-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie konsultowałam się z innym lekarzem. W sumie to nie widzę sensu.
Maraton to sztafeta. Czyli jeden zawodnik z drużyny na trasie. I zmiana przez podanie pałeczki. Nie można biec parami. No jak? Cały myk polega na odnalezieniu się w mroku i przekazaniu pałeczki. I nie mogę przebiec tylko 2 km bo regulamin mówi jasno, że KAŻDA osoba w drużynie musi przebiec co najmniej 3 zmiany czyli 6 km.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Parami, czyli najpierw wymieniam się np z Justką - raz ona raz ja- a potem ty z Frey -raz ona raz ty.
A, musi 6km. Umknęło mi. Pamiętałam tylko, że nie można pod rząd.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja bym wolała mieć więcej przerwy między moimi rundami :(
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja, ty, ja, Frey, ja, Justi, ja, ty, Frey, Justi, ty, Frey, Justi, ty, Frey, Justi.
Albo jeśli któraś tez chce mieć krótkie odcinki to się je zrobi. Trzeba tylko logistyczne to przemyśleć. Da się zrobic
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja bym też wolała tradycyjne dłuższe przerwy między odcinkami :) jeśli już się ustawiamy pod bieg. Ostatnio nie najlepiej mi się biega. Choć może wieczorem będzie jakoś lepiej.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ale mnie wczoraj burza zrobiła w konia!
Jak wychodziłam na bieganie to słonko świeciła aż miło. Na trzecim kilometrze zaczęło padać. Zrobiło się ciemno i lunęło. Oberwanie chmury normalnie. Na szczęście byłam na stadionie to się schowałam w budce. Siedziałam jak matołek 20 minut i patrzyłam jak pieruny uderzają w płytę boiska. Cudny widok ale trochę straszny. W końcu przestało padać. Tylko odrobinkę mżyło. Ale bieżnia zalana to zabrałam doopę ze stadionu na ulicę. Jak tylko wybiegłam za bramkę znowu zaczęło padać. Stwierdziłam, że pierdzielę! Mam 1,5 km do domu to lecę. Padało coraz mocniej to ja coraz mocniej biegłam. Zmokłam jak szczur. 100 metrów od domu przestało padać i wyszło słonko! Ale byłam tak przemoczona, że poszłam do domu. Mówiłam, że jestem Panna Katastrofa? Raz na tydzień idę pobiegać i mam! :out:
Micha z wczoraj:
- płatki z owocami, kawa
- serek wiejski, brzoskwinia
- makaron z pomidorami i rukolą i mozarellą
- bieg
- 2 kromki żytniego z żółtym serem i pomdorem
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
nie, no, ale burzowa przygoda!!!
Ej, a co chodzi z tą emeryturą biegową? Robisz sobie przerwę? Opowiedz.
Myśmy wrócili wczoraj od TeDe. Wiecie co? Kocham spanie pod namiotem. Naprawdę! Ten zapach, to świeże powietrze. W pierwszą noc temperatura spadła do 3stC!!! W zamknięte oczy było mi zimno! Dopiero potem się zorientowałam, że mogę przecież nakryć też głowę, przez którą ciepło ucieka i zrobić sobie daszek dla oczu ;) W środku nocy się obudziłam, patrzę na G, widzę jak bardzo jest otulony śpiworem i pomyślałam sobie, że w tym zimnie ma naprawdę dobry sen. Potem go przykryłam kocykiem piknikowym (genialnie się sprawdził!) i przytuliłam. O 4:40 się obudziłam i okazało się, że nie mogę więcej spać. Godzinę później wstałam i poszłam do domku na śniadanie, bo głodna byłam ;) G jeszcze spał trochę i też przyszedł. Później temperatury nocą były wyższe, ale na pewno nie upalne ;) Zocha cudownie się sprawdziła pod namiotem.W pierwszą noc miała problem, bo dźwięki, psy szczekające, jeże i inne stworzenia, ale kolejne dwie noce spała jak suseł. Chociaż w drugą noc chciała puścić pawia, bo w dzień zjadła jakiegoś ogórka i jakieś badziewie. Na szczęście się obudziłam i ją wyprowadziłam z namiotu. Puściła pawia i wróciła na swoje spanko (spała w przedsionku). Oczywiście godzina 7:00 ona już obudzona, wyspana i chce biegać :D To ją spuszczałam i biegała. Godzinę później kolega do niej dołączał i biegali sobie, a myśmy spali.
Naprawdę to był bardzo miły wypoczynek. 4 dni. Wiecie, że przez pierwsze dwa dni miałam problem w głowie? Miałam wrażenie, że ciągle jestem w stresie. Ciągle napięta. Nic się nie dzieje, nic nie muszę robić, mogę siedzieć i czytać książkę, robić na drutach, bawić się z psem... Nic więcej nie muszę. A ja chodziłam w środku na stresowych hormonach. TO było straszne! Bo to znaczy, że ja żyję w stanie podwyższonego stresu non stop!
Na trzeci dzień czułam już szczęśliwość. Zdobyłam wreszcie to wzniesienie, które nie było wcale takie straszne i kochane endorfinki i dopamina dopełniły całości spokoju i relaksu. Fakt, że mieliśmy spięcie z G przed snem, bardzo głupie ale zareagowałam tak bardzo emocjonalnie, że aż się dziwiłam. Bo nic strasznego, a ja się rozryczałam jak dzieciak, nie mogąc się uspokoić. Wtedy puściły już resztki stresu.
W jeden dzień zdążyłam się trochę opalić i popływać w lodowatej wodzie w basenie :D Fajnie było!
I dziś miałam sen.
Bardzo depresyjny sen. W pewnym momencie świadomy. Aż zaczęłam w nim opiekuna duchowego pytać po co mi to pokazuje? W jakim celu? Nie rozumiem! I chyba do końca nie rozumiem do tej pory. G wpadł na pomysł rozwiązania. Ale czy to nie ja powinnam na nie wpaść? Coś mnie w środku gnębi. Wg mnie zupełnie nie pasuje to do tego co się dzieje obecnie w moim życiu, ale może jakieś stare coś chce się uzdrowić?
Wiem, że zmieniłam drogę życia, tą ścieżkę, którą się wybiera przed wcieleniem, wiem, że w momentach ważnych zmieniłam decyzje, i dobrze, ale ... może jest jakaś alternatywna rzeczywistość, w której nie podjęłam tych decyzji i one chcą się uzdrowić i tak? Bo nie miałam okazji ich odreagować, bo wybrałam inne rzeczy, a one i tak siedzą w karmie i szukają ujścia?
Już nie wspomnę o tym, że mam koszmary związane z G. Ostatnio raz w tygodniu :P Za każdym razem coś innego, inny aspekt. Haha, coś się naprawdę domaga uzdrowienia i mojej uwagi :D
Co do jedzenia i michy - nie jest źle, bywało lepiej, ale gorzej też. Waga powyżej 59 ALE nie widzę tego w brzuchu. Jest brzuszek, ale ten mi nie przeszkadza. Nie jest arbuzowaty.
Aha ja tylko przypominam, Freyra, pamiętasz, że za jakieś 12,13 tygodni biegniemy maraton? :)
DObra, lecę z Zochą na spacer. Potem jeszcze wpadnę.
Miłego dnia babeczki!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A co robią zawodnicy na emeryturze? Przestają trenować? No nie! Ale już w zawodach nie startują. I ja podobnie. Nie chcę już, póki co, żadnych numerów startowych, medali, stresu. Bo stres jest ogromny. Kurde, strasznie się martwię, że Was zawiodę, że zaniżę średnią i w ogóle. W tym naszym teraz. Wiem, głupie.
I mam lęk przed listami startowymi :he: śnią mi się po nocach. Dlatego będę szurać, truchtać i patatajać jako emerytka biegowa. Dla fanu, dla przyjemności, na luziku albo na wkurwie. Bez różnicy. Dla siebie. Na ile zdrowie pozwoli. Myśl, że mam biec ileś tam kilometrów od startu do mety mnie paraliżuje. A tak będę sobie biegać ile akurat będę mogła, a nie ile będę musiała. Mogę tak?
No, może wyjątek zrobię dla biegu mikołajkowego. Skoro mamy takie piękne stroje mikołajek to żal żeby się marnowały, c'nie? :666:
Fajny ten wasz mini-urlopik u TeDe, fajny.
Jadę dzisiaj do Agi położyć keratynkę na łepetynkę. Tak się głupio wszystko poukładało, że już powinnam iść robić farbę, ale inny termin Adze nie pasuje. A przerwa między keratyną a farbowaniem musi być 2 tygodnie. To kolor zrobię dopiero po maratonie. Nie przestraszycie się? :mdr:
A ja widziałam wczoraj już pierwsze hokkaidki. Nie kupiłam, ale jak będą w sobotę to kupię.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ta.... mam świadomość, że maraton.... mam okropną świadomość.... i mam streso-depresję...
Po raz pierwszy nie wytrzymuję....
Nie wiem... może to przed @ hormony szaleją... może ten wiatr/ wichura (może jakaś burza magnetyczna znowu?) i ciągły deszcz.... a może potrzebuję urlopu...
Nie wiem ale jest mi źle.
Dlatego przez te ostatnie dni nie chciało mi się nawet pisać.
Micha do doopy bo włączył mi się odkurzacz.
Przedwczoraj się popłakałam pod prysznicem, a wczoraj pokłóciłam się z J oglądając mecz....
Jestem zniechęcona. Jestem zniechęcona brakiem efektów w porównaniu z pracą jaką wkładam.
Jestem zmęczona. Jestem zaorana. Mam wrażenie, że od ciągłego ćwiczenia wszystko mnie boli. Bolą mnie nogi.
Wewnętrznie pragnę biegać, tęsknię za tym... ale mam opory bo jak idę to wcale nie jest tak jak chciałabym żeby było. Jest tragicznie. Jest dramatycznie. Biegnie mi się ciężko. Męczę się jakbym robiła to po raz pierwszy w życiu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz było dobrze. Nie pamiętam kiedy ostatni raz było szybko.
Wracam z pracy i mam ochotę zakopać się pod kołdrą.
Waga jak zwykle 2 w dół i 2 znów w górę - bez względu na dietę czy ilość ćwiczeń.
Tak, wiem, marudzę, powinnam sama walnąć się patelnią w łeb.
Nie mam siły.
W pracy w ostatnich 2 tygodniach - 4 samobójców.... nie znasz człowieka a historia potrafi Cię zdołować...
Ostatnio J spytał kiedy pójdziemy do USC zaklepać termin. A ja miałam ochotę wykrzyczeć, że nigdzie nie idę, że nie chcę, że nie będzie żadnego ślubu... bo wyglądam jak słoń....
Naprawdę mam wszystkiego dość....
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
to musi być jakaś poważna sprawa w świecie. W takim stanie psychicznym jest bardzo wielu ludzi w ostatnim miesiącu, może dwóch. Znajoma, ta co lalki robi, odmówiła zrobienie lali dla znajomej mojej siostry, bo powiedziała, że straciła serce do tego. Podejrzewam, że znowu ma depresję. Jak ją usłyszałam przez domofon, to ... jakby jej nie było. Nie istniała. Ja też walczę z zalewającą falą szarości w głowie. Ze smutkiem, który nie ma powodu. Wiem, że jeśli nic nie zrobię, to następny etap, to nie czucie nic. Znam ten stan i z tamtego sama już nie wyjdę. Mi ogromnie pomaga ruch. Najlepiej cardio. Wysiłek, gdzie pot cieknie strumieniem. Nie biegam już po to, by zrobić koronę. Biegam, bo tylko wtedy oddycham.
Chociaż nie jest to warunek. Był moment, gdy przybiegałam zziajana z biegu, zmęczona i spocona a w głowie pustka. Zła pustka. Ani radości, ani złości - nic.
G to widzi. On wie co to znaczy. Rozwesela mnie, zabiera na wyprawy. Owija kocykiem, daje ciastko, włącza film i gnieździ się ze mną na fotelu. Ostatnio nawet oddał mi ZAJEBIASZCZY kawałek pizzy, który należał do niego. Powiedział, że lubi jak się uśmiecham. Więc mi dał. Zmusza mnie do ćwiczeń, albo biegania, roweru - czegokolwiek. Pcha mnie do pójścia na zajęcia z krav magi. Bo to zmiana. Bo to zabawa. Bo to walka zamiast poddania się.
Wiecie, że przeciwnościom depresji jest ... uwaga: z a b a w a ? Nie radość, nie spełnienie, ale zabawa. Ten ośrodek jest totalnie wyłączony w momencie ataku depresji. I stan depresyjny i wszystko co się z tym wiąże znika w momencie zabawy.
Nie wiem co się dzieje, ale wszędzie dookoła smutek. Chodzą smutni ludzie, smutni znajomi. Nie dziwota, że Pan Y i Dziewczyna wyjechali na wakacje. Oni znaleźli swoją oazę szczęśliwości. To jest przedsmak tego, co będzie z nami, jeśli nie odnajdziemy radości w tym co robimy. Jeśli nie odnajdziemy swojej pasji i radości w niej to... To będzie coraz gorzej.
Niobe, super pomysł z pójściem na emeryturę. Genialny. Chwillowo, bądź nie, wszystko jedno. Bardzo mi się podoba. Właśnie tak. Jak coś boli w taki sposób, tzn, że robi się to źle. Trzeba iść w innym kierunku. Ale to nie znaczy, że trzeba z tego zrezygnować całkowicie. Po prostu zmienić pewne rzeczy. Nie oznacza to poddania się. Oznacza po prostu zmianę ku radości.
Frey, strasznie mi przykro, że tak się u ciebie dzieje. Naprawdę. Nie ma nic bardziej dołującego niż brak efektów w tym co się robi i poczucie braku sensu. Ze ślubem też lepiej poczekać. Podejmowanie decyzji w takim stanie nie jest dobre. I jeszcze te samobójstwa. Coś się dzieje normalnie w okolicy, bo ludziom, nam też, zwyczajnie odbija. Nie obawiaj się marudzenia. Co innego marudzić w każdym poście, a co innego wylać co się ma do wylania i stanąć dalej na nogi. Gdzie masz wylać jak nie tu?
A co do bolących nóg. ... Mnie po piętnastce i Poznaniu bolały. Wszystko mnie bolało. Długo. Potrzebowałam przerwy. Pomogło, choć nie wiem czy pomogła przerwa, czy gderanie G, że mam się ruszać. Smutek był wszędzie. W głowie, w nogach, w płucach.
Ja mam w październiku lekarza i wyniki krwi. Idź do lekarza może? Masz fajnego? Może uznaj, że jesteś "stara" dawno nie robiłaś kompletu badań i potrzebujesz ich, bo źle się czujesz. Moja sis dostała taki komplet na NFZ. Pan Y również. Poszedł, stwierdził, że nie badał się od ponad 10 lat, jest już wiekowy i chce być pewien, że wszystko jest ok. Jest chyba jakiś myk, że profilaktyka badań liczy się jakoś inaczej i lekarze zgadzają się na takie badania. Może idź? Zbadaj krew?
Ciekawe jak to jest z badaniami różnych poziomów hormonów. Hm...
Dobra, lecę, bo G już wraca, a mam dzis do przebiegnięcia trochę szczęśliwości.
Ale jesteś pewna tej wagi? W sensie takim, że robisz siłówki i mięśnie ci rosną. Przez to waga spadać nie będzie. Przez jakiś czas będą też mięśnie opuchnięte. Zwłaszcza przy twoim trybie ruchu. A nie zmienia ci się samo ciało? W cm? W miejscach tłuszczowych, nie w miejscach mięsnych. Mierzyłaś? Może zacznij liczyć kalorie? Tak jak kiedyś? Zmniejsz ich ilość.
Sama już nie wiem.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
a w ogóle, to spalił mi się kabel od laptopa. Ale się zdziwiłam kiedy zobaczyłam błyskawice przy ekranie :D
Jak dobrze, że można kupić kabel oddzielnie i kosztuje niewiele :)
Przyszłam tu po coś konkretnego, bo miałam odpisać na konkretną rzecz... Nie mogę teraz znaleźć. Dobra, poszukam potem.
Dziś się ważyłam. 59,2kg. Nieźle. Potem założyłam obcisłą sukienkę. Biorąc pod uwagę co po tym działo się z G, wyglądałam naprawdę nieźle. Nie sterczy mi arbuz, tylko wałek. Biorę go. Podoba mi się. Niech zostanie. Jak nie potrafię się go pozbyć to niech siedzi.
Mam też mało apetyczne pytanie. Czy też miewacie ostrą biegunkę po biegu?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Przyszłam do was na chwilkę, bo jeszcze raz usłyszę "przygotuj mi na cito" to kogoś ugryzę!!!
Frey, doskonale cię rozumiem. I nic nie umiem doradzić. Sama gonię swój ogon i nic z tego nie wynika. Tylko ja zdecydowanie mniej się ruszam. Ale co mam zrobić kiedy boli? Uszy do góry. Tulę.
I marudź ile masz potrzebę. Przecież po to jesteśmy.
Shin, ja nie wiem co o czym mówisz. Nie mam tak. W ogóle to ja raczej nie miewam żadnych rewelacji żołądkowo-jelitkowych. Mój organizm jest niezniszczalny i aż się zastanawiam czy jest coś co mogłoby mi zaszkodzić? Nawet na mleko już nie reaguję źle. Nie wiem, czy mam coś czego nie mogę jeść przed bieganiem. Nie jem strączków, ale z powodu ciężkości żołądka a nie z powodu biegunek. Czasem aż nie mogę uwierzyć, jak piszesz o swoich przygodach na trasie po czymś tam :mdr: Mnie to nie dotyczy.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
mhm. Czyli umieranie w WC po biegu to moja domena, eh...
Frey, tak sobie myślę, że to, że waga wraca musi być spowodowane czymś. Zjedzeniem loda, którego nie powinnaś zjeść, nawet jeśli myślisz, że spalisz na treningu, albo małą paczką czipsów, tłumacząc sobie, że przecież spalisz. Może spalisz, a może nie. Na pewno nie schudniesz od tego. W najlepszym razie utrzymasz wagę. Ale to zniechęca, bo pracujesz nad swoim ciałem a tu żadnego efektu. Rozumiem, że waga spada powoli. Jak jeszcze miałam hormony w Hiszpanii, to będąc na dukanie walczyłam o 0,2 - 0,4 kg tygodniowo. Ja wiem, że są ludzie, którzy gubią kilogram tygodniowo. Ja się cieszyłam jak było 0,2 w dół. Nie poddawaj się. Bo idzie super, opuchlizna schodzi i kiedy zaczyna być ciężej, bo ciało walczy ze spadkiem kalorii, to jest to najgorszy moment jaki tylko może być do poddania się. Jak ci się włącza odkurzacz, to zrób jakąś potrawkę warzywną, niskokaloryczną i wpierdzielaj tą potrawkę. A jak chce ci się deseru, to zrób deser białkowy i miej zawsze pod ręką. Jak masz chęć na coś, na granicy głodu, bo za godzinę obiad, to już jest za późno. Zjedz ociupiknę czegoś. Orzechy, albo ogórka zielonego. A najlepiej kiszonego. Kiszonki cudownie ograniczają łaknienie a mają niski IG i mało kalorii. Wpierdzielaj kiszonki! Ale to w ostateczności. Najgorsze co może być to jedzenie co chwilę po trochu.
Włącza ci się odkurzacz, bo wg mnie, to jest właśnie ten moment, kiedy ciało nie dostawało np słodkości, albo białej mąki, albo czegoś innego od czego się uzależniło i to jest ten moment, kiedy odwyk jest niezbędny! Nie możesz pozwolić sobie na odkurzacz w sobie. Musisz go zwalczyć. A najlepiej jedzeniem czegoś co ci nie zaszkodzi. Polecam smak gorzki lub kwaśny. Kup sobie ulubione śledzie i w razie napadu zjeść kwaśnego śledzia (w occie). Jak głód chwyci przed snem, to taki jeden śledź też jest super. Albo jaja gotowane. Jedno jajo bez niczego zjedzone też super blokuje głód i zniechęca do ciągot niedobrych rzeczy.
Moje ciało znalazło na mnie sposób. Teraz, jak dlugo nie jem słodkiego, to mam takie sny, że aż się w nich męczę! Całe stoły ciast, tortów, ciasteczek itd. A jak chce mi się tłuszczu i białka (co akurat rozumiem) to mam sny o stołach pełnych pieczonego mięsiwa. Tego akurat słucham. Zwiększam wtedy białko w diecie + tłuszcze, ale staram się nie łączyć tego z nadmiarowymi węglami.
Nie potrafię walczyć z tymi snami.
Ale walka wciąż trwa.
Wczoraj oparłam się zjedzeniu ciepłej czekolady. ALE MI SIĘ CHCIAŁO!!!!!!!!!!!!!!!!! W zamian, wytłymaczyłam ciału, że zjemy owoce pod pierzynką, które są w domu. ..... Niestety dokupiłam do tego lody.... I nie mogę powiedzieć, że nie potrafię się oprzeć słodyczom z powodu snów. Potrafię. Mogę. Ale najwyraźniej nie chcę.
Przejdź detoks słodyczowy. Chyba, że to nie one są twoją zmorą.
Jeśli w dni odkurzaczowe zjadasz inne rzeczy (czyli to co jest w lodówce) to chociaż postaraj się, aby nie było tam za dużo białego pieczywa. Ani owoców. Nawet jakbyś miała zjeść całe awokado (samo), albo kostkę sera pleśniowego, to niech to będzie bez chleba, ewentualnie z sałatką.
U mnie też działa świetnie puszka tuńczyka w sosie własnym. Staram się, aby zawsze była w domu. Potem wrzucam do miski co mam pod ręką i zjadam górę takiej sałatki. Bez chleba. Wtedy śmiało można dać jakiś tłuszcz.
Wiem, że to wszystko wiesz, mam wrażenie, że bez sensu to piszę. Tylko przypominam.
Ja upadam z tym moim brzuchem, bo np najadam się przed snem (2h przed to dla mnie za mała przerwa), albo najadam się po brzegi. Albo zjadam słodkość. Jedna słodkość burzy nie czyni, ale rozregulowuje proces chudnięcia i wzmaga apetyt. Zwłaszcza słodkość zjedzona po jedzeniu! Jak się zje słodkość po jedzeniu normalnym, to ciało momentalnie to co ma z obiadu przerabia na tłuszcz, na potem, bo to się trudniej trawi, a bierze się za trawienie słodkości, bo to szybko i łatwo. I skacze insulina, i pomimo tego, że w brzuchu dalej jedzenie niestrawione bulgocze, to człowiek głodny i szuka coś do zjedzenia. Zamiast po 3-4h, to szuka po godzinie.
Mało tego, jak ciało dostaje tak łatwo cukry proste, to po co ma się męczyć pozyskiwać energię z tłuszczu? Po co czerpać z zapasów, skoro dostaje cukry proste? Jedyne co rozumiem, to zjedzenie słodkości przed treningiem i po. Ale trenieng, niech trwa godzinę. Wg mnie, błagam, nie zabijcie mnie za to, ale pół h biegu, siłki -czegokolwiek, to nie jest powód do tego, aby zjeść słodkość. TO jest idealny moment, aby zjeść normalne, zbilansowane jedzenie (więcej białka, albo węgli złożonych), ale nie słodkość. Przez pół h spalimy 200-400kacl. A słodkość da nam 50-100-200kcal. Dla mnie to wygląda tak, że po wuj ćwiczę, skoro naddatku miałam tylko 200kcal? Pół h dla 200kcal? Mogę tak funkcjonować jeśli nie chcę gubić tłuszczu. Wtedy ok. To zrozumiałe. Ale nie wtedy gdy idę na redukcję.
I w kwestii nabiału.
Mój znajomy zaczął liczyć kalorie. Chyba o tym mówiłam. Przestał chudnąć jak się przestawił z ryb na nabiał. Sprawdził to już. NIe je mięsa czerwonego czy białego. Spróbuj. Albo przeżuć się na proszkowe białko. Zjadasz 1g na 1kg ciała? Dla mnie to zawsze działa cudownie, gdy parę dni wcześniej przesadziłam.
Ja wiem, że vegenerat nie je tyle białka, ale on robi tyle kilometrów, że kurde cud, że ma jeszcze jakieś ciało na tych kościach.
Eh. aż zgłodniałam pisząc o jedzeniu. Lecę.
Proszę mi się nie poddawać. Poluzować ciutkę, ale zdrowo. Żadnego śmieciowo-słodkiego jedzenia!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Zanim zacznę czytać to wrzucam przepis:
Brownie:
Suche składniki:
- 1,5 szkl. mąki (ja dałam dwie pełne na tortownicę)
- 3 łyżki gorzkiego kakao
- 2 szkl. cukru (cholernie dużo ale ja dałam przy większej ilości mąki niecałe 1,5 szkl i jest i tak mocno słodkie więc może moznma jeszcze uciąć)
- 1 łyżeczka sody
- szczypta soli
- cukier waniliowy (nie miałam dałam trochę cynamonu)
Mokre składniki:
- 3 łyżki oleju/oliwy
- 1 szkl. wody (dałam jeszcze odrobinę mleka sojowego bo gęste było - więcej mąki)
- 1 łyżeczka octu
W misce mieszamy suche składniki, dodajemy mokre, miksujemy na gładką masę. Na wysmarowaną oliwą tortownicę (lub inną formę) wylewamy masę. W przepisie jest piec 40 min w 170 st. ja piekłam ok. 50 min bo było wilgotne w środku jeszcze. Ostatnie 10 min na termoobiegu.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin ja też mam często problemy jelitowe. Ostatnio jak biegłam z J to musielismy usiąść na parę minut na trawie bo myślałam że mi skręci jelita i wrócę z brudnymi nogawkami. Najgorsze, że w domu niewiele się dzieje w toalecie ale za to też z bólem. Wiem, że nie służy mi nabiał w połaczeniu z tłuszczem czy cukrem (lody!). Czasem jest mi źle po strączkach ale to bardziej czuję ociężałość w brzuchu. A tak do końca to nie wiem po czym pojawia się jeszcze a czasem pojawia się niezależnie od jedzenie. Swojego czasu często się zdarzało kiedy zaczynałam robić tempówki. Kiedyś czytałam artykuł że odpowiedzialny jest za to dopływ dużej ilości krwi do naczyń w układzie trawiennym podczas biegu . I wtedy coś tam się dzieje nie pamiętam dokładnie czy jelita wtedy bardziej pracują czy jakiś nacisk jest na nie większy przez przepływającą krew?
W każdym bądź razie teraz nie biegam szybko to i rzadziej mam takie rewolucje. Ale raz musiałam się ratować w krzakach na długim wybieganiu ostatnią chusteczką.
Zastanawiam się też czy częściowo hormony nie mają wpływu np adrenalina. Bo jak planuję w domu wyjście na bieg to czuję że mam wyrzut adrenaliny i parę minut później muszę jeszcze kibelek zaliczyć przed wyjściem.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No same widzicie, że ze mnie doopa (za przeproszeniem) nie biegacz. Nawet porządnej biegowej biegunki nie umiem mieć :out:
Miałam piec to brownie, ale w sumie jednak lepiej nie. Bo zeżarłabym całe sama. Lepiej nie kusić losu. Zjem ogórka.
Dzisiaj chciałam zetrzeć kurz z okna, gdzie stoją moje zioły. Jak ruszyłam doniczką bazylii to w powietrze wzleciały takie maluteńkie białe muszki. Pierwszy raz takie widziałam. Na listkach ziół było ich sporo. Kurde! Wywaliłam moje piękne krzaczory. Co miałam zrobić. Ale skąd się to cholerstwo wzięło? I tak nagle? Przecież ich nie było wcześniej.
Aaaa, jeszcze sobie przypomniałam, że u Ciebie Frey nie do końca wszystko ok z TSH było. Nie pamiętam ile miałaś, ale niby w normie a jednak wysoko. Ja mam 1,12. Pamiętam, że byłaś zdziwiona, że mamy z Shin takie małe. Miałaś iść zrobić dodatkowe testy. Byłaś? Nie byłaś?
A odnośnie słodkości to ja właśnie zawsze słyszałam, żeby słodkie jeść jako element większego posiłku, a nie jako samodzielny posiłek. Właśnie dlatego, żeby ograniczyć reakcję insulinową organizmu. Tzn. że słodkie jedzone np. z obiadem nie powoduje takiego wielkiego wyrzutu insuliny poniewż liczy się ładunek glikemiczny (ładunek, nie indeks) całego posiłku. Ta sama zasada, ktora mówi, że owoce + orzechy.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Napisałam się dużo ale skasowałam bo zbyt chaotyczne...
W kwestii jedzenioodkrzucza - taki odkurzacz włącza mi się w dwóch przypadkach: albo zrobi się nagle bardzo zimno albo jestem 2-3 przed @. Tylko za każdym razem inaczej reaguję. Jak zimno to po prostu chce mi się tłuszczu albo mam ochotę na wieksze porcje. Ok. Po prostu muszę mieć oko by nie przesadzić z tą ilością. Przed @ za to mam ochotę na słodycze zagryzane ostrością. Tu już się muszę mocno pilnować. Ostatnio zjadłam popcorn w domu i przegryzłam sorbetem z malin. Tylko tyle i aż tyle.
Pomaga większa ilość wody.
To nie jest tak, że pochłaniam wszystko co mam w zasięgu ręki.
To nawet nie o to chodzi.
Wiem, że jestem słodyczocholikiem. I muszę to traktować jak każdy inny nałóg. Po prostu. Dlatego mam ten swój zeszyt i mogę na kolorowo odznaczać sobie, że było ok. Albo że nie było ok. Wiem, że jak zjem słodycz to jest 90 % prawdopodobieństwa że mogę popłynąć. Ok. Jak nie jem to nie czuję potrzeby.
Ale czasem dzieje się coś takiego, że wysiada mi psychika.
Jeżdżę do pracy z plecakiem w którym są pudełeczka, termos itp.
Mogłabym pewnie śmiało powiedzieć, że dla większości moich znajomych z pracy jestem wzorem jak powinno się jeść.
Nie jem gotowych kanapek z piekarni równocześnie pisząc np na kompie, nie korzystam z automatu ze słodyczami który stoi tusz obok naszych drzwi, odmawiam kiedy koleżanki przynoszą drożdżówki... bo mam swoje pudełeczka, swoje musli, swoje smoothie i swoją sałatkę z kaszą.
Czasem się zdarza, że jest jakaś wielka okazja i ktoś nas prosi na poczęstunek na świetlicę i wtedy głupio siedzieć z pustym talerzem. Jem wtedy kawałek ciasta ale w zamian za inny posiłek jaki mam ze sobą.
Czasem się zdarza, że nie mam nawet czasu zjeść wszystkiego w pracy bo z pudełkiem sałatki nie da się siedzieć i równocześnie jeść i pracować (tak jak to można zrobić z kanapką).
Ostatni miesiąc. Zaczęłam jeździć do pracy na rowerze. To jest dziennie 1 godzina ok 400 kcal. Tygodniowo 5 godzin. Codzienne podjazdy pod górę w pracy i codzienne zmagania z wiatrem nad rzeką. Może się mylę ale wydaje mi się, że normalnemu człowiekowi już samo to powinno dać przynajmniej te 0,5 kg tygodniowo mniej.
Nie jem więcej, zaznaczam, niż przed rowerem.
W pierwszym tygodniu waga spadła 2 kg. W drugim spokojnie wróciła z powrotem,, w trzecim była bez zmian. W czwartym w połowie przestałam się ważyć i dopadło mnie zniechęcenie. Co nie znaczy że zrezygnowałam.
Po prostu zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem tym zmęczona.
Prawie 2 godziny dziennie ruchu i poza spłaszczeniem brzucha żadnej zmiany.
Za to cholerne zmęczenie i ból wszystkiego. I depresja.
Zawsze to samo. Zawsze sobie odmawiasz, patrzysz jak inni bezkarnie używają i nic się nie dzieje im złego z ciałem.
A Ty chcesz po prostu normalnie żyć. Normalnie iść w niedzielę na spacer z dzieckiem i zjeść lody a nie tylko patrzeć jak je dziecko. Zrobić sobie dobrze ale nie kosztem czegoś.
Przecież kiedyś to działało. Dlaczego nie działa teraz?
Przeglądam notatki i kiedyś pozwalałam sobie na znacznie więcej. I nic się złego nie działo.
To dlaczego teraz się dzieje?
Białko, ja wiem, że może mam mało w diecie. Ale moje ciało nie reaguje dobrze na białko. Ja nie potrafię jeść więcej białka. Mdli mnie po białku. Nie mogę jajek bo mam po nich alergię a po twarogu i mleku mnie mdli. Jedynie jogurt jakoś wchodzi, to jem do musli, ale nie za dużo żeby brzuch nie puchł. Poza tym po większej ilości białka mam problem w kibelku. Z serem żółtym i pleśniowym ostrożnie bo to tłuste.
Proszek ostatecznie ale tak strasznie go nie lubię. Śledzi nie chcę jeść. Jak już to wolę wędzoną chociaż mam wstręt ostatnio do mięsa w ogóle. To jadłam bób i cieciorkę. I fasolkę szparagową.
Ja naprawdę nie mam czasu na liczenie kalorii. Robię to wyrywkowo. +/- 1800 kcal.
Ale staram się przynajmniej zapisywać w zeszycie wszystko co jem. Żeby widzieć ewentualne błędy.
I nie mam więcej pomysłów co jeszcze mogłabym robić, poza tym żeby dalej robić to co robię i wpajać sobie w głowie, że jest dobrze.
Moje TSH i inne były w normie dla wieku. 2,4 a górna granica 4,8.
A, w poniedziałek w Lidlu mają być rzeczy biegowe.
Fajne koszulki widziałam w ofercie. I koniecznie muszę kupić 2 nowe staniki bo moje śmierdzą już na potęgę. I spodenki krótkie też fajne mają być.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
No same widzicie, że ze mnie doopa (za przeproszeniem) nie biegacz. Nawet porządnej biegowej biegunki nie umiem mieć :out:
:D:D::D O matko z córką! :D
Nie mam pojęcia co z muszkami. Czasem się u mnie zjawią ale nie za dużo. Ja się nimi nie przejmuję. Myję dokładniej listki przed użyciem, potem znikają. Ale raz na jakiś czas mają wpływ na listki, wtedy ze smutkiem wyrzucam.
Cytat:
A odnośnie słodkości to ja właśnie zawsze słyszałam, żeby słodkie jeść jako element większego posiłku, a nie jako samodzielny posiłek. Właśnie dlatego, żeby ograniczyć reakcję insulinową organizmu. Tzn. że słodkie jedzone np. z obiadem nie powoduje takiego wielkiego wyrzutu insuliny poniewż liczy się ładunek glikemiczny (ładunek, nie indeks) całego posiłku. Ta sama zasada, ktora mówi, że owoce + orzechy.
Tak i nie. Bardziej nie.
Lepszym pomysłem jest zjedzenie deseru przed daniem głównym :D Bo wtedy ciało zdąży strawić cukier i na spokojnie poradzi sobie z obiadem. Chodzi o enzymy i kolejność ich uwalniania. IG nie wyrówna się, jeśli zjemy deser po obiedzie, bo w mega większości wypadków, IG obiadu i tak jest już wysoki. Sprawdź u siebie co lepiej działa. Deser, jeśli po obiedzie, to najlepiej zjeść co najmniej GODZINĘ po obiedzie. Wtedy większa szansa, że nic się nie odłoży, bo proces trawienny już fajnie sobie rabi i nic się nie zaburzy, albo w zbyt małym stopniu.
U mnie to tak właśnie działa.
Np teraz jestem objedzona jak bonk. I na pewno zaraz zjem mega porcję lodów. A potem będę miała biegunkę. I mi się odłoży. Chyba, że uratuje mnie jeszcze bieg i spalenie ponad tysiaka ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nienienie, ja nie będę niczego na sobie sprawdzać. Tak będzie bezpieczniej :he: Boję się, że moja praca badawcza mogłaby się zakończyć +5 kg w pupsonie :he:
A muszki mnie przestraszyły bo nie chciałabym żeby mi się rozeszły po kuchni. Zioły mam na parapecie przy kuchennym oknie. Gdybym miała na balkonie to luz. Ale ja mam balkon bardzo wietrzny i żadne doniczki mi się nie utrzymają. No chyba, żeby się znalazł jakiś mężczyzna, który mi założy osłonę na barierke balkonową. Już nawet kiedyś pytałam J i mówił co mam kupić w Castroamie, żeby zrobić taką osłonę jak macie u siebie. Ale już nie pamiętam, a nawet jak kupię to sama nie założę.
Kurde, nawet nie wiecie jakim luksusem jest możliwość umycia włosów!!! Ja od czwartowego zabiegu nie myję bo nie wolno. Muszę wytrzymać do jutra wieczór. I biegać też nie mogę bo sól od potu może zaszkodzić. Jutro pobiegam i wykąpię czuprynę. Już się nie mogę doczekać efektu. Póki co wyglądam jak wylizany przez krowę z pastwiska włóczykij :he:
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Frey, jakby co, to u mnie nie jest normalne, że jem tyle kalorii i słodkości i prawie się to na mnie nie odbija. Wiesz ile jem, wiesz, że ilościowo jest to dużo. Ale to nie do końca jest normalne. Mam niskie tsh. To podbija mój metabolizm.
Ej, Frey! Ale ja właśnie o tym mówię! Twój brzuch się spłaszczył! To, że reszta nie opadła jeszcze to dlatego, że ty jesteś gruszka! Dlatego tobie najpierw spada brzuch! Wyrzuć tą przeklętą wagę! Możliwe, że nabrałaś wody z powodu przetrenowania i przed @. Duszo! Wszystko idzie ku dobremu! Weź się nie poddawaj! Przecież przy twoim trybie treningowym, twoja waga właśnie spadać nie powinna i nie będzie! Poza tym, możliwe, że skoro białka trochę za mało, to ci puchną, bo przecież pracujesz nimi!!! Odpocznij parę dni. Odpocznij i nie poddawaj się. I ustal sobie jeden dzień czita. Zasługujesz na niego. Wtedy idziesz z synkiem i razem z nim jesz pysznego loda, a nawet i dwa! Bo to dzień czutowy i możesz.
Rozumiem ten smutek w głowie. Ale on jest niepotrzebny. Naprawdę, nie ma potrzeby być. Odpocznij teraz. I wróć.
Co do białka. Kurczę. Tak jak wcześniej uważałam, że to trochę przesada z tym białkiem, tak teraz uważam, że trochę racji tu jest. Wystarczą mi dwa dni w tygodniu ze zwiększoną ilością białka i czuję różnicę. Dwa razy w tygodniu. Ja wiem, że te trzy miesiące powrotu do mięsa nie wpłynęły dobrze na moją psychikę, ani na prędkość. Ale świetnie na moje mięśnie. Więc teraz, skoro jest tyle dobrych owoców, robię koktajle białkowe (z soi). Średnie, ale jako jedyne zjadliwe. Bo na samej wodzie, albo mleku sojowym, nie daję rady.
Tylko dzięki temu, że jadam ryby, to taki białkowy koktajl robię raz w tygodniu. Naprawdę dobrze mi robi.
Jak mam sen, gdzie stoły uginają się od mięsiwa, to wiem, że białka za mało i przegapiłam "dokarmianie mięśni".
Jeśli nie ryby, nie jajka, nie proszek, to zostają już tylko strączki. Choć one mają mało i trzeba sporo ich jeść. A może białko w proszku przemyć sobie w batonach? Omletach z owocami? Kurczę. Przyznaję, że czasem zdarza mi się zjeść nawet 4 jaja w ciągu jednego dnia. Ale tylko te jedne. Żadne inne. Może znajdź takie, które cię nie uczulą? Uwaga, niektóre ekologiczne też mnie uczulają ;) To przez witaminy, którymi karmione są kury. Tak myślę...
Mój naljepszy omlet na świecie białkowy to: 2 jaja + puszka tuńczyka w sosie własnym i około 4-5 łyżek soczewicy. Ciutka mąki (nie jest niezbędna, ale wtedy przyda się szeroka łopatka) i przyprawy. Pyszne. Na to kładę zielsko, pomidora, ogórka... co tam mam. Ale jakby omleta zrobić "na słodko" z proszkiem białkowym i z owocami i orzechami?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
hahahaha :D No, ja bym po 4 dniach nie mycia głowy wyglądała podobnie! Choć pewnie gorzej ;) Już jutro! Już niedługo! Przyślij zdjęcie!!!
eh, dziewczyny, pobiegłam!
Pomyliłam dni w planie, ale akurat myślę, że to dobrze ;) Bo jutro będzie upał, a i tak nie dałabym rady biec jeden dzień po drugim (bo tak mam w planie. I raczej go słuchać nie będę. No, może sprawdzę raz czy to dla mnie. Ale wątpię). No i zrobiłam przez pomyłkę jutrzejszy trening. I dobrze.
Przyznam, że miałam wątpliwości. Ja naprawdę dawno nie biegłam takiego dystansu. A 15km to ostatnio biegłam jak był Poznań. To jest kupa czasu! A od tamtej pory to raczej krótsze odcinki. I często bez jakichkolwiek akcentów mocniejszych.
Przed wczoraj przebiegłam 10km i to wcale nie było dla mnie lekkie. I dziś, po 11km zaczęły boleć mnie mięśnie. Znaczy się, nie tak jakoś bardzo, po prostu poczułam, że biegnę i generalnie mam już dość. No ale, postanowiłam biec daleko ile się da, aby nie mieć wyboru i wrócić nawet jeśli będę musiała iść. Ale nie musiałam. Dopiero w okolicach 16km to zmęczenie mięśniowe przeszło. Totalnie. Mogłam biec dalej i nawet przyspieszyć. Muszę zacząć rozciągać biodro, bo lewa strona mi nawala i przechodzi na kolano. No. Dobrze.
Odpoczęłam, wiecie? Ostatnie moje treningi były bardzo lekkie. 6-7km bez górek, bez zrywu, schodzenie jak mi już się nie chciało. To było dla mnie ważne. Odpoczęłam. Nie mam już zniechęcenia jak zakładam buty biegowe. To było dla mnie ważne. I ta górka w u TeDe. Ufff. Czuję ulgę. Wielką. Moje ciało miało dość. Głowa też. Już dołożenie sobie tabatę i rower było genialnym dla mnie posunięciem. Bo był ruch i nie było presji na bieganie.
Odpływanie krwi z jelit mówisz? No to na to nic nie poradzę. Jedyne co, to nie przesadzać z zapełnianiem jelit i nie jeść tego czego nie mogę.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie no, zdjęcie niepotrzebne bo nie ma zmiany jakiejś spektakularnej. Po prostu włosy są odżywione, odbudowane i proste w obsłudze. O to mi chodzi przed wyjazdem i na co dzień.
Ale się wczoraj ściorałam. Ale tak mnie coś kręciło w duszy, że umierałam, oddychałam ogniem ale ciągle przyspieszałam. Potem w domu nie miałam siły podnieść rąk, żeby umyć włosy.
Kupiłam hokkaidkę i zjadłyśmy wczoraj. Jeszcze trochę za wcześnie bo była mało dojrzała i nie tak słodka jak powinna. Ale pożarłam ze smakiem. Mam jeszcze pół w lodówce.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
super Niobe, naprawdę! Uwielbiam twoją psiową trasę:D W taki gorąc! Ja dziś powinnam potruchtać, ale chyba nie dam rady wydolnościowo. Moje serce nie lubi takiego gorąca. Ale jakby tak wieczorem spadł deszcz i się ochłodziło, to nie pogardziłabym.
Dziś weszłam na wagę.... 59,6kg :mdr:
A jak robiłaś dynię?
Ja dziś na obiad zrobię ser z makaronem, owocami i jogurtem/śmietaną. Ale to wersja dla chłopaków (gość), a ja zjem sam makaron z owocami i jogurtem.
Pół nocy dziś śniłam, że się rozciągam. Drugie pół, napinałam na jawie nogi próbując je naciągnąć.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Pieskową trasę zawsze biegnę z myślą o tobie :) Może dzisiaj pod wieczór zrobię powtórkę bo ma się zepsuć pogoda. Tylko chyba mi się nie chce :he:
Dynię po prostu ugotowałam na parze i polałam z olejem lnianym. Do tego ziemniaczki i jajko sadzone i już. Uwielbiam połączenie dyni i oleju lnianego! Olej jest lekko orzechowy, dyńka słodkawa. Pycha!
A mi się śniło, że zwolnili mnie z roboty. Potrzebuję urlopu. W dodatku moja Kota zaczęła śpiewać na ranem. Kurde, jest wysterylizowana przecież! Co ona odpier...?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
A ile Twoja kota ma? Miała już pierwszą ruję i kolejną? bo jesli tak to teraz może jeszcze czasami śpiewać. Moja stara kota, która była wysterylizowana trochę późno też czasem spiewa. To dlatego, że te hormony które wyprodukowała już zostają a kotki wcześnie wysterylizowane zanim dojrzeją nie dochodzą do tego etapu :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
No nasza Kota miała rujkę wiele razy. Ostatnio regularnie co kilka tygodni. Czyli to normalne. Ufff, bo już się zaczęłam martwić.
Śmiejemy się z córką, że mamy nie kota a koguta. Popłakałam się ze śmiechu jak młoda tłumaczyła Kocie "nie jesteś kogutkiem i nie musisz budzić całej wsi jak tylko słonko wstanie". A Kota patrzyła na nią takim mądrym wzrokiem... Myślałam, że się dogadały. Niestety :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Czy na was też pogoda działa jak lek nasenny? Kurde, a kawy ni ma :( bo w pracy nie mam ekspresu a innej nie lubię :(
Frey, do pracy biegiem? No proszę Cię! Super!
Coś nie mogę jeść. Normalnie mi w gardle rośnie i zatyka. Jakbym miała zwężony przełyk. Wczoraj zjadłam moje płatki na śniadanie, a w pracy kanapkę popijałam wodą, żeby przełknąć. W domu zrobiłam leczo z warzyw to jakoś zmęczyłam. Nie wiem czemu. Nie dobrze.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Czy na was też pogoda działa jak lek nasenny?
no właśnie nie!
Nie ta!
Sama nie wiem od czego to już zależy. Pada już od wielu godzin, ale zobacz, niebo jest jasne! Czasami wiszą takie ciężkie, ciemne chmury, a te są jasne i jest widno. Dla mnie jest idealnie. Nawet mogłabym pobiec z chęcią.
Cytat:
Frey, do pracy biegiem? No proszę Cię! Super!
co nie? Ta to ma pomysły i zacięcie na realizację :D
Cytat:
Coś nie mogę jeść. Normalnie mi w gardle rośnie i zatyka. Jakbym miała zwężony przełyk. Wczoraj zjadłam moje płatki na śniadanie, a w pracy kanapkę popijałam wodą, żeby przełknąć. W domu zrobiłam leczo z warzyw to jakoś zmęczyłam. Nie wiem czemu. Nie dobrze.
hm...
Myślisz, że to sprawa głowowa? Stres i inne takie? Dzień, dwa odpoczynku od jedzenia nie będzie tragedią. Ale dłużej to może mieć większe konsekwencje. Aby nie spowolnić metabolizmu, ale dać ciału odpocząć spróbuj przerzucić się na zupy krem, czy coś innego, ale lekko strawnego.
Aha, w kwestii zup. Chciałam powiedzieć, że te zupy, które znalazłaś, są naprawdę świetne. Zwłaszcza jeśli nie ma czasu ani możliwości na gotowanie a potrzebujesz coś zjeść. Soczewicowa smakuje mi najbardziej. Jedliśmy w górach (zawsze taniej niż pójść do restauracji). Na zimno też są świetne! I w zasadzie to tylko buraczkową jadłam na ciepło, a tak, to wszystkie na zimno (te upały co były dawały w kość...)
TeDe z ekipą nie przyjedzie na maraton. Daario miał okazję i pojechał na wakacje, więc grupa im się rozpadła. Ale my się dalej trzymamy, tak? Niobe, twój kręgosłup nie planuje żadnych niespodzianek? :D Powiedz mu, że go wygłaskam i wy-ojojam, jeśli będzie grzeczny :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, jak ja mam ochotę cię uściskać to nawet nie podejrzewasz!!! Za dobre wieści!!!
Ja się strasznie cieszę, że nie będzie ekipy TeDe! Jestem okropna, wiem. Z TeDe spotkałabym się z ogromną radością. I Fizią Pończoszanką też. Ale Daario... nic się nie zmieniło. Wolę go nie oglądać.
A my biegniemy! Jusi też jest dyspozycyjna? A co z weselem jej brata? Nie wyjeżdża? Kurde, bałam się, że nie będzie mogła pobiec z nami i nam się drużyna rozleci.
Ja mogę pobiec. Łatwo nie będzie, ale to krótkie odcinki, powinnam dać radę. Ale ale... ostatnio biegam za szybko i czuję jak się napinam. Muszę zwolnić. Na maratonie też nie pobiegnę szybko. Może być? mogę biec na ślimaka? Kurde, za szybko! Ale jakoś mnie niesie coś ze środka. Nie wiem co. Jak zaczynam truchtanko to z rozsądku powolutku. A potem samo się jakoś tak rozkręca. Widać to w międzyczasach. Gupol ze mnie. Nie mogę tak!
Frey, a ty kiedy przyjeżdżasz?
Nie wiem czemu tak mam z jedzeniem. Dzisiaj podobnie. Jem śliwki i pierwsze letnie jabłka. I ogórki. Mam jeszcze leczo to zjem jak wrócę z pracy.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
nic się nie przejmuj, możesz biec jak ślimak :) Tylko ten w skorupce, Maciuś, nie te ślimole bez skorupki :) To nie ma znaczenia z jaką prędkością. Ważne, że razem. Tak, tak, Jusi biegnie. Wesele jest jej pracownika, nie brata. Idzie na nie, ale ono jest w środku tygodnia i to wtedy, gdy jest wyprawa w góry. Więc ona też z plecakiem nie pochodzi. Kurczę. Strasznie szkoda, że was nie będzie :(
Oj tam, odpuść temu Daario. Niech spada na bambus. Nie chowaj się przed nim, bo nic złego nie zrobiłaś. Nie ma potrzeby się chować. A że on nie potrafił być facetem, to niech spada. Niech on się ukrywa i nie przychodzi-- o! hahaha, ale by były jaja, gdyby on pojechał na te wakacje właśnie z powodu ciebie, aby nie biec tego biegu :D No matko z córką! Jak dzieciaki normalnie! Usadzę was kiedyś w kozie i się ogarniecie, no!
Ostatnio oglądałam program, gdzie koleś mówił o metodach biegu. I było tam o tym, że jeśli biegnie się powoli, to jak najbardziej krok stopy powinien iść z pięty. Nie jak przy chodzeniu, wiadomo, ale z pięty. Dopiero przy większych prędkościach to palce i śródstopie. Może sprawdź jak stawiasz stopy, gdy przyspieszasz? Może to kwestia techniki, aby nie nadwyrężać pleców?
I jeszcze jedno, sprawdź czy ty się odbijasz przyspieszając, czy ciągniesz ciało za nogą. Przy tej drugiej metodzie mocniej pracują mięśnie pośladków i pleców. Zwłaszcza pleców.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja pierniczę, czy u Was też takie wichury i ulewy? Normalnie oknami trzaska jak nie wiem co...
Wczoraj mnie do pracy deszcz gonił ale uciekłam, popołudniu się przejaśniło ale dzisiaj .... leje calutki dzień.... I coraz mocniej wieje. Z moich kwiatków na balkonie niewiele zostało :-( Za to choinka ma się dobrze.
Dzisiaj się musiałam tłuc autobusem przez ten deszcz i słuchawki mi się zepsuły i byłam zmuszona z rana wysłuchiwać jak jakaś laska opowiada przez telefon historię życia, normalnie sprawozdanie... myślałam że oszaleję.... "...i wiesz co ja sobie wczoraj zrobiłam? nie uwierzysz! jajecznicę sobie zrobiłam! na kiełbasie! czujesz?...." - ŁAŁ! Ku*** nie wytrzymam psychicznie jak to się jutro powtórzy! Niech jeszcze zacznie opowiadać że miała wzdęcia labo okres to wysiądę i pójdę pieszo! :tuxout:
Ja pewnie przyjadę w piątek, jeszcze nie sprawdzałam pociągów. I tak będę jechać z Sosnowca to sobie sprawdzę już na miejscu.
A wiecie że ja też od dwóch dni mam problem z jedzeniem... mdli mnie... Nawet się wystraszyłam bo ktoś postraszył że znowu jakieś jelitówki grasują ale ogólnie ok. Dzisiaj zjadłam w pracy sałatkę którą sobie przywiozłam 2 dni temu hehehe... A na jutro jeszcze mi został termos ze smoothie.
Najchętniej jadłabym arbuzy ale dzisiaj u mnie w sklepie nie było ładnych.
Wczoraj nie miałam czasu i chęci na obiad, na szybko w havana juice wypiłam pyszny koktajl "wyzwolone awokado" a wieczorem w ramach nadrobienia posiłku zjadłam jajecznicę :)
Jutro będę drapać uszy ale co tam....
Dzisiaj sobie zrobiłam sałatkę grecką, całe popołudnie spałam jak nieprzytomna. Taki totalny dzień rest. Nie mam siły nawet czytać. Zaraz pójdę kontynuować spanie hehe.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ostatnimi czasy biegam tak, że wyłącza mi się myślenie i uważność całkiem. Nic nie pamiętam i nie kojarzę z technik biegu i oddychania i chyba nie jestem teraz w stanie tego kontrolować http://dieta.pl/grupy_wsparcia/images/smilies/he.gif.
Pogoda... no właśnie strasznie się zdziwiłam, że Shin chciała wczoraj biegać. Ale myślę - luz, w pracy przez okno widzę tylko ścianę i kawałek szarego nieba, to może nie widzę nic tak naprawdę. Może nie jest aż tak źle... A tu wychodzę z pracy i prawie mnie zmiotło ze schodów przed budynkiem, taki wiatr! No ja nie wiem jak Shin chciałaś biegać, a przecież mieszkasz jakieś 5 km od mojego biura. Inna strefa klimatyczna? :mdr:
Wiecie co... od jakiegoś czasu oglądam programy o ślubach. O organizowaniu, o wyborze sukien ślubnych, o tortach weselnych... Nie to, żebym jakoś miała presję na welon i obrączkę. Ale trochę mi smutno, że nie będę miała takiego zamieszania. I trochę zazdroszczę Frey, że ślub przed tobą. No wiem, ja już jeden miałam. Ale on nie był prawdziwy. I ja nie mam żadnych wspomnień z tamtego czasu. Nawet nie pamiętam jak kupowałam sukienkę. Mam ją gdzieś w domu rodzinnym i wiem, że była truskawkowa w kolorze i haftowana. Ale nie wiem już gdzie ją kupiłam, nie pamiętam momentu wyboru, kto ze mną był... nic. Ze ślubu najbardziej pamiętam panią z urzędu, która pomyliła eksa z moim kolegą Łukaszem i Łukiego złapała pod ramię, zapraszając do "przyszłej żony". I że ktoś z tyłu szepnął, że mam ładny tatuaż na plecach ale mogłam go schować na tę okazję. I że moja mama wierzyła, że najwyższe piętro tortu trzeba zamrozić i zjeść rok po ślubie z mężem, na szczęście. A ja go odmroziłam po kilku dniach i zjadłam sama bo był węgierski z wiśniami oblany białą czekoladą i mi się przyśnił więc musiałam go zjeść.
I jeszcze jak po weselu pojechaliśmy ze świadkami do naszych znajomych do pensjonatu nad jeziorem, i się strasznie pokłóciliśmy i eks rzucił obrączką i kazał mi zjeżdżać do tatusia.
I nic więcej.
I smutno mi, że szans na nowe lepsze wspomnienia żadnych.
No, to tak od czapy. Bez sensu.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
kurde, teraz dopiero widzę, że nie ma mojego dzisiejszego wpisu. Zjadło go czy co?
Autobus - zaśmiałabym się w środku z tej opowieści, ale przydarzyła mi się taka historia, gdzie ktoś napierdzielał przez telefon a ja zwyczajnie tego dnia chciałam ją zabić za każdy dźwięk jaki z siebie wydobywała... Więc się nie zaśmieję. Przykro mi, że cię to spotkało
Niobe, a żebyś wiedziała, że inna strefa klimatyczna! Odległość między nami to około 10-15km. A kolega wczoraj, który mieszka ode mnie jakieś 7km pytał czy u mnie też pada śnieg.... A u mnie piękny deszczyk padający pionowo. I widno. Żadnych ciężkich chmur. Zero wiatru.
Strasznie smutna opowieść weselna. To istotnie nie było prawdziwe. Ale wiesz, że to jeszcze może być przed tobą! Tylko dopuść człowieka do siebie! Jusi jutro ma kolejną randkę :D
Ja bym chyba umarła ze stresu jeśli miałabym mieć jakikolwiek klasyczny ślub z weselem. Ja jedyne co widziałam na tych kilku weselach, na których byłam, to że państwo młodzi byli masakrycznie umęczeni. I byliśmy na jednym, gdzie była znajoma G, którą też nie bawią takie rzeczy. W dniu ślubu uciekła na rowerze pojeździć po lesie. A na weselu uciekała do kąta, aby tylko nie musieć być z chmarą ludzi, gdzie każdy coś chce i czegoś oczekuje. I tekst pana młodego, że nie jest pewien czy dobrze zrobił....
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Hmmm..
Też jeden ślub mam za sobą... wrażenia, takie se.... nawet nie miałam sukienki tylko garnitur, ciemny, wyglądałam brzydko, byłam gruba, czułam się brzydko, fryzjerka mi spierdzieliła fryzurę, skromny obiad w domu i to wszystko..
Teraz, nie wiem może to są wrażenia związane ze wspomnieniami... na myśl o ślubie (choć to odległy termin jeszcze) mam gęsią skórkę, dreszcze i ogarnia mnie panika, najchętniej też pojechałabym gdzieś na rowerze albo pobiegła w las żeby uciec.... nie lubię takich imprez, nie kręcą mnie, źle się czuję w centrum zainteresowania....
Mimo, że to też nie będzie tradycyjny ślub tylko jakieś małe, skromne coś tam... już mi niedobrze na samą myśl.
I znowu ta świadomość, że nie wyglądam tak jak bym chciała, że nie mogę nic zmienić chociaż się staram...
Takie piękne sukienki ostatnio oglądałam. A to kompletnie nie na mój typ "urody", nie na moją sylwetkę.....
Dobra, koniec tematu bo już mi się płakać zachciało.....
Chyba źle spałam w nocy bo mi jakiś ból w kark wszedł, nie mogę swobodnie kręcić głową.
Muszę dzisiaj poćwiczyć po dwóch dniach resetu. Jak zdążę to wieczorem pobiegam. Tylko muszę wcześniej jechać po bilet na dworzec.
I posprzątać, i wyprać, i za prasowanie i pakowanie się zabrać..... matko!
Aha, mam w piątek pociąg chyba o 12 i jestem we Wrocławiu na 15.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
przeczytałam tekst blogerki. Ja wiem, że nam Siy o tym mówiła. I pamiętam też, że to co mówiła zupełnie nie zgadzało mi się z tym co działo się u mnie. Nie potrafię stwierdzić czy spalam mięśnie. Zwiększyłam ilość białka, bo poczułam, że potrzebuję. Tyłek mi się zrobił, łydki wyglądają super, uda również. Spalam te mięśnie czy nie? W cm mam tyle samo ile miałam 3 lata temu w łydkach i udach. Nawet w pupie, która teraz ma kształt.
A tłuszcz? No, brzuch jest taki jaki był. Raz większy raz mniejszy. Obecnie biodra i on sam, są bardziej zaokrąglone. Ale to też dlatego, że jem więcej i nie zawsze zdrowo.
Ja pamiętam to o spalanie tlenowe i beztlenowe. I przyznaję, że ja wciąż nie pamiętam co jest czym. No nie chce mi to wbić się do głowy. Jak rozumiem, cardio jest beztlenowe, a siłka tlenowa? A kiedy moje bieganie staje się beztlenowe? W którymś zakresie tętna?
Wczoraj zmusiłam się przed 23 do robienia mojej tabaty, bo biodro od jakiegoś czasu znowu daje o sobie znać. Już nie tylko przy bieganiu ale i przy chodzeniu. A najlepszy efekt rozciągania mam po tabacie. Przy pierwszej serii nawet się nie zmęczyłam za bardzo. W połowie drugiej zaczęłam coś czuć. Na koniec trzeciej nawet trochę potu spłynęło po twarzy. Powiedzcie mi, co mam teraz zrobić? Bardziej wymagające ćwiczenia do tabaty, czy zwiększyć ilość serii? U sports mamy trwało to prawie pół godziny, prawda? Tu tylko 13 min. Może następnym razem zobaczę czy zrobię to co było u niej :D Tylko tu mam przy okazji fajne ćwiczenia na pośladki, kolana i nogi.
Przynajmniej dziś biodro nie dokucza.
Za to, po przeczytaniu tego wpisu na blogu, pomyślałam, że może porzeźbię trochę to ciało? G chciałby kupić ławeczkę. Taką fajną. Trochę nie wiem jakie ćwiczenia ile serii i w ogóle, ale G powiedział, że znalazł fajny zestaw więc na pewno będziemy wiedzieli co i jak.
A w ogóle to jestem drugi dzień bez kawy. Byłabym trzeci, ale zapowiadała się w piątek bardzo długa noc więc o 20:00 wypiłam :D Spoko, dotrwałam do 2:00 nad ranem :) Czy tylko my tak z G umieramy od dwóch dni? (on został przy kawie, ale dziś uznał, że potrzebuje odwyku). Albo to ciśnienie jest do doopy, albo są skoki ciśnienia... Spałabym cały czas. A kawy mi się nie chce.
A gdzie Frey jedziesz teraz? Już zaczynasz wolne w tym tygodniu? Morze?
Ze stacji w piątek cię odbierzemy :)
Jak dojdzie do ślubu, to myślę, że najważniejsze jest zrobić go tak jak TY będziesz chciała. Żadnych ustępstw. Bo one powodują stres. I nie kładź wszystkiego na swoją głowę.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dziewczyny, boję się. Że coś się dzieje.
Przed chwilką wróciłam z biegania. Nie ma treningu na endo bo wpadłam w panikę i chyba coś nacisnełam i się nie zapisało.
Jadłam dzisiaj to co zwykle. Owsianka, pomidory z jogurtem, ziemniaczki z buraczkami i jajkiem, morele... nic specjalnego.
Poszłam pobiegać. Kolka od poczatku, po lewej stronie, dość mocna, ale biegłam pwolutku i myślę - spoko, rozbiegam.
Na piątym kilometrze musiałam się zatrzymać bo nie mogłam złapać oddechu i ścisneło mnie mocno w mostku. Stanęłam, ileś tam czasu i puściło. Doszłam spacerem do domu.
Teraz już mnie nic nie boli, ale mam problemy z przełykaniem. Nawet wody, tak jakbym miała wąsko w przełyku. Nie wiem, opuchniete, zwężone gardło? Ale nie boli. I głębszego oddechu nie mogę wziąć bo jakby mi brzuch nie działał... nie umiem tego określić. A pamiętacie, że w tygodniu miałam już problem z przełykaniem jedzenia.
Myślicie, że to groźne?
Nie wiem co robić.
Chciałam jeszcze o ślubach i o M. Ale nie teraz. Muszę się uspokoić.
Edit. I strasznie się pocę. Strasznie. W nocy mam takie uderzenia, że budzę się mokrusieńka. Podczas biegu normalnie leje się ze mnie. Teraz wyszłam spod prosznica i nagle jestem cała zlana potem, bez powodu. I w różnych sytuacjach nie wiem dlaczego zdarza mi się taki atak gorąca i pocenia się. Nie wiem czy to ma znaczenie.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Niobe, ja mam od dawna takie uderzenia gorąca, na przykład siedząc w pracy potrafią mnie złapać. W nocy kiedy inni śpią normalnie, ja jestem mokra, czasem muszę zmieniać piżamę/koszulkę... Też nie wiem czy to normalne ale tak jest i jakoś się przyzwyczaiłam.
A te Twoje reakcje nie są czasem spowodowane stresem? masz teraz jakiś bardziej napięty okres w pracy? Zaobserwuj czy na urlopie też tak będzie...
A może to pogoda? upał, parno, duszno.... nic nie sprzyja zwłaszcza aktywności fizycznej.
Kuźwa zła jestem na siebie że rano nie poszłam biegać :/
Może jeszcze teraz choć parę kilometrów jak Juniora połozę? wiem ,ze też powinnam wczesniej isc spać bo rano pobudka o 5 ale może jednak?
Morze? nie, niestety, na razie kierunek Sosnowiec.
Ale umówiłam się już z Siy, jestem ciekawa co u niej słychać...
Blogerkę przeczytam sobie w pociągu. Ale co do tlenowego i beztlenowego treningu... wszystkie siłowe, pilatesy, core są tlenowe. Tlenowe jest również bieganie spokojne kiedy swobodnie możesz rozmawiać. Spokojna jazda na rowerze, marsz. Każdy szybki bieg uniemozliwiający mówienie to już próg beztlenowy, tabata również nalezy do beztlenowych i wszelkie interwały w jakichkolwiek ćwiczeniach.
Ogólna zasada jest taka, że jesli nie masz pulsometru który określa Twoje progi to wyznacznikiem jest możliwość lub brak możliwości konwersacji :-) Tak w skrócie.
Nie wiem czy blogerka traktuje o spalaniu w tych progach - zgaduję, że coś tam jest na ten temat. Ale, jest juz wiele informacji mówiących że zarówno w treningu tlenowym czy beztlenowym spalamy tłuszcz, różnica tylko w którym momencie zaczynamy go spalać i jak długo to może trwać.
A propos tabaty/hiitów mam fajny zestaw na płycie, mogę zabrać to sobie np przegrasz jak Ci będzie pasował.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Freyra_77
Kuźwa zła jestem na siebie że rano nie poszłam biegać :/
Może jeszcze teraz choć parę kilometrów jak Juniora połozę? wiem ,ze też powinnam wczesniej isc spać bo rano pobudka o 5 ale może jednak?
no....ja też... Dziś miałam zrobić 20km..... Ale Jusi chciała się spotkać i choć była tylko na niedługo to tak jakoś się rozbiłam i nie pobiegłam wcale.... Grrr.... Wiecie, że ostatnio lepiej mi się biega w dzień? Najpóźniej o 16:00?
Pozdrów Siy koniecznie!
Cytat:
Ale co do tlenowego i beztlenowego treningu... wszystkie siłowe, pilatesy, core są tlenowe. Tlenowe jest również bieganie spokojne kiedy swobodnie możesz rozmawiać. Spokojna jazda na rowerze, marsz. Każdy szybki bieg uniemozliwiający mówienie to już próg beztlenowy, tabata również nalezy do beztlenowych i wszelkie interwały w jakichkolwiek ćwiczeniach.
Ogólna zasada jest taka, że jesli nie masz pulsometru który określa Twoje progi to wyznacznikiem jest możliwość lub brak możliwości konwersacji :-) Tak w skrócie.
Dobrze. To potrafię zapamiętać i zrozumieć. No to większość moich biegów jest w tlenowym.
Cytat:
że zarówno w treningu tlenowym czy beztlenowym spalamy tłuszcz, różnica tylko w którym momencie zaczynamy go spalać i jak długo to może trwać.
A! To pamiętam jak mówiła o tym Niobe. ok.
To teraz, dlaczego, ..., nie, ... kiedy spalamy sobie mięśnie? W beztlenowym? Czy to jednak bardziej skomplikowane?
Cytat:
A propos tabaty/hiitów mam fajny zestaw na płycie, mogę zabrać to sobie np przegrasz jak Ci będzie pasował.
Pewnie!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Też myślę, że to reakcja nerwicowa. Ale moja koleżanka powiedziała mi przed chwilką: "no wiesz... zawał serca rzadko kiedy kobiety zabija..." Nie jest mi do śmiechu. Muszę ciut zwolnić.
A może to po prostu menopauza? :out:
Co do ślubów. Kurde, ja nie chcę żadnego ślubu! Nie sądzę, żebym kiedyś tak zwariowała by zdecydować się na to ponownie. Nie wierzę w instytucję małżeństwa i już.
Ale. Mała Ania uważa, że to niesprawiedliwe, że ją to ominęło. Dlaczego inne dziewczyny mogą mieć, a Mała Ania nie miała. Nie zasłużyła? Na to, żeby Ktoś się oświadczył z miłości? To Mała Ania cierpi patrząc na te szczęśliwe panny młode pośrodku ślubnej zawieruchy. Nic na to nie poradzę. Dorosła Anna jest już okradziona ze złudzeń i wiary. I nie ma z tym problemu (chyba). A jej strach przez zaangażowaniem jest tak wielki, że hej! Wiemy to. Ale Mała Ania płacze. No.
Mat. W sobotę napisał mi smska z pytaniem czy mam jeszcze Kotę bo ma coś dla niej i mi to podrzuci. Ja konsekwentnie unikając spotkania powiedziałam, że nie, że dziękuję ale mój kot ma wszystko i że nie potrzeba. Zadzwonił, że zaraz wychodzi z domu i mam pół godziny na ubranie spodni jeśli nie chcę mu się pokazać nago. Przyjechał. Przywiózł drobiazg dla mnie (dla Koty nie). Wypił kawę, podgadał o diecie i o swoim za dużym (w jego ocenie) brzuszysku i o innych pierdołach. I pojechał.
Do sedna - pierwszy raz odkąd się znamy, od tylu lat, mi się sprzeciwił. Owszem, bywało wcześniej, że mnie ignorował w jakichś tam drobnych sytuacjach, ale nigdy nie zrobił nic wbrew mojej woli tak otwarcie! Podobało mi się :shock: :666:
Treningi.
Nie zgodzę się z Frey tylko w jednym. Siłowe to ćwiczenia beztlenowe. Z założenia i wg teorii. Ale pod warunkiem, że są wykonywane zgodnie ze sztuką. Czyli tak, że obciążenie jest maksymalne i pozwala na wykonanie maks. 8-12 powtórzeń w serii i na więcej po prostu nie ma siły. A po treningu trzęsą się kolana i mdli z wysiłku. Tak dobrana intensywność ćwiczenia odbywa się w strefie beztlenowej. Jeśli jest mniejsza intensywność i możemy swobodnie oddychać i gęgać to jest to ćwiczenie aerobowe. Ale jest wykonywanie nie tak jak powinno być przy założeniach treningu siłowego budującego masę mięśniową.
A spalaniem mięśni ja bym się nie przejmowała na naszym (moim i waszym też) poziomie. Myślę, że Arkadiusz Dwojga Imion biega z intensywnością wymagającą zastanowienia. Ale takie amatorskie bieganie 1 - 1,5 godziny nie czyni większych szkód w masie mięśniowej. Większe spustoszenie czynią diety źle zbilansowane, o kaloryczności poniżej PPM. U nas jest bieg, jest micha + regeneracja. Myślę, że wystarczy i nie ma się co doktoryzować.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Też myślę, że to reakcja nerwicowa. Ale moja koleżanka powiedziała mi przed chwilką: "no wiesz... zawał serca rzadko kiedy kobiety zabija..." Nie jest mi do śmiechu. Muszę ciut zwolnić.
A może to po prostu menopauza? :out:
na nią jeszcze ciut za wcześnie.
Z drugiej strony, miałaś różne problemy hormonalne, więc jest szansa. Nagłe napaści gorąca, pocenie się nadmierne i bez sensu, to tylko efekt różnych rzeczy. Może być menopauza, ale tak samo jest przy niedoczynności tarczycy (ja tak miałam i czasem jeszcze mnie dopadnie, zwłaszcza pocenie się bez sensu), a także przy problemach z jajnikami... W zasadzie przy wszystkim, gdzie udział biorą hormony. Przy problemach sercowych też ;) Każdych!
Cytat:
Co do ślubów. Kurde, ja nie chcę żadnego ślubu! Nie sądzę, żebym kiedyś tak zwariowała by zdecydować się na to ponownie. Nie wierzę w instytucję małżeństwa i już.
Ale. Mała Ania uważa, że to niesprawiedliwe, że ją to ominęło.
Jest szansa, że ten cały strach przed zaangażowaniem jest dlatego, że mała Ania nie dostała tego czego chciała. Bo jeśli to ma wyglądać tak jak wyglądało, to dorosła Ania mówi: STOP. Ale wiesz, teraz jesteś dorosła i to może wyglądać dokładnie tak jakby chciała Ania. I to nie jest nic złego. To jest najwyraźniej jakaś ważna jej potrzeba, która chce być zaspokojona. Czasem takie zaspokojenie, daje uzdrowienie dorosłej osobie.
Wiecie, ten mój fioł nt osobistego kubeczka kawowego też się skądś wziął.
I już mi przeszło.
Ale Mała Ja się cieszy i czuje się uwolniona od smutku, który był wcześniej.
Nic złego się nie stanie, jeśli ponownie założysz sukienkę, którą byś chciała i będziesz królewną na pięknym balu.
Mat. - nooo, może wreszcie wyszedł spod pantofla i zaczął być sobą. Niektórzy chłopcy dorastają później ;)
Treningi.
Cytat:
Ale takie amatorskie bieganie 1 - 1,5 godziny nie czyni większych szkód w masie mięśniowej. Większe spustoszenie czynią diety źle zbilansowane, o kaloryczności poniżej PPM. U nas jest bieg, jest micha + regeneracja. Myślę, że wystarczy i nie ma się co doktoryzować.
no właśnie też sobie tak główkowałam! Poza tym, po to dostarczamy cukra po treningu, aby mięśnie się nie spalały. Potem białko dla regeneracji i węgle dla kumulacji w nich. Czasem ktoś po prostu coś chlapnie i znowu mi się o tym myśli włączają.
U Justki na siłce jest jedna babeczka, która przez zimę ładnie schudła. Nadal jest spora, ale nie jest już WIELKA i stała się twarzą tej siłowni :) I ona nic więcej nie robi jak właśnie siłkę. Lekarze jej powiedzieli, że ona już nie schudnie nigdy bo ma mega problemy z hormonami, ale ta się zawzięła. Je normalnie, odstawiła tylko słodycze i chodzi na siłkę 3x w tyg. Znajoma jedna też zaczęła ćwiczyć siłowo. Narazie bez efektów, ale 3x w tyg jedzie z hantlami przed telewizorem :)
Dziś też słuchałam fajnego programu o sterydach. I tam koleś stwierdził, że sterydy blokują wytwarzanie się kortyzolu, który powoduje "zjadanie" mięśni i spowolnienie metabolizmu. Mnie stresuje tylko jeden rodzaj biegu - długie. Zamiast myśleć o pójściu na bieg powinnam zwyczajnie założyć buty i iść biegać. Bo inaczej, co z tego, że zapotrzebowanie organizmu to 2000kcal skoro z powodu kortyzolu i całej masy pierdół, to się odłoży.
A dobra, przepraszam, że ja znowu do tego tematu. Postaram się już tego nie ruszać.
Bo puentą tego wszystkiego jest to, aby się nie stresować. A tego to ja chyba nie umiem..... Ani biegiem długim, ani życiem dookoła. No nie umiem.