dzień na duuużej ilości warzyw
z owoców - kawałek melona, grejpfrut i 4 śliwki w koktajlu z pietruszką
Czy tylko ja mam wrażenie, że sprzedają nie dojrzałe sliwki? zielone, kwaśne... to przecież jeszcze nie jest to co się powinno jeść...
Kurde, chciałam dzisiaj pobiegać. J. też chciał, no to razem... No to Junior stwierdził, że on też biegnie... Hmmm... no dobra... nie przebiegliśmy pół kilometra jak zaczęła się zbierać wielka czarna chmura i zaczęło padać i grzmieć. No to stwierdzili, że wracają. Myślę sobie jestem twarda, biegnę dalej. Ale jak mi zaczęło łamać gałęzie nad głową w parku to zaczęłam wątpić w swoją twardość.... Wybiegłam do ulicy ale już porządnie lało.
No to lipa z biegania wyszła. Raptem 2 km.
Tak się wkurzyłam, że wyciągnęłam sztangę w domu, mimo, że wczoraj już nią ćwiczyłam.
Ale dzisiaj był J. to mógł mi podawać na ramiona. Także tego póki co wycisnęłam na leżąco 3 serie po 8 powtórzeń 21 kg. :lol: Niestety póki co nie mam więcej krążków żeby zwiększyć ciężar. No i 11 na bicki i 16 na martwy ciąg i przysiady. Jak to mawiał pewien pan "Jest pompa!" :mrgreen:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Aaaa jeszcze miałam dzisiaj niespodziankę. Jadę sobie rano do pracy rowerem nad rzeką... jest ok.
Wracam a tu jakiś taki wysoki poziom wody, myślę sobie - jechałam rano było sucho to będzie dobrze. wyjeżdżam zza zakrętu a tu kuźwa woda. Mam takie miejsce gdzie wylewa na brzeg a obok jest mur i nie ma nawet jak ominąć. Myślę sobie dam radę. Ile może być tej wody? ok, było płytko przejechałam powoli. Za mną widzę kontem oka inny rowerzysta. Też jedzie twardo. Jedziemy dalej. Kolejne rozlewisko, no dobra. Znowu jadę, powoli... Przejechałam. Za mną dalej rowerzysta.
Jedziemy dalej a tam kuźwa taaaaakie rozlewisko. Zerkam na trawę ale tam jeszcze gorzej bo takie grzęzawisko. No dobra, dałam radę wcześniej to i tu dam radę. Wjeżdżam a tu kur*** coraz głębiej! Jadę ale wodę mam już do pół koła i pedałuję pod wodą!!!!! Klnę głośno :lol: i słyszę za sobą "o Kur***!!!!! ja pier*** co to ma być?!!!" :mrgreen:
Przejechałam oglądam się a to rowerzystka była za mną inna, i razem uchachane - mokre buty i nogi prawie do łydek! Ona mówi - kurde rano jechałam i było sucho! Ja się śmieję, że wiem bo też jechałam. Ale w końcu stwierdziłyśmy, że dobrze, że z pracy wracamy do domu a nie odwrotnie. No i ciekawe co będzie jutro rano? tym bardziej, że własnie wraca burza....
Czasem się zdarzało, że było zalane ale tylko w jednym miejscu a tu kurde takie niespodziewajki?
No nic, lecę jeszcze głowę umyć. Znowu pójdę spać z mokrymi włosami.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Ja własnie w tym kontekście, że myślimy "jak biegam to mogę jeść ciastki", a on przecież bardzo dużo ćwiczy, to teoretycznie może jeść proporcjonalnie więcej cukru... a tu lipa.
W związku z tym trzeba jednak mocno uważać na to co wrzucamy w siebie.
Może lody raz na tydzień czy dwa nie zaszkodzą, pod warunkiem że nic innego w tygodniu zbyt często nie wpada. Ale już codzienne jedzenie lodów... daje do myślenia
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...s/icon_lol.gif
idź sobie.
nie gadam z tobą.
foch.
Nie jem nic innego. Tylko lody. Żadnych innych śmieciuszkowych.
Ale zaiste. Za często.
ależ żeś zaszalała z ciężarami!
Ale musiałaś mieć frajdę na rowerze! I weź się tu zatrzymaj ;) Ja wiem, że zimno, że mokro, ale dziecko w środku z radochą macha nogami :D
u mnie znowu dziś bieganie nie wyszło. Mi się już płakać chce. Czuje się bezsilna.
A wuj. Nawet nie chcę o tym myśleć.
Ja nie wiem jak ja we wrześniu pobiegnę.
Jestem na granicy poddania się.
Dieta ok, spadek wagi i brzucha (miałaś rację Frey, mój brzuch leci szybko. Zapominam o tym. Chyba powinnam to docenić a nie mamrotać). Ale jak się okazało, że znowu nie pobiegłam, to ... zjadłam loda.
Za to kupiłam sobie fajową spódniczkę biegową! Z polskiej firmy polkasport.pl
Spódniczka w cudownej jakości. Kieszonki w spodenkach, dodatkowa z tyłu. Kupiłam. Za dużą..... Już napisałam o wymianę na mniejszą. Pani wyśle mi już jutro, nie czekając na przesyłkę ode mnie. I torbę lnianą też dostałam :D Lubię takie dodatkowe rzeczy. Są miłe dla mnie, jako klienta. I co z tego, że to marketing. Myślę, że czuć, gdy jest to robione z intencją "chcę ci powiedzieć, że dziękuję za to, że jesteś moim klientem", a "wyśle ci gumisie, abyś się pocieszyła i myślała, że mi zależy".
Dobra, kończę, bo piszę to od ponad godziny.
Dowidzenia. Idę powąchać jak pachną lody.
ale wiecie. mam okres. ogarnę się. Jak zacznie kolejna tabletka działać.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Żadnego poddawania się!
Myślisz, że mnie nie ma kiedy mnie nie ma? A ja jestem! Widzę!
Internet mam tylko w recepcji. A dzisiaj trochę unikamy słonka bo się młodej przypiekły ramionka i mi środek pleców. Używamy dużych filtrów, ale słonko tu to istny wariat :)Nie bardzo zależy mi na opaleniźnie bo szkoda skóry, ale jest ogromna szansa że wrócę czekoladowa.
Morze jest boskie. Dwadzieścia kilka stopni temperatura wody. Ale powietrze ma co najmniej 10 stopni więcej wiec morze cudownie chłodzi. Jest na tyle chłodne że daje komfort, ale na tyle ciepłe że się go nie boję. I wyczaiłam basen na dachu jednego z budynków hotelu, na który prawie nikt nie chodzi! Mój wewnętrzny dzikus jest szczęśliwy jak nie wiem co!
Jedzenie takie se. Prawie nic mi nie smakuje. Ale nie dlatego że jest niedobre. Po prostu nie mam apetytu. Jem hummus i ryby. Jakie pyszne ryby, za każdym razem inna! Trochę owoców. Wrócę chyba schudnięta :)
I wiecie co? Ani przez momencik nie przyszło mi do głowy, że jestem za gruba na plażowanie. Noszę bikini, krótkie sukienusie i mam wszystko w nosie. Luzik!
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Żadnego poddawania się!
Myślisz, że mnie nie ma kiedy mnie nie ma? A ja jestem! Widzę!
Iiiiiiihahahahhaha!!!! :intello:
o tak, tak nam mów! tego nam brakuje!
Coś wisi w powietrzu bo mam ostatnio podobne myśli. A przecież chcę! Tylko kuźwa COŚ mnie stresuje...
Nie stresowało mnie bieganie w górach choć to wysiłek jak nie wiem co.... rwałam się do tego.... było bosko! jęzor na wierzchu i przygoda!
A tutaj? oklepane stare kąty, ludzie...ludzie na moich starych trasach, którzy mnie wkurzają bo łażą, bo się gapią, nieuprzejmi biegacze co nie odma****ą na powitanie.... jakaś taka frustracja. I stres.
Biegłam dzisiaj i próbowałam sobie przypomnieć początki biegania. Kiedy wszystko było nowe, było wyzwaniem, przeżyciem, przygodą, odkrywaniem nowych ścieżek, wszystko było pełne entuzjazmu....gdzie to się podziało? jak to przywołać z powrotem?
Biegłam i trzymałam się myśli, że gdzieś tam biegnie Shine i może przezywa to samo co ja.
Brakuje mi porannego biegania. W tygodniu nie ma jak a w weekend po całym tygodniu nie umiem zwlec się z łóżka. Kocham moją pracę ale 8 godzin w tej pracy mnie wykończa fizycznie...
Kiedy zaczynałam biegać nie miałam pracy, cały dzień mogłam dostosować do biegania i diety, a teraz dietę i bieganie muszę dostosować do pracy, obowiązków domowych i stopnia zmęczenia.
Muszę znaleźć na to jakąś metodę.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
I wiecie co? Ani przez momencik nie przyszło mi do głowy, że jestem za gruba na plażowanie. Noszę bikini, krótkie sukienusie i mam wszystko w nosie. Luzik!
:great::yes::yipi: Tak, własnie tak!!! o to chodzi!!! tak masz się czuć! A nawet więcej - bądź dumna z tego jak wyglądasz bo wyglądasz pięknie!
Wczoraj odebrałam moją paczuchę. Kurde kilogram tego błonnika to niezły wór :lol: Ale pijemy sobie z J od wczoraj. Jest dobry. Znaczy jest bez smaku hahahaha. Dzisiaj sobie zalałam zieloną herbatą.
I kurde wiecie co ten sklepik ma super ceny. Pół kilo daktyli za 6 zł. Jeszcze muszę gdzieś dorwać tanie orzechy i kupić hurtem i zrobię sobie kulki mocy :)
Siy gdzie jesteś??? czekam na Twój plan działania! :-)
Shin, ładne te spódniczki!!! bardzo ładne!!!! jaki kolor kupiłaś?
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Coś wisi w powietrzu bo mam ostatnio podobne myśli. A przecież chcę! Tylko kuźwa COŚ mnie stresuje...
Nie stresowało mnie bieganie w górach choć to wysiłek jak nie wiem co.... rwałam się do tego.... było bosko! jęzor na wierzchu i przygoda!
tak, dokładnie tak! Mgła? Jaka mgła? Przez tą mgłę nic nie widzę! Korzenie? Śliskie kamienie? Błoto? Woda? Dudnienie krwi w uszach? Do konaruuu!!! (do ławeczki następnym razem ;)). Była chęć, była radość. Nie było stresu, ewentualnie obawa, bo 3 dni łażenia, bo ciało zmęczone, bo dwa dni wcześniej dałyśmy czadu na treningu pod górę, bo mgła, bo ślisko. Lista przewijała się przez minutę może? A potem? Spodenki, stanik, koszulka, czapka, telefon, buty. I tylko mała, bardzo odświeżająca myśl: jesteśmy szurnięte! Boże, jak bardzo to kocham!
Może dlatego, że to nowe było? Że nie wiadomo było co nas czeka? Bo przygoda? Biegłam wczoraj z myślą, że nie biegnę sama. W podbrzuszu rwało, ale tabletka działała i starałam się nie biec na wariata. Przecież biegałam już z @. Maraton przebiegłam z @. A to rozbieganie. Nic nie muszę. Mogę się zatrzymać, mogę przebiec mniej.
I nagle widzę chmarę biegaczy biegnących w moją stronę. Z dwadzieścia osób. Od razu było widać różny stopień doświadczenia. Ale biegli razem. Uśmiechałam się mijając ich. Witaliśmy się. Niektórzy mieli to w nosie. Już mi to nie przeszkadza. Już się przyzwyczaiłam, że macham bez sensu, jakbym się od much oganiała. Ale to nic. Biegli razem.
Ja też biegłam "razem". Po drugiej stronie Polski biegła moja "grupa" :) Zawsze sama, ale nigdy samotna. To takie proste.
Z powrotem też się mijaliśmy. Na przodzie biegło dwóch Adonisów. Wyrzeźbionych. Umięśnionych. Wysokich. Sprężystym krokiem, z prędkością, która jest dla mnie osiągalna tylko przy interwałach. Lekko. Rozmawiając sobie swobodnie. Boskość i biel biła od nich z daleka. Nie witali się.
Reszta grupy, była rozstrzelona na odległość dwóch -trzech kilometrów. Witali się ci sami, którzy witali się wcześniej. I tylko oni biegli z uśmiechem. Tylko oni czerpali z tego radość. Pozostali, biegli jakby za karę. Umęczeni. Rozdrażnieni. Samotni.
Nie chcę wyglądać jak ta druga grupa. Nie chcę wyglądać, jakbym biegała za karę. Chcę łapać oddech zgięta w pół, a potem patrzeć na szczyty i słuchać bicia serca, czując, jak energia życia, wypełnia mnie w każdej komórce mojego ciała. Wtedy mam wrażenie, jakby moje komórki trzymały rączki w górze i śmiały się radośnie. Wtedy czuję kom-plet-ność.
Może to temat zawodów? Może to korona maratonów? Może to strach i głosik w głowie, że już za późno? Może to presja czasu?
Może to strach, że jestem przygotowana kiepsko i z tego powodu będzie mi ciężko przez te ponad 4h? I przerażenie w związku z tym? Może to brak przygód? Brak wyzwania? Choć kocham rutynę i odpoczywam przy niej, to właśnie może to przez tę rutynę w biegu? W trasach?
Temat korony to presja. Muszę swoje wybiegać, jeśli chcę na spokojnie przebiec ten dystans. Temat korony to temat "chcę". Ale temat przygotowania się do tego to "muszę". Kiedyś to nie był problem.Teraz już jest. Bo ciągle coś wyskakuje. A to biodro, kolano, miesiączka, rodzina, wyjazdy, wakacje, rozwalanie auta w Czechach (moja Sis - mistrz katastrof samochodowych. Już zapomniałam, że jeżdżenie z nią to stres, pot i napinanie ciała). Wcześniej wszystko szło gładko. Nic nie wyskakiwało. To "muszę swoje wybiegać" było fajne. Lubiłam to. To też stawało się moją rutyną. Dobrą rutyną. Dobrym czasem relaksu dla głowy. A teraz ciągle coś wyskakuje! Niemożność pójścia na trening, na który chce się iść, jest tak strasznie frustrująca i przerażająco smutny, że aż boli. I to zniechęca. Stresuje. Bo co z tego, że znowu wpadnę w cudowny rytm ruchowy, skoro zaraz znowu coś mnie cofnie i znowu będę w d.
I tak jak mówisz Frey. Musisz dostosować bieganie do pracy. Ja mam więcej luzu, ale to nie jest tak, że mogę zawsze kiedy mi się zachce. Strasznie dołuje mnie to, że nie zawsze mogę tak jak chcę i kiedy chcę. Bo coś. Bo ciągle coś. Bo Zocha, bo siostra, bo lekarz, bo późno, bo pada, bo upał, bo blabla. W moim przypadku cześć to są wymówki. Wszystko da się jakoś zorganizować. Ale do tego trzeba sił. Z powodu braku rutyny i ciągłych niespodziewanek, nie mam kiedy naładować baterii. Ciągle daję, nic nie ładuję. Wszystko na czas. Ciągła presja gonienia terminów i przesuwania zadań. Gdyby to było moją rutyną, to ok. Ale nie jest. To niespodziewane zdarzenia, których nie przewiduję. Lecę na rezerwach. I kiedy mogę iść pobiegać, ja zwyczajnie nie mam siły! Ani w głowie, ani w ciele!
Proszę, czy wakacje mogłyby się już skończyć?
ej, a jaki to sklep? Bo potrzebuję zrobić zamówienie w jakimś sklepiku.
Cytat:
, ładne te spódniczki!!! bardzo ładne!!!! jaki kolor kupiłaś?
myślałam o tej jaśniutkiej morelowej. Ale się przestraszyłam i wzięłam czarno- czarną (kolor spodenek można sobie dobrać samemu). Bo jeśli będą dni "brzuchowe" to będzie to bardziej widać niż na czarnym materiale. Chociaż,..., dla tej pupy, która wygląda pięknie, warto by było wziąć tą jasną :D Może kiedyś. Niebieska mi się nie podobała. Szkoda, że nie ma zielonych. Albo ciemno-grafitowych. Albo w typowym granacie! Kocham granatowy kolor! Pani Kasia napisała mi, że myślą już o modelu, gdzie będą troczki. Bo jednak każda z nas trochę inaczej wygląda. W razie, jakby ten model co idzie do mnie (chyba dziś już będzie!) wciąż się zsuwał, to już patrzyłam jak troczek zrobić, aby nie naruszyć struktury materiału.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Żadnego poddawania się!
Myślisz, że mnie nie ma kiedy mnie nie ma? A ja jestem! Widzę!
:heart:
Cytat:
I wiecie co? Ani przez momencik nie przyszło mi do głowy, że jestem za gruba na plażowanie. Noszę bikini, krótkie sukienusie i mam wszystko w nosie. Luzik!
that's the spiryt!
Przywieź mi jakiegoś kamyka! Z morza! Proooooooszę!
-
Odp: Magiczny kociołek.
Czy tylko ja mam problem z ładowaniem tego forum ? Gorzej niż żółw :x
Hejo, czytam Was codziennie ale nie miałam już siły pisać, dzisiaj właśnie usiadłam z postanowieniem, że popiszę. Ogólnie to wiecznie komuś w rodzinie z czymś pomagamy z mężem: a to naprawa pieca, a to załatwianie spraw ubezpieczeniowych, a to z NFZ, a to zakupy, a to może jeszcze pomalować pokój teściowej ... kurczę, nie miałam czasu dla siebie, z mężem po pracy już serio jesteśmy zmęczeni i potem rozdrażnieni, bo okazuje się, że pomagamy ale wszystkim się wydaje, że my po pracy to taki lajt - wszystko wszystkim zrobimy. A co z naszymi sprawami ? Halo ? No właśnie - postanowiliśmy, że koniec z tym pomaganiem, bo potem już te nasze babcie i teściowe wydziwiają - myślą, że my też całymi dniami oglądamy telenowele i nie mamy co robić tylko koło nich skakać i realizować często głupie wręcz pomysły http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...n_confused.gif
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
(...) "Wjeżdżam a tu kur*** coraz głębiej! Jadę ale wodę mam już do pół koła i pedałuję pod wodą!!!!!
Hahaha uśmiałam się do łez, wyobrażam sobie jakbyś pedałowa pod wodą jadąc do pracy :mrgreen: sandały z gumy musisz sobie kupić do pracki, szybko wyschną hahaha
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Ale jak się okazało, że znowu nie pobiegłam, to ... zjadłam loda.
Ja też ostatnio zjadłam dwa roszki bo okazało się, że znowu nie ćwiczyłam :roll: - ale od wczoraj zabroniłam mężowi kupować.
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
I wiecie co? Ani przez momencik nie przyszło mi do głowy, że jestem za gruba na plażowanie. Noszę bikini, krótkie sukienusie i mam wszystko w nosie. Luzik!
Bomba :love:Takie podejście mi się podoba ! I człowiek zupełnie inaczej patrzy na siebie i swoje ciało, a nie, że tego nie wypada założyć tamtego też nie, a z takim nastawieniem - super ! I dam sobie głowę uciąć, że nikt nie patrzy czy gdzieś jest ciała więcej czy gdzieś mniej.
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Biegłam dzisiaj i próbowałam sobie przypomnieć początki biegania. Kiedy wszystko było nowe, było wyzwaniem, przeżyciem, przygodą, odkrywaniem nowych ścieżek, wszystko było pełne entuzjazmu....gdzie to się podziało? jak to przywołać z powrotem?
Biegłam i trzymałam się myśli, że gdzieś tam biegnie Shine i może przezywa to samo co ja.
Kocham moją pracę ale 8 godzin w tej pracy mnie wykończa fizycznie...
Kiedy zaczynałam biegać nie miałam pracy, cały dzień mogłam dostosować do biegania i diety, a teraz dietę i bieganie muszę dostosować do pracy, obowiązków domowych i stopnia zmęczenia.
Muszę znaleźć na to jakąś metodę.
Siy gdzie jesteś??? czekam na Twój plan działania! :-)
Dołączam się do pytania, ja nie biegnę ale też to przeżywam :mrgreen:
Kiedyś brak ćwiczeń był dla mnie jak "wyrok śmierci", a teraz ciężko mi wyciągnąć obciążenia spod kanapy. Na razie próbuję coś robić metodą małych kroczków, serio, ostatnio ćwiczyłam całe ... 15 minut hehe. Ale dłużej tak nie może być bo ciężko mi z tym, jak wyglądam i wiem, że stać mnie, żeby wyglądać i czuć się lepiej. I to drugie mnie chyba jeszcze bardziej dołuje niż mobilizuje. Ale trzeba coś z tym zrobić. I tym optymistycznym akcentem ogłaszam co następuje:
1) plan działania już mam : 3 x FBW w domu , 3 x 30min lekkiego cardio w postaci marszu w domu (takie tam płytki walk at home)
2) dieta dzisiaj ułożona - no dobra, przyznaję, że przesadziłam pisząc o tych owockach :mrgreen: wolę warzywa bo po owocach mnie wzdyma straszliwie, jedynie jabłko gotowane dodam sobie do jaglanych płatków z samego rana, ale jednak odzwyczaiłam się od owoców, no, poza arbuzami i brzoskwiniami z puszki :-P
3) zaczynam od jutra 8-)
Ogólnie moja dietka będzie zbilansowana węgle ustawiłam na ok 150g dziennie 100g białka 50 tłuszczu
:!: Shinden, to może ja Ci wyślę tego linka do pobrania tej gazetki na maila, skoro Freya ma papierowe wydanie ? Tylko w PW maila mi napisz
Kurde, ale sobie niki wybrałyście - nie potrafię się przyzwyczaić :mrgreen:
-
Odp: Magiczny kociołek.
Mnie się w miarę dobrze ładuje strona :) tylko z telefonu mam problem...
Wiecie co... cały tydzień wodowałam rower w tej naszej Brdzie :lol: cały czas zalany jest brzeg... raz więcej, raz trochę mniej :)
Nie wiem o co chodzi ale już się zaczęłam przyzwyczajać. Ach przygoda!
Tylko ten wiatr mnie kiedyś wykończy. Czasem jest tak silny, że prawie nie mam siły pedałować :lol:
Shin ja kupowałam na allegro i ten sklep/producent się nazywa "trzy ziarna".
Idę kawę wypić bo biegłam rano jak zombie :twisted: Dopiero w drugiej połowie jak łyknęłam izo to zaczęłam się budzić.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
siyanda
Czy tylko ja mam problem z ładowaniem tego forum ? Gorzej niż żółw :x
zmień tableta na laptopa :D
Cytat:
Ogólnie to wiecznie komuś w rodzinie z czymś pomagamy z mężem: a to naprawa pieca, a to załatwianie spraw ubezpieczeniowych, a to z NFZ, a to zakupy, a to może jeszcze pomalować pokój teściowej ... kurczę, nie miałam czasu dla siebie, z mężem po pracy już serio jesteśmy zmęczeni i potem rozdrażnieni, bo okazuje się, że pomagamy ale wszystkim się wydaje, że my po pracy to taki lajt - wszystko wszystkim zrobimy. A co z naszymi sprawami ? Halo ? No właśnie - postanowiliśmy, że koniec z tym pomaganiem, bo potem już te nasze babcie i teściowe wydziwiają - myślą, że my też całymi dniami oglądamy telenowele i nie mamy co robić tylko koło nich skakać i realizować często głupie wręcz pomysły
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...n_confused.gif
hehe
"a co ty w tym domu tak sama robisz całymi dniami?"
"przyjedź, załatw, kup, zamów, umyj, przypilnuj, zawieź, odwieź..."
a w duszy.
Zajęta jestem.
Książkę czytam :P
Cytat:
Bomba :love:Takie podejście mi się podoba ! I człowiek zupełnie inaczej patrzy na siebie i swoje ciało, a nie, że tego nie wypada założyć tamtego też nie, a z takim nastawieniem - super ! I dam sobie głowę uciąć, że nikt nie patrzy czy gdzieś jest ciała więcej czy gdzieś mniej.
prawda?
Ja się właśnie przyszłam w tej sprawie chwalić. Bo wiecie jakie mam podejście do spódniczek biegowych, nie? I co z tego, że moje nogi to och i ach skoro w głowie siedzi wstyd.
I wiecie co? Moja spódniczka biegowa jest krótka. I wiecie co? Wyglądam w niej naprawdę dobrze :) A czuję się jeszcze lepiej :D I już nie mogę doczekać się nowej kolekcji z troczkami. Będzie na wiosnę. Bo nie zdążam wyprać przed następnym biegiem a mogłabym nawet spać w niej! To polska firma. Polski pomysł. Mam nadzieję, że zarobią dużo pieniędzy i będą dalej robić to co robią z radością. Zaczynam odkładać na następną spódniczkę. Może tym razem w kolorze ;)
Cytat:
:!: Shinden, to może ja Ci wyślę tego linka do pobrania tej gazetki na maila, skoro Freya ma papierowe wydanie ? Tylko w PW maila mi napisz
wysłałam ci na twojego maila na wp.
Cytat:
Kurde, ale sobie niki wybrałyście - nie potrafię się przyzwyczaić :mrgreen:
sprawdź co oznaczają, może łatwiej ci będzie przypiąć do nas :D
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Shin ja kupowałam na allegro i ten sklep/producent się nazywa "trzy ziarna".
o, dzięki!
Sprawdzę sobie
Cytat:
Idę kawę wypić bo biegłam rano jak zombie :twisted: Dopiero w drugiej połowie jak łyknęłam izo to zaczęłam się budzić.
hahaha :D
Po przyjściu, pierwsze co to zimny prysznic, bo płonęłam a głowę rozsadzał mi ból. Ostatnio mam jakieś chore napięcie przy kręgosłupie i od trzech dni głowa napie....la tak, że nie mogę myśleć. Masaż pomaga. Aż do następnego razu. Muszę przyjrzeć się kiedy napinam to miejsce.
A potem zrobiłam sobie jajecznicę z resztką ziemniaczków pieczonych z wczoraj ;) I KAWUSIA! Nie to, że głodna byłam, ale czułam, że bardzo tego potrzebuję. Ale bardziej potrzebuję smaku gorzkiego. To chyba wątroba. Ona potrzebuje. Właśnie piję kawę orkiszową. I dziś sobie zrobię sok z grapefruitów.
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cytat:
Zamieszczone przez
siyanda
Ogólnie moja dietka będzie zbilansowana węgle ustawiłam na ok 150g dziennie 100g białka 50 tłuszczu
Nie za mało? 1450 kcal? Przecież nie masz jakiejś dużej nadwyżki. Nie lepiej CPM minus 300-400 kcal?
Wyedukowałam się :he:
A wogóle to co tu taka cisza? Nie zgadzam się!
Ja mam usprawiedliwienie. Wróciłam w srodę w nocy, wykończona i zła bo z hotelu wyjechaliśmy na lotnisko przed obiadem. Okazało się, że samolot ma dwie godziny opóźnienia. Zjadłam więc na lotnisku kawałek pizzy i od wczoraj mam rewolucję żołądkową. To znaczy, wczoraj obudziłam się własciwie na kibelku (wybaczcie dosłowność) i tak się przemęczyłam do południa. Potem wzięłam stoperan i... odwiozłam auto do mechanika, potem wsiadłam w pociąg we Wro i pojechałam do siostry po kota, wróciłam pociągiem z kotem i jego zabawkami... i padłam. Nie wiem, jak tego dokonałam. W jakimś transie chyba. Zjadłam przez cały dzień 3 sucharki i popiłam wodą. A dzisiaj nadal nie mam apetytu. Jak zjadłam na śniadanie kawałek białej bułki z masłem to mnie zemdliło więc pogryzam arbuza też się zmuszając. Mam nadzieję, że to mi jutro przejdzie bo jestem słaba jak betka.
Zatem proszę szybko wracać. O!
-
Odp: Magiczny kociołek.
No, u mnie trochę lepiej. Nawet zjadłam trochę owsianki na śniadanie. I wycisnęłam sobie sok marchewkowo-jabłkowy. Na obiad będą gotowane ziemniaczki, może z odrobiną masła.
Frey, widziałam twoją pizzę. Będzie mi się śniła w nocy :he:
-
Odp: Magiczny kociołek.
Cicho bo Ciebie nie było :-)
A teraz jesteśmy w komplecie więc od jutra zaczynam wrzucać michę. I inne takie.
Moja pizza, oj tam oj tam.... nie moja tylko wspólna, w sumie w 4 osoby zjedliśmy - najpierw zjadłam 1,5 kawałka a potem jeszcze jeden, i wypiłam 3/4 butelki wina półwytrawnego.... a potem myślałam że pęknę, i do tego byłam potwornie zmęczona po całym tygodniu a wino mnie tak wyluzowało, że J się ze mnie śmiał jak się turlałam po łóżku i na czworaka szłam do łazienki się umyć.... a potem błagałam żeby mi wyjął z brzucha to co zjadłam bo czuję jak mi się skóra rozłazi.... I przyrzekałam sobie głośno, że nigdy więcej. Zaznaczam, że nie byłam pijana, tylko zmęczona :lol: i obżarta jak bąk :lol:
Z radością dzisiaj piłam koktajle i tylko fasolka na obiad nie zrobiła mi zbyt dobrze przed biegiem :-)
-
Odp: Magiczny kociołek.
Zgodnie z obietnicą micha:
rano: błonnik, potem szklanka wody z cytryną
Śn.: jajecznica z 2 białek i 1 żółtka, z pomidorkiem, bułeczka
Śn.II: sałatka owocowa (1/2 banana, 1/2 brzoskwini. kawałek ananasa, 3 sliwki)
Obiad: wege-rosół z makaronem i marchewką
potem: ziemniaczki z piekarnika z czosnkiem i ziołami, bakłażan z piekarnika (4 plastry), surówka z kapustki i pora z sosem musztardowym
Deser: 2 muffinki razowe z bakaliami (domowe bez cukru)
- Bieg: cross 9 km
Kolacja: koktajl białkowy z 1/2 banana
Edit: nie zjadłam kolacji
Dobrej nocy!~:-*