-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Ale dlaczego Justka tak powiedziała o Darku? Chyba nie rozumiem.
Wiesz co? Nie wiem. Próbowałam zrozumieć to co do mnie mówiła, ale nie potrafiłam. Dwa razy pytałam i chyba nie zrozumiałam jej tłumaczenia. Ja chyba się nie znam. Może można uznać moje rozumowanie za naiwne, głupie, bo się nie znam... No nie znam się.
Nie ważne. Pamiętaj, że bez mrugnięcia okiem jestem z tobą. Jakąkolwiek linię
Cytat:
To, że mnie to zasmuciło jest absurdalne. Rozsądny człowiek by na to nie wpadł.
właśnie o to Justce chodziło. Bo przyjechał z nią. Uważała, że najpierw rezygnuje "bo coś" (nie wiem czemu uznała, że to on zrezygnował), a potem ma czelność przyjeżdżać z tamtą. Justka uznała, że ten smutek abstrakcyjności jest realny i należy okazać mu wyraz! [/QUOTE]
... dokończę potem, teraz awaria, muszę lecieć! 5 ciastków zjedzona! SĄ BOSKIE!!!! Opowiem potem! To nie ZUO. Wszystko pod kontrolą!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
właśnie o to Justce chodziło. Bo przyjechał z nią. Uważała, że najpierw rezygnuje "bo coś" (nie wiem czemu uznała, że to on zrezygnował), a potem ma czelność przyjeżdżać z tamtą. Justka uznała, że ten smutek abstrakcyjności jest realny i należy okazać mu wyraz!
Ojeju, no bo to on zrezygnował. Ale wtedy to był maj. A teraz jest listopad. Czas płynie, wszystko się zmienia. Teraz jest listopad.
A poza tym, jak sobie przypomnę jak bardzo zablokowana byłam przed nim wtedy, gdy był kwiecień i wtedy, gdy był maj. Pamiętasz te wszystkie nasze mijanki w górach? Wtedy była okazja, żeby zdarzyło się WSZYSTKO a zdarzyło się NIC. I to nie była jego wina.
I jeszcze wcześniej, kiedy chciał przyjechać, gdy była Frey u nas. A ja powiedziałam NIE. Bo Frey (cudna wymówka, akurat pasowało).
Jak mogę mieć żal?
A ona jest blisko, wystarczająco blisko by tamte przeszkody z wtedy, z maja, by one nie miały znaczenia.
A może to on już wszystko ułożył u siebie? Nie wiem. Skąd mam wiedzieć skoro uciekłam przed nim. On wtedy mi powiedział, że nie chce mnie tracić z oczu. Ale ja byłam księżną, jak zawsze, i mu się schowałam. Nie raczyłam się pojawiać. Mój wybór. Mam go obwiniać?
Dlatego to nie chodzi o nią, ani o niego. Chodzi o mnie. Ogień jest nie bo zapałka. Ogień jest bo grube suche polana. Oni byli tylko zapałką. Ja jestem polanem. Ja. To nie ich wina.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
ja na chwilkę. Trochę prywaty
Byłam dziś na depilacji.
Nie pójdę tam więcej.
Boli. To kuźwa boli. Nie wiem, czy stałam się bardziej wrażliwa, czy co, ale .... To powinno mniej boleć, a ja mam wrażenie, że boli jak diabli! Może robi za szybko, może za szybko strzela laserem.... Nie wiem. Boli. I dziś tylko pachy i kawałeczek dołu. Bo dół jest gotowy. Prawie..... Za bardzo się zestresowałam, aby jej powiedzieć, że znowu źle robi i w złym miejscu. I bolało. Prawie się popłakałam. Stwierdziła, że włoski, te co zostały, są za słabe, za cienkie i laser ich nie chwyta. Trzeba je golić, aby się wzmocniły i wtedy dokończymy. Ale.... To wciąż nie to miejsce......
...
Ale nie wrócę już do niej.
Zrobiła coś co mi się nie spodobało.
Kuźwa, przecież... To nie kolano czy ramię! Ginekolog nie spędza między nogami z głową tyle co ona!
Przestraszyłam się.
Na początku myślałam, że bólu. Ale jak wróciłam do domu, to uświadomiłam sobie, że ja nie chcę mieć więcej z tą babą do czynienia! Przewijały się tam inne panie, ale w konsekwencji ta została. NIE CHCĘ JEJ.
Następną wizytę mam dopiero na styczeń. Na początku roku odwołam wizytę. I na ten czas znajdę sobie inne miejsce. Już trzecie.............. Ciekawe tylko czy w nowym miejscu znajdę w takiej fajnej cenie... Bo to już końcówka przecież. G powiedział, abym się nie przejmowała. Jest jak jest, on kocha jak jest, nic nie trzeba robić. Nic na siłę. Dziękuję, że nie muszę. Dzięki Niobe za ten tekst. Nie muszę. I G powiedział to samo.
Po depilacji poszłam na małe zakupy. Wiecie... Chodziłam tam jak zombie. Naprawdę. W głowie wciąż się bałam. Teraz dopiero potrafię to nazwać. Ja byłam przestraszona! Bólu, tej baby..... Wstydziłam się w środku.... I bałam. Zrobiłam zakupy. Sama nie wiem jakim cudem mi się udało cokolwiek kupić. Na szczęście jutro mam randkę to nadrobię zakupów (chcę już na święta kupić rzeczy do gotowania. Przypominam, że sobota to dzień wstawiania piernika! Ej, serio planujecie wstawić piernik? To by było cudowne, jakbyśmy mogły zrobić to w ten sam dzień!!! To byłoby takie.... MAGICZNE! Trzy wiedźmy, w ten sam dzień, robią to samo, z taką samą intencją! To byłby nasz dzień mocy!).
I... Robiąc te zakupy, poszłam do przemiłych panów "bez karków", aby pomogli wybrać mi whey. Tak. Znowu to zrobiłam. Potrzebuję tego białka. Tak bardzo, że ostatnio śliniłam się na fileta z indyka i parówki.... Na szczęście nienawidzę wątróbki więc nie podjadam Zosze. Ale czuję to fizycznie, że bardzo potrzebuję białka. Jak robiłam sobie dni ze zwiększoną ilością protein (głównie tofu, jajka, ryba), to czułam się naprawdę dobrze fizycznie! Silna! Szybciej się regenerowałam. Chyba przydałoby się tu przeprosić Siy :D Wiem, że to mówiła. Co z tego, skoro wtedy to co widziałam w praktyce, nie miało racji bytu z tym co mówiła. Teraz ma.
I się u panów oczywiście zbłaźniłam....
Myślałam, że padnę ze śmiechu jak mi koleś tłumaczył po raz drugi to samo...., bo zapomniałam, że już o to pytałam :D
Za to powiedział o różnicach w whey. W ilości protein. Kupiłam narazie takie, które ma 88% białka na 100g. Dał do porównania, gdzie było 60% (to co kupowałam kiedyś). Oraz takie, które ma 99% białka na 100g produktu!!! Ale jest droższe. Chociaż.... Nie aż tak bardzo. Po prostu jest w kilogramowych paczkach. Jeśli mój żołądek poradzi sobie z tym whey to potem kupię tamto. Bo ... Zastanawiam się czy moje bóle żołądka nie są od tych pozostałych procentów śmieci.
Jednak przysiady dały mi w kość. Czuję uda. Ale od spodu!
Nie zrobiłam wam zdjęć tych przysiadów. Doczytałam tam więcej. Ja się zwyczajnie nie znam. Nie chcę wam coś popsuć jeśli byście robiły. ALE. To co mogę powiedzieć to jest to, że tym razem robię trochę szerzej nogi i ciutkę mam przekręcone stopy na zewnątrz. Ale rotacja jest w biodrach, nie stopach. Nie umiem powiedzieć nic więcej.
Aha. Ciasteczka..... To małe demony!!!! Ciasteczka z gorzkich jąder są MEGA pyszne! Może dlatego, że milion lat nie miałam takiego smaku w ustach. I są na granicy "za słodkie", ale wciąż "BOŻE niech ta rozkosz się nie kończy!" A dałam o połowę mniej cukru!!! Następnym razem pokombinuję z tym cukrem i zamianami na ksylitol. A zrobię je na pewno! I nie będę musiała wyrzucać odpadków z mleka migdałowego :D
Amaretto wystarczy mi na kilka lat. I gorzkich jąder również, bo do porcji daje się tylko 15g :)
Dobra, lecę poćwiczyć. Muszę przed snem spalić tą za dużą ilość zjedzonych...
Ja wiem, że to nie dobrze. Bardzo nie dobrze. Dziś walczyłam czy kupić pączka. Nie kupiłam. I byłam z siebie dumna. A w nocy śniło mi się, że głodowałam..... A potem upiekłam i .... no.... I już nie głoduję. Znowu mam nadmiar :P Ja to muszę przeafirmować w końcu. Ja tylko raz tak zrobię dobra? Dziś jeszcze przed treningiem jedno (bogowie jak one pachną!!!!), i już potem tylko do kawki, na drugie śniadanie!!! Pod warunkiem, że będzie trening!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
. Stwierdziła, że włoski, te co zostały, są za słabe, za cienkie i laser ich nie chwyta. Trzeba je golić, aby się wzmocniły i wtedy dokończymy.
!
Mit o tym, że golenie wzmacnia włoski został już dawno obalony. To tylko takie złudzenie. Raz, że włosek krótszy jest mniej elastyczny, dwa że golenie powoduje przycięcie włoska pod kątem i to sprawia wrażenie twardszego pod ręką. Ale włos można wzmocnić odżywieniem cebulki. Nie ma innego sposobu. I babeczka, która zawodowo zajmuje się kosmetologią nie powinna powtarzać takich bzdur.
Ja nie wiem co ona ci zrobiła, ale nie idź więcej. Mam nadzieję, że pamiętała o tym, że taką depilację nie przeprowadza się zbyt głęboko. Mamy tam błony śluzowe, a oparzenia śluzówki są bolesne i mogą być przykre do leczenia.
Spoko, jeśli potrzebujesz białka to korzystaj z możliwości. A byłaś u tych panów w Pafoscanie w Magnolii? Jakby co to polecam, naprawdę fajna obsługa.
Ciastka... fajnie, że ci się udały. Ja upiekłam w niedzielę fasolowo-orzechowe z ziarenkami konopi. Przepis z opakowania ziaren. Nie przyznałam się bo wstyd. Wyszły brzydkie, twarde i koszmarne w smaku. I te ziarenka są całkiem surowe i zgrzytają pod zębem. I na dodatek trochę je przypaliłam. Ale wcinam po dwa w pracy. Jak się je popija inką z mlekiem to ujdą. To taka moja pokuta za żarcie ciastków ze sklepu. Następnym razem jak mi się zachce drożdżówki z cukierni to se przypomnę te moje koszmarki.
Ale wczoraj pobiegałam! Co za radocha! Tylko nie miałam już wcale chęci na rozciąganie. Coś tam się powykręcałam, ale to wyglądało tak: (więc nie wiem czy się liczy)...
https://media.giphy.com/media/vFKqnCdLPNOKc/giphy.gif
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Mit o tym, że golenie wzmacnia włoski został już dawno obalony.
NO WŁAŚNIE WIEM!
Gdyby to była prawda, to miałabym mega bujne włosy!
Wzmocnić cebulki. To jest jedyne rozwiązanie.
Ale jak kolejna babka od kosmetyki mówi mi takie pierdoły, to ..., no..., zaczynam wierzyć?
Na pewno pachy muszą jeszcze być zrobione. Może nawet jeszcze dwa razy. Ale w takim razie, cała reszta jest zakończona. A jedna rzecz nie zaczęta. I dobrze. Jak się uspokoję i znajdę nowy salon, to może zacznę.
Cytat:
Spoko, jeśli potrzebujesz białka to korzystaj z możliwości. A byłaś u tych panów w Pafoscanie w Magnolii? Jakby co to polecam, naprawdę fajna obsługa.
ależ oczywiście, że u nich! Są super! I bardzo wyrozumiali. I delikatni :D
Jak taka blondyna przyszła (hahahahhahahahahaa, blondyna! hahahaha, czujecie motyw? :D Teraz mogę tak o sobie mówić bezkarnie! :mrgreen:), to miło, cichutko, profesjonalnie i jestem pod wrażeniem :)
ciastka fasolkowe - :D Ja kiedyś zrobiłam ciastka, które nazwaliśmy ciastkami krasnoludów :D Bo oni mieli taki twardy, że nawet mógł służyć za broń. Za to był bardzo pożywny :D
Cytat:
Ale wczoraj pobiegałam! Co za radocha!
Się zamarwiłam.
I muszę zapytać. Jak się czujesz po takim dystansie?
Ja po tygodniu nie biegania robię max 6km po płaskim, bo inaczej szybko przykurczają mi się ścięgna i chodzę jak robot.
Ale przyznaję, po tak długim nie bieganiu, pędzę, bo mnie nosi. Więc jakbym robiła więcej km to bym rano z łóżka nie wstała.
Proszę, uspokój mnie. Powiedz, że nic cię nie boli, jest ok, mam się nie martwić i że masz wszytko pod kontrolą! :heart:
Ja dziś popędzę bez Zochy, bo G będzie w domu wcześniej... Chyba. Wszystko się popsuło. Jestem cierpliwa, jestem cierpliwa, jestem kwintesencją cierpliwości. Zmiany planów są bezpieczne, nic złego się nie dzieje, pobiegniesz chociażbyś miała nieść Zochę na plecach! (przy cieczce jest bardzo niespokojna i niewiele śpi. Chyba ją boli. Jeszcze nie przesłuchałam dyktafonu jak sobie wczoraj poradziła). Dlaczego dziś nie świeci słonko?
W kwestii rysunku. Zrobię ci. Jeszcze nie wymyśliłam jaki, ale już poruszone mam myśli. Więc coś się da zrobić. Ale jedzenie to mało. Dorzućmy dwa treningi w tygodniu. Co ty na to? Nie muszą być biegowe, chociaż byłoby fajnie. Ale mogą być rozciągające. Wszytko jedno. Dla mnie zrobienie rysunku dla kogoś nie jest łatwe. Jest mega trudne. Do tego stopnia trudne, że odkąd przyjęłam możliwość, że jest taka szansa, to usnąć nie mogłam a w nocy śniło mi się, że nie mogłam znaleźć czystej kartki, aby zacząć. Ale nie ma rozwoju bez wychodzenia poza strefę komfortu, co nie? No.
Co ty na to?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Tak, u mnie wszystko ok po biegu. Biegłam truchcikiem, tylko ten 1 km popędziłam. Bez szkody. Arek też już do mnie rano dzwonił czy wszystko ok.
:)
Dobrze. Bez obżarstwa i dwa treningi w tygodniu.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Ciężko jest być cierpliwym cale życie. Cierpliwym zawsze. Ile razy cierpliwie czekałaś na różne rzeczy bo bieda, bo alkohol, bo potrzeby mamy, bo... Ja to znam. I też boginią cierpliwości nie jestem. I już ne będę. Najłatwiej się poddać złości bo "chcę już". A wiesz co ja wtedy robię? Ja się nie złoszczę. Ja mówię "bez łaski" i "wcale tego nie chcę". Co gorsze?
No. I jeszcze muszę rozdzielać "chcę już" od "zmiana planów"
Stosowałam metodę "wcale tego nie chcę" jako dziecko właśnie. I to nie była prawda :cry: Ja chciałam! Udawałam, że nie chcę, aby ktoś inny nie czuł satysfakcji. Aby nie miał nade mną kontroli! A bycie wrednym i złośliwym dla dzieci i ciągłe testowanie osobowości tych dzieci, było nagminne. Ale.... Dzieci, które chciały i o tym mówiły - dostawały. Ja nie. Prędzej czy później dostawały. A ja? "tobie nie kupiłam banana, bo ty nie lubisz, prawda? Ty nie chcesz." ..... "a wiesz, mój tato kupił mi banana. Myślał, że coś tym wskóra? Wyrzuciłam go." (myślałam, że się rozpłaczę. Wyrzuciła banana!!! - przypominam, że to były czasy bezbananowe). "nie, nie kupuj jej czekolady (jako zapłata za opiekę nad dzieckiem), ona nie potrzebuje". "jej jest wszystko jedno, ona wszystko przyjmie"... "kto chce: ......." ja chcę, ale nie powiem tego głośno, bo już mam w nawyku nie chcenie i nieoczekiwanie niczego. Mały głosik "ja chcę" towarzyszył mi przez większą część życia. Nigdy nie wypowiedziany. Chciałabym czasem zapomnieć. Gdyby nie sesje regresingu, do tej pory bym tak funkcjonowała. Teraz nie boję się powiedzieć, że z chęcią zjem jeszcze jedną (setną) miseczkę pomidorówki :oops: Ale. Nie ma też problemu jeśli ktoś odmówi. Żadnego! Przysięgam! Nie jest mi smutno. Jeszcze nie wiem, jak reagować, aby osoba, która odmawia nie czuła się niezręcznie, ale nauczę się. I pytanie kogoś, czy mogę "coś", wciąż jeszcze mnie stresuje, ale jest dla mnie mega ważnym procesem uczenia się komunikacji. Jeśli nie powiesz o swoich preferencjach, to dostaniesz wypadkową czyichś wyobrażeń na swój temat.
Ale jeśli coś zaplanuję i z jakiś przyczyn plan należy zmienić....?
Dla mnie najtrudniej jest być elastyczną. Mogę, zwłaszcza odkąd biegam, zwłaszcza odkąd poznałam was, odkąd mam Zochę, uczę się, że to nic strasznego i nawet czasem przynosi to o WIELE WIĘKSZE korzyści i fajniejszą zabawę niż sztywność planowa, ale wciąż buduje to we mnie stres.
Myślę, że to przez mój mózg. Nie potrafię znaleźć wzorca z dzieciństwa, który mógłby to spowodować. Wręcz przeciwnie. Zmiana planów to był standard. Hm. A może właśnie przez to? Nakręć dziecko maksymalnie na coś, a potem zmień zdanie.
...
Ja nawet spontaniczność muszę zaplanować. Jak się z wami widzę, to nie planuję nic. Na zasadzie: co się wydarzy to będzie. Ale. To też muszę zaplanować w głowie!
Wiem też, że nie mogę za często machać ręką na kolejną zmianę planów (ciekawe czy odbędzie się obiecana randka...), bo wtedy robię się smutna w środku. Bardzo smutna. Smutna na szaro. I wtedy dopada mnie gnom "nic nie ma sensu" a to już nie fajny stan.
...
Ej, ale wiecie co? Ja też miałam dobre chwile w dzieciństwie! Naprawdę! Bo to brzmi, jakbym miała ciągle przechlapane! ... No może nie było różowo i częściej było bardzo źle, ale przeżyłam! (to była mantra moja w dzieciństwie: cokolwiek się wydarzy wytrzymaj - to się zmieni. Później uratowało mnie to przy depresji).
Cytat:
Kup ławeczkę. Na co czekasz?
bo nie wiem jaką :D
Cytat:
Kurier przywiózł moją naprawioną wyciskarkę. Wymienili wszystkie części o które prosiłam. No! Mam dar przekonywania :)
podziwiam! Jak czytałam opowieść to aż zaciskałam powieki! Też chcę tak umieć!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Ja absolutnie nie mam problemów z egzekwowaniem tego co mi się należy za pieniądze. Zapłaciłam to wymagam! To jak w pracy. Jestem bezwzględna. Jak nie ja.
Gorzej w wymaganiem w sferze emocji i relacji z ludźmi. Oddaję z siebie więcej niż zamierzałam, niż bym chciała na chłodno. A nie umiem brać. A już poprosić to prawie wcale. Czuję się winna, że ośmieliłam się poprosić. W uczuciach nadal jestem tą niewidoczną Anią. A w "biznesie" tą Anią-bohaterką. Typowe mechanizmy DDA. U mnie łączą się akurat te dwa, tyle że ujawniają się na innych płaszczyznach. Dlatego narzuciłam panu z serwisu swoją wolę skutecznie i bez większego wysiłku. Ale powiedzieć M, że potrzebuję jego obecności nigdy nie umiałam. Łatwiej mi było powiedzieć "bez łaski" i "wynocha z mojego życia" w kolejnym zdaniu. O.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Hej Dziewczyny :*
Nie piszę bo nie jestem w temacie, nie wiem o co chodzi i nie znam Was na tyle, ale czytam i jestem tu z Wami, serduchem cały czas Was dopinguję. Nie tylko w sprawach sexy body ;-) ale w zmaganiach z codziennością i ze swoimi wszystkimi w głowie zakrętami. Każda z Nas ma czasem galaretkę zamiast mózgu, nie wie co myśli, co czuje i sama szkodzi sobie. Cholernie trudno ogarnąć siebie.
Z moich ćwiczeń i ogarniania codzienności wyszła wielka dupa. Przeforsowałam się, miałam 2 tyg temu krwawienie i lekarz kazał mi leżeć :/ We wtorek mam kontrolę to może będę mogła już chodzić, ale o orbim raczej nie ma mowy. Z Dzidzią na szczęście wszystko ok. Ale muszę pakować hormony.
A ćwiczenie i aktywność tak dobrze robiły mi na głowę!! (i na krzyże ;-) )
Także przyszłam tylko dać znak życia i trochę pozytywnej energii Wam wysłać, żebyście wiedziały, że nawet taka prawie obca baba jak ja, siedzi gdzieś w Polsce i bardzo ciepło o Was myśli.
Buzia!!!!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
O tak. Galaretka zamiast mózgu. A czasem nawet budyń (bo galaretka ma jednak jakąś formę, budyń absolutnie bezkształtny).
Grusiu, fajnie że jesteś. Dbaj o Was! :love:
Póki co ogarnęłam. Robię.
Sushi było. Ehhh... dużo by gadać. Czułość? Chyba Nie wiem. I nie chcę się nad tym zastanawiać.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Gruszeczko miła. Ja wiem, że my tu jak na jarmarku po wiekach życia razem i czasem może samolubnie się kokosimy z prywatą, ale absolutnie nie czuj się z boku! Przyjdź czasem, opowiedz co u ciebie, jak się żyje, jak zdrówko, jak praca. Posłuchamy. A potem się pomądrkujemy. I zadumamy.
Dziękujemy za doping i dobre myśli! Wszystkim się przydadzą. Zwłaszcza jak mróz wchodzi oknem. I jak nici z treningu czy pójścia na jogę...
Bo - w moim przypadku - Zocha (psina) ma cieczkę i jęcząca baba z niej. Nie mogę jej zostawić samej. I się pokręciło i muszę zostać w domu jeśli jutro chcę wyjść na dłużej. Nie wchodzę w szczegóły, bo strasznie to zagmatwane. Ale to odnośnie mojego dostosowywania się do zmiany planów.... I moja złość. I moja irytacja. I moja bezsilność. Spoko. Uczę się. Im bardziej mi to doskwiera tym częściej mam okazję, by tego doświadczyć i się nauczyć być spokojną i wyluzowaną. Nic złego się nie dzieje.
Jak to nic? Jak to kuźwa nic?! Chciałaś dziś biegać! I na jogę iść! A potem na spotkanie! I nigdzie nie idziesz!
Mogę iść pobiegać po 19:00
TAK! Jak będzie -7stC!
Bez przesady. Najwyżej -3
Nooo, to pobiegasz.Ciekawe w czym? Nie uprałaś kurtki! I nie mów, że masz drugą! Ta druga śmierdzi!!!
Nie przeszkadza mi smród. Przeszkadza mi brak biegania.
Ale na jogę nie pójdziesz! Płacisz kurde i nie chodzisz! Za dużo pieniędzy masz? Jesteś nieekonomiczna!!! Nie opłaca się mieć cię za żonę! Źle gospodarujesz pieniędzmi! Marnotrawisz!
:shock: no to pojechałaś... Pójdę na jogę w czwartek. A godzinę przed, jest trening specjalny dla biegaczy. Pójdę też na niego. To już będą zaliczone dwa treningi w tygodniu. I postaram się bardzo, by wstać na jogę w sobotę.
A joga dziś? Mogę dziś zrobić jogę w domu. I to prowadzoną. A spotkanie z Marcinem? Odbędzie się. W sobotę. Albo innego dnia. To nie jest tragedia. A biznesy mogą odbyć się elektronicznie.
Głos poczucia irytacji, winy, złości okiełznany. Ufff.
Cytat:
Zamieszczone przez
gruszka21
Z moich ćwiczeń i ogarniania codzienności wyszła wielka dupa. Przeforsowałam się, miałam 2 tyg temu krwawienie i lekarz kazał mi leżeć :/ We wtorek mam kontrolę to może będę mogła już chodzić, ale o orbim raczej nie ma mowy. Z Dzidzią na szczęście wszystko ok. Ale muszę pakować hormony.
A ćwiczenie i aktywność tak dobrze robiły mi na głowę!! (i na krzyże
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i.../icon_wink.gif )
Oj! Ojoj! Dbaj o dzidzię! Była już kontrola? Wszystko ok?
Wiem, że ćwiczenia pomagają na głowę. A spacery? Nie, spacery też nie, bo musisz leżeć. Ale... Ale może, jak już będzie trochę lepiej to będziesz mogła chodzić na lekko żwawe spacery? Spacery dobre na krzyże. Rozmasują się mięśnie. A przynajmniej mi dobrze też robią. Pod warunkiem, że to nie jest powolny spacer tylko żwawy marsz. Wtedy jest super. A przy powolnym to mnie tyłek zaczyna boleć, nogi, plecy - wszystko! :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Tak, u mnie wszystko ok po biegu. Biegłam truchcikiem, tylko ten 1 km popędziłam. Bez szkody. Arek też już do mnie rano dzwonił czy wszystko ok.
:)
Dobrze. Bez obżarstwa i dwa treningi w tygodniu.
O kurczę! Napisałaś! A ja wciąż myślę i myślę! Przegapiłam. Dobrze, że się cofnęłam. No to dobrze. Cieszę się :) Fajnie, że Arek stoi na straży :)
...,nie dam rady z tym rysunkiem. Naprawdę. Nie potrafię. Przepraszam. Nie umiem! Jest to dla mnie coś czego nie mogę przeskoczyć. Ani przepchnąć, ani pokonać! Nie umiem!!!! Próbowałam! Naprawdę! A potem szłam z biegunką stresową do wc. A potem nagle zapominałam i wymazywałam z pamięci, że w ogóle coś robiłam.
Nie potrafię :(
Nie poradzę sobie z tym.
Umrę przysypana stertą moich prac, które nigdy nie opuszczą mojego pokoju....
Ament.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Sushi było. Ehhh... dużo by gadać. Czułość? Chyba Nie wiem. I nie chcę się nad tym zastanawiać.
nie zastanawiaj się, nie myśl. działaj. Ciesz się. Tylko o to tu chodzi :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Muszę się z wami czymś podzielić!
No bo pobiegłam w końcu.
Przed 19:00 dowiedziałam się, że G będzie później. Więc mój bieg zamiast o 19:00 ma się odbyć o 20:00
Nie zasmuciłam się.
O dziwo.
Bo przyznam, że już myślałam, że zaliczę kolejną załamkę. Ale nie. Wszystko ok. Bo planem jest bieg. Nie ma znaczenia o której.
Jak zakładałam zegarek, to prawie się popłakałam. Poczułam taką emocję... Taką jak dawniej! Wiecie, tej małej dziewczynki wrzeszczącej w deszczu ze szczęśliwością. Że nie zawiodłam. Ja, jako dorosła osoba. Nie zawiodłam jej. To było dla niej ważne, a ja nie zawiodłam. Miał być trening, na który ona OGROMNIE chciała iść i się odbył. I było zimno (ale cieplej niż myślałam) i było CUDOWNIE!!!!
Biegłam sobie szczęśliwa i uchachana i nagle, cień mignął mi z mojej lewej strony. Wiecie, jakby inny biegacz biegł w pobliżu. Rozglądam się i nie ma nikogo. Biegnę dalej - znowu ten cień. I.... Ogarnęło mnie ciepło i OGROMNA szczęśliwość! Biegłam szczęśliwa i uśmiechnięta! Czułam Obecność! Machnęłam ręką zapraszając Go by biegł ze mną. Jeśli ktoś to widział z boku, to mógł mieć ubaw :D I ten gest... Sprawił, że Obecność stała się namacalna i naprawdę bardzo realna. Jakbym pozwoliła jej zaistnieć i stać się. We mnie!
I wtedy przypomniałam sobie, że przecież dziś jest nów!!! Czyli "rozprawienie się" ze swoim własnym cieniem! To była podpowiedź! Aby sobie przypomnieć! I by się z nią rozprawić!!! Miałam pobiec 7km, a zrobiłam 12km. Cudownie się biegło!
I rozprawiałam się ze wszystkim z czym mogłam, cokolwiek sobie przypomniałam. Każdy "grzech" zrodzony w głowie, stworzony w rzeczywistości. Przebaczenie.
To był naprawdę cudowny bieg.
Cieszę się, że na niego poszłam.
A jeszcze dziś Andrzejki!
Idę zrobić co trzeba :)
Miłej nocy!!!
Niech przyśni się wam przyszłość!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
...,nie dam rady z tym rysunkiem. Naprawdę. Nie potrafię. Przepraszam. Nie umiem! Jest to dla mnie coś czego nie mogę przeskoczyć. Ani przepchnąć, ani pokonać! Nie umiem!!!! Próbowałam! Naprawdę! A potem szłam z biegunką stresową do wc. A potem nagle zapominałam i wymazywałam z pamięci, że w ogóle coś robiłam.
Nie potrafię
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...s/icon_sad.gif
Nie poradzę sobie z tym.
Dobrze. Wszystko jest dobrze. To była tylko propozycja. Nie możesz robić nic wbrew sobie. Ja sobie poradzę. Nie chcę, żebyś czuła jakąkolwiek presję. To nie pomoże. Ani tobie, ani mi.
A w kwestii ujawnienia rysunków... Rób i chowaj do szuflady. Pewnego dnia nadejdzie czas by ją otworzyć. Ja wierzę.
Cytat:
Uczę się. Im bardziej mi to doskwiera tym częściej mam okazję, by tego doświadczyć i się nauczyć być spokojną i wyluzowaną. Nic złego się nie dzieje.
Jak to nic? Jak to kuźwa nic?! Chciałaś dziś biegać! I na jogę iść! A potem na spotkanie! I nigdzie nie idziesz!
Mogę iść pobiegać po 19:00
TAK! Jak będzie -7stC!
Bez przesady. Najwyżej -3
Nooo, to pobiegasz.Ciekawe w czym? Nie uprałaś kurtki! I nie mów, że masz drugą! Ta druga śmierdzi!!!
Nie przeszkadza mi smród. Przeszkadza mi brak biegania.
Ale na jogę nie pójdziesz! Płacisz kurde i nie chodzisz! Za dużo pieniędzy masz? Jesteś nieekonomiczna!!! Nie opłaca się mieć cię za żonę! Źle gospodarujesz pieniędzmi! Marnotrawisz!
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...s/icon_eek.gif no to pojechałaś... Pójdę na jogę w czwartek. A godzinę przed, jest trening specjalny dla biegaczy. Pójdę też na niego. To już będą zaliczone dwa treningi w tygodniu. I postaram się bardzo, by wstać na jogę w sobotę.
A joga dziś? Mogę dziś zrobić jogę w domu. I to prowadzoną. A spotkanie z Marcinem? Odbędzie się. W sobotę. Albo innego dnia. To nie jest tragedia. A biznesy mogą odbyć się elektronicznie.
Głos poczucia irytacji, winy, złości okiełznany. Ufff.
Widzisz? Poczekałaś. Pobiegłaś. Jesteś szczęśliwa.
Takie czekanie to nie jest ta cierpliwość, o której pisałam wcześniej. To konsekwencja. To nie jest rezygnowanie z marzeń. To jest siła. Potrafisz. A nagroda czeka w biegu. Czeka w radości z wyczekiwanego spotkania. Czeka w ciepłym dwukolorowym spojrzeniu Marcina. Czeka w uśmiechu joginki. Czeka w ciężarze psiego łba na twoich kolanach. To nie jest odkładanie rzeczy do "nigdy". To tylko właściwe układanie priorytetów. Masz nad tym kontrolę.
Mi nie śniła się przyszłość. Niestety. To nic. Pffff.
Dziś ma być śnieg. Ale potem deszcz. Czy to będzie źle jak urwę się z pracy, żeby zdążyć na śnieg ale przed deszczem?
--------------------------------
Mat narzeka, że znowu coś go gdzieś tam boli. Więc ja mu na to, że ma iść wreszcie do Kruka. Zapytał "po co?" Nie wytrzymałam (bo ględzę od co najmniej dwóch lat) i wrzasnęłam, że po pierścionek kuźwa!!!
Spojrzał na mnie tak, że się wystraszyłam...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Gdybyście szukały porządnych spodni na mróz, śnieg i wiatr to kupiłam sobie spodenki, są naprawdę super, nie spodziewałam się że aż tak za tę cenę. Polecam też sklep (wiadomo, pan Grzegorz :)) Dostałam też cukieraski jak zawsze i dekstrozę z witaminami i magnezem w pastylkach do wypróbowania (na długie wybiegania zamiast kostek cukru). Powiem jakie efekty jak wypróbuję.
-----> KLIK
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, tak sobie czytałam Twoje krzyczenie i każde słowo jak igiełka prosto we mnie. ale to takie dobre igiełki, które trafiają tam gdzie trzeba i rozluźniają, bo już wiem, że na prawdę wiem, może nie wszystko, ale dużo, wystarczająco dużo żeby była przewaga dobrego. i żałuję, że nie przeczytałam wcześniej, albo że nie napisałaś wcześniej, i też żałuję, że te słowa znikną w głowie, jak będą potrzebne, ale zostanie ślad, nienamacalny dowód, przeczucie sprawczości.
Niobe, mam takie doświadczenia lodówkowe, jak Ty. nazywam to amokiem. ręce same biorą, japa sama żuje, mózg kompletnie nie pracuje, a potem siedzę i się zastanawiam, co właściwie przed chwilą zaszło. tych momentów jest zdecydowanie mniej, jak mam plan, jak mam cel. zawsze pod spodem jest milion małych fakapów i wspomnień jak kamienie u szyi, ale to jest przecież przeszłość. a przyszłość tworzymy my, prawda?
ściskam Was!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
Gruszeczko miła. Ja wiem, że my tu jak na jarmarku po wiekach życia razem i czasem może samolubnie się kokosimy z prywatą, ale absolutnie nie czuj się z boku!
Aaaale daj spokój Kochana, kokoście się z czym chcecie! :) to Wasz wątek :* a ja wiem dobrze, że praca nad sobą, przepracowanie różnych wzorców z rodzinnych domów i schematów, wg których na co dzień postępujemy to jedno z najcięższych zadań w naszym życiu. Fajnie, że sobie w tym pomagacie :)
Cytat:
Zamieszczone przez Shinden
Oj! Ojoj! Dbaj o dzidzię! Była już kontrola? Wszystko ok?
Wiem, że ćwiczenia pomagają na głowę. A spacery? Nie, spacery też nie, bo musisz leżeć. Ale... Ale może, jak już będzie trochę lepiej to będziesz mogła chodzić na lekko żwawe spacery? Spacery dobre na krzyże. Rozmasują się mięśnie. A przynajmniej mi dobrze też robią. Pod warunkiem, że to nie jest powolny spacer tylko żwawy marsz. Wtedy jest super. A przy powolnym to mnie tyłek zaczyna boleć, nogi, plecy - wszystko! :D
Była kontrola, Bobas ok ;-) ja mam dalej pakować hormony i się oszczędzać. Spacery tak, ale tylko powolne (nie wolno mi szybko chodzić), no i niestety z krakowskim powietrzem to rzadko to jest niestety zdrowe rozwiązanie :-( W sezonie grzewczym, przez większość dni bardzo się odradza przebywanie na powietrzu, a nawet wietrzenie mieszkań, zwłaszcza ciężarówkom takim jak ja ;-)
Także niewiele wolno mi robić, siedzę i tyję :P ...jeszcze 2 miesiące...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
ja tylko na sekundkę. Codziennie rano obiecuję sobie, że wpadnę tu i wypiszę wszystkie myśli, które mi się skłębiły we łbie. Ale codziennie orientuję się w okolicy 23:00, że nie zdążyłam.
I choć planuje być jutro, to już teraz wiem, że jeśli nie siądę do klawiatury rano, to po południu nie dam rady.
Dziś 4h robiłam pierogi z soczewicą na święta. Oczywiście przy okazji zjedliśmy na obiad ;) Tudzież na kolację. Nie wiem dlaczego tak długo mi zeszło. Farsz musiałam tylko połączyć (ziemniaki ugotowane + soczewica już ugotowana + cebulka + przyprawy), zagnieść ciasto i polepić. A potem ogarnąć grajdołek. I wyszło mi z tego 4h.... A jutro planuję gołąbki z takim samym farszem :D Nie ma to jak ugotować kilogram soczewicy i wielki gar ziemniaków :D Śledziki wg nowego przepisu już siedzą w słoiczkach. Bardzo bym chciała, aby to był TEN przepis. Bo do tej pory nie znalazłam takiego, który byłby idealny!
Lubię pracować na święta :) Zmęczę się, ale to dobre zmęczenie :)
Za to, choć raz w roku, na święta, chcę zdążyć pomalować paznokcie ;)
Zatem do jutra!
<3
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Gdybyście szukały porządnych spodni na mróz, śnieg i wiatr to kupiłam sobie spodenki, są naprawdę super, nie spodziewałam się że aż tak za tę cenę. Polecam też sklep (wiadomo, pan Grzegorz :)) Dostałam też cukieraski jak zawsze i dekstrozę z witaminami i magnezem w pastylkach do wypróbowania (na długie wybiegania zamiast kostek cukru). Powiem jakie efekty jak wypróbuję.
----->
KLIK
OOO!!!!! Z dekstrozy to bym skorzystała! Bo moje cukieraski zjada G :D
Nie wiem jaką dostałaś zniżkę, ale jakby co to mam 10% mniej u niego :)
Spodenki niezłe! Biegałaś już w nich?
Ja narazie biedna jestem :P
Aaaa!!!
Mam taką samą bluzę jak ty masz! W sensie ten sam krój! Ty masz taką zielonkawą a ja mam fioletową. Z Tchibo. Z kapturem na kucyka :D
Chciałam powiedzieć, że ta bluza jest CUDOWNA!!!! I te pseudo rękawiczki są super! I w kapturze super się biegnie (nie spada) i fajnie, że jest lekko węższa u dołu! I ma taki sam kolor jak moje sznurówki :D I wystarczy założyć termiczną bluzkę pod spód i już jest ciepło!
Cytat:
Zamieszczone przez
Niobe
Dobrze. Wszystko jest dobrze. To była tylko propozycja. Nie możesz robić nic wbrew sobie. Ja sobie poradzę. Nie chcę, żebyś czuła jakąkolwiek presję. To nie pomoże. Ani tobie, ani mi.
A w kwestii ujawnienia rysunków... Rób i chowaj do szuflady. Pewnego dnia nadejdzie czas by ją otworzyć. Ja wierzę.
http://dieta.pl/grupy_wsparcia_xxl/i...on_redface.gif dziękuję
po prostu nie udźwignęłam tematu.
Teraz sobie tak myślę, że ogólnie chyba mam problem z dzieleniem się takiego rodzaju pracami. Nie dlatego, że nie umiem się dzielić, ale... To ta perfekcja w głowie mi przeszkadza. Jeśli nie uznałam jakiejś rzeczy za perfekcyjną, to uznaję ją za "nie godną" pójścia w świat.
Kiedyś, dawno, dawno temu, zrobiłam teściowej na święta, małe aniołki na choinkę. Na szydełku. Ale to już była praca "w ciemno". W sensie takim, że zrobiłam już w życiu tyle tych aniołków, że wiedziałam, że są idealne.
Nie umiem się podzielić "nie idealnie". To jest stresior taki, że "o matko z córką"!
Dziękuję za zrozumienie. I nie poddawanie się :heart:
Cytat:
Widzisz? Poczekałaś. Pobiegłaś. Jesteś szczęśliwa.
Takie czekanie to nie jest ta cierpliwość, o której pisałam wcześniej. To konsekwencja. To nie jest rezygnowanie z marzeń. To jest siła. Potrafisz. A nagroda czeka w biegu. Czeka w radości z wyczekiwanego spotkania. Czeka w ciepłym dwukolorowym spojrzeniu Marcina. Czeka w uśmiechu joginki. Czeka w ciężarze psiego łba na twoich kolanach. To nie jest odkładanie rzeczy do "nigdy". To tylko właściwe układanie priorytetów. Masz nad tym kontrolę.
Hm. Właśnie coś sobie uświadomiłam.
Rezygnowanie.
Mam w sobie rezygnowanie.
Jak nie dostaję to rezygnuję.
Też tego nauczono mnie w domu.
Nie wolno ci chcieć. Bo jak chcesz, to nie dostajesz. Jak nie chcesz to też nie dostajesz. Nigdy nie dostajesz.
Więc czasem, gdy nie doszło do skutku to co miało dojść (wycieczka, prezent, ciasto, podróż, wspólne spędzenie czasu), to rezygnowałam z tego całkowicie. Bo to za bardzo bolało. Więc rezygnowałam. Nie dążyłam, nie spełniałam.
uuuu, ale ból!
Z ilu ja rzeczy zrezygnowałam w dzieciństwie, choć nie musiałam! yhh :(
Ale już się uczę. Uczę się chcieć. I nie rezygnować. I być konsekwentną. To bieganie jest moim nauczycielem w tej kwestii. Od zawsze było.
Cytat:
Dziś ma być śnieg. Ale potem deszcz. Czy to będzie źle jak urwę się z pracy, żeby zdążyć na śnieg ale przed deszczem?
hahahha :D Udało się?!
Szłam z miasta i zaczął padać śnieg. I pomyślałam wtedy o tobie!
Cytat:
Mat narzeka, że znowu coś go gdzieś tam boli. Więc ja mu na to, że ma iść wreszcie do Kruka. Zapytał "po co?" Nie wytrzymałam (bo ględzę od co najmniej dwóch lat) i wrzasnęłam, że po pierścionek kuźwa!!!
Spojrzał na mnie tak, że się wystraszyłam...
hahahahahaha :D
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
gruszka21
Była kontrola, Bobas ok ;-) ja mam dalej pakować hormony i się oszczędzać. Spacery tak, ale tylko powolne (nie wolno mi szybko chodzić), no i niestety z krakowskim powietrzem to rzadko to jest niestety zdrowe rozwiązanie :-( W sezonie grzewczym, przez większość dni bardzo się odradza przebywanie na powietrzu, a nawet wietrzenie mieszkań, zwłaszcza ciężarówkom takim jak ja ;-)
Także niewiele wolno mi robić, siedzę i tyję :P ...jeszcze 2 miesiące...
nie martw się. Jeśli nie da się inaczej, siedź i tyj. Zrzucisz później. Dzidziuś ci to zagwarantuje :D
Naprawdę w Krakowie jest aż tak złe powietrze? Znaczy się, wiem, mówią o tym, ale... Aż tak? Kurde :(
Cytat:
Zamieszczone przez
chimere
Shin, tak sobie czytałam Twoje krzyczenie i każde słowo jak igiełka prosto we mnie. ale to takie dobre igiełki, które trafiają tam gdzie trzeba i rozluźniają, bo już wiem, że na prawdę wiem, może nie wszystko, ale dużo, wystarczająco dużo żeby była przewaga dobrego. i żałuję, że nie przeczytałam wcześniej, albo że nie napisałaś wcześniej, i też żałuję, że te słowa znikną w głowie, jak będą potrzebne, ale zostanie ślad, nienamacalny dowód, przeczucie sprawczości.
Niobe, mam takie doświadczenia lodówkowe, jak Ty. nazywam to amokiem. ręce same biorą, japa sama żuje, mózg kompletnie nie pracuje, a potem siedzę i się zastanawiam, co właściwie przed chwilą zaszło. tych momentów jest zdecydowanie mniej, jak mam plan, jak mam cel. zawsze pod spodem jest milion małych fakapów i wspomnień jak kamienie u szyi, ale to jest przecież przeszłość. a przyszłość tworzymy my, prawda?
ściskam Was!
Chimere :heart:
Nom... Nosimy małe demoniszcza w głowach i chyba nikogo to nie omija.
Małymi kroczkami. Uda się. Milion powtórzeń i w głowie w końcu zostanie. Milion lekcji i w końcu się uczymy. Mamy czas. Mamy bardzo dużo czasu. Świat jest cierpliwy. W końcu zorientujemy się, że robiąc to samo nie uzyskamy innych efektów. Dlatego mamy to miejsce. Pisząc, w mózgu działają inne połączenia neuronowe. Człowiek jest bardziej trzeźwy, trudniej jest uciekać i manipulować sobą. Chociaż jeszcze lepiej działa pisanie ręcznie na kartce. Trzeba być tylko szczerym wobec siebie. To się opłaca.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dziś G poszedł z Zochą na spacer. Nagle słyszę przez zamknięte okna "NIE!!!"
I sobie pomyślałam: hoho, chyba Zocha ma kolegów ;)
I istotnie. Ponownie haski się przypałętał.
Wczoraj jak biegł do nas (ja byłam rano) to bałam się. Naprawdę się bałam. Jak odgonić wielkiego bysiora, który ma ochotę na suczkę?!
Mój powrót do domu trwał dwa razy dłużej niż wyjście. Próbowałam go odganiać, ale on średnio się bał. A Zocha była zadowolona. Podobał jej się :P W końcu jakoś dotarłyśmy do domu. Dziś G miał tę przyjemność. Ale on użył kija. Ale przecież nie uderzy mocno. A Zocha myślała, że kij dla niej do zabawy i że on na nią krzyczy, więc chciała uciekać, więc się wywinęła z obroży itd.... Wiem, że on facet, ale myślę, że dałam sobie lepiej radę ;)
Chociaż wróciłam do domu przestraszona tak mocno, że dostałam skurczów macicy i przyszedł @ :D A ból był taki, że myślałam, że odpłynę sina w dal! Ten haski to już nie mały fąfel rudy, czy taki jeszcze jeden - czarno - biały. Ostatnio G przywiązał na smycz tego rudego do drzewa, aby Zochę wybiegać (rzucać jej piłkę). Ale rudy zaczął przegryzać smycz :D No i przecież nie walniesz takiego małego bąka no.
Upierdliwe to takie, ale no... Natura! Już niedługo Zochę wysterylizujemy to będzie spokój.
A wczoraj spotkałyśmy innego psa. Bez smyczy. Duży. Mieszaniec. Brązowy. Krzyczę do właścicielki, że my z cieczką! A ona, że spoko, on kastrat (miała go na smyczy elektrycznej). I wiecie co? Zocha pozwoliła się oblizać (eh, kobieta), obwąchać, ale jak położył na niej łapę to się na niego rzuciła! I to z jaką agresją! Najeżyła się i nie pozwoliła! Ale jaka była szczęśliwa jak sobie już poszłyśmy! Miałam wrażenie, że jest z siebie dumna :D
No. Przynajmniej ma jakiś gust ;)
Chociaż nie goni tych małych fąfli. Lubi ich. A, nie odgadnione są potrzeby i humory kobiet ;)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Spodenki niezłe! Biegałaś już w nich?
Tak. Są fajnie. Ładnie opinają nogi i uda i są cieplutkie. Polecam.
Nie, wtedy nie bo musiałam zostać w pracy nawet dłużej niż zawsze. A potem spadł deszcz. Tęsknię za śniegiem. I boję się co będzie z moim śnieżnym bieganiem bo coś mnie znowu zaczyna pobolewać. Po prostu super!
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Wczoraj idę se ja, rano, przez Wzgórze Partyzantów. Środek miasta dla niewiedzących - taki skwer w kształcie stożka z drzewkami. Widziałam go jak przechodziłam. Był zajęty rozmową przez telefon i stał odwrócony do mnie tyłem. Spoko. Odeszłam parę metrów i słyszę jak do mnie krzyczy "Proszę pani!". Pomyślałam, że może fajkę chce albo coś. Odwracam się on leci w moim kierunku ze spuszczonymi spodniami. Serio! Krzyknęłam, żeby spierdl bo zadzwonię po gliny. I faktycznie zawrócił
Nawet nie to, żebym się wystraszyła. Nie, tacy przeważnie nie są groźni. Chcą, żeby popatrzeć. A nawet zrobiło mi się go żal bo tak bardzo zimno, mróz a on taki golutki...
Potem jednak sobie pomyślałam, że może powinnam była faktycznie zadzwonić na policję bo tam obok jest szkoła i w ogóle... I generalnie jak choojowo zaczął się ten dzień tak też beznadziejnie się skończył. Ehhh...szkoda gadać.
Co byście zrobiły? Dzwoniły gdzieś?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
siedzę i nie wiem co napisać.
Z jednej strony chce mi się śmiać. Głównie dlatego, że mam przed oczami historię o takich ludziach z tej książki od ciebie Niobe. I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
Z drugiej mnie zatkało, bo w mojej głowie to taka trochę miejska legenda. A tu się zdarza naprawdę!!!
A z trzeciej?
Na logikę i chłodny chów - tak, dzwoniłabym. Wiem, że nic nie zrobią, ale dziecko traumę może mieć. Zwłaszcza jak już ma jakieś wzorce niefajne w głowie. Ale pewnie będąc w twojej sytuacji zrobiłabym to co ty. Agresywnie kazała się odpi... A potem, pamiętając historię z książki, troszkę pośmiałabym się pod nosem.
Jak będzie znowu, to dzwoń. Dużej krzywdy policja mu nie zrobi, a przynajmniej go zabiorą.
Ja dziś odbyłam ponowną walkę z haskim. Tym razem było ostrzej i już mnie to nie bawiło. W stronę miasta nie mogę iść, bo tam rudy i czarno-biały. W stronę lasu nie, bo tam haski. Gdzie ja mam z nią chodzić? Jeszcze trochę. Już prawie 3 tyg. Jeszcze max tydzień i będzie koniec.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
No właśnie zdążył.
Mam nadzieję, że nigdy więcej...
A z Zochą to sterylizacja koniecznie. Jesli chodzi o ciachnięcie jajek mojej kotce to był najlepszy pomysł w kocich sprawach ever.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
tak, tak, ja wiem, że u ciebie zdążył. Ale to było do tego co było w tej opowieści! Że nie ważne, że go policja zgarnęła, że może nawet o niedoszły gwałt będzie sądzony, że zimno, że on tak długo czekał, że nagi. Największą tragedią było to, że nie zdążył pokazać!
W kwestii Zochy. Nie ma nawet opcji, że zostawimy to tak jak jest. Kupiłam sobie gaz pieprzowy na zwierzęta (ma mniejsze stężenie pieprzowe). Żeby wytrzymać do końca. Już niedługo. Max 9 dni.
Aha. Znalazłam Niobe dla ciebie obrazek. Będziesz miała :) Znaczy się, z ogromną przyjemnością go dla ciebie zrobię :) Jeśli wciąż byś chciała :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Obawiam się, że nie zasłużyłam na obrazek...
---------------------------------------------
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
a czy to był napad na bank? Czy tylko smakowość chwilowa?
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie wiem. Wiem, że za kilka dni CT a ja chyba nie dam rady pobiegać. A wciągam w to Mateusza.
Wiem, że w czwartek muszę jechać do Szefa i zostawię Młodą na cały dzień samą (jadę przed 5 rano i wrócę po 22). Martwi mnie to bardzo.
Wiem, że mój kolega z zespołu się mocno rozchorował i długo go nie będzie i muszę go zastąpić a ze swoja robotą ledwo wyrabiam.
Wiem, że są niedługo święta których nie chcę. I sylwester, którego też nie chcę. Chcę się napić wina, na swojej kanapie w dresie i bez makijażu.
Czuję się jakbym miała 1167 lat. Od dawna nie czułam takiej starości duszy. Chyba naprawdę jestem zmęczona.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
nie widzę podstaw. Twój wniosek o nie otrzymanie obrazka został odrzucony. Tylko nie próbuj udowadniać, że jest inaczej, bo dostaniesz obrazek podarty. I nie zawaham się go wsadzić do koperty i taki podarty ci wysłać.
Młoda sobie poradzi. Rób monity, dzwoń do niej. Poradzi sobie. W najgorszym razie jakimś tragicznym, dzwoń do nas, my pomożemy.
Święta olej. Nie czujesz, nie chcesz - leć po minimum koniecznym.
Sylwester - my też zamierzamy go tak spędzić, chyba że jednak Frey zbierze rodzinę i wpadną wszyscy :)
CT? - Olej. Nie możesz, nie masz sił, granica bólu - nie biegnij. Nic złego się nie stanie. Mateuszowi powiedz prawdę.
Wiek - bo masz. Na dzień dzisiejszy masz 1167 lat. Tylko odpoczynek może cię uratować. Znajdź go chociaż na sekundę.
Się nie martw. Skup się na oddychaniu. Nie musisz robić nic więcej. W każdej smutnej chwili, po prostu przestań myśleć i oddychaj. Nic więcej.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, muszę Cię uprzedzić, że po ustąpieniu objawów cieczki suka może zajść w ciążę jeszcze przez około 3 tygodnie do miesiąca, a zazwyczaj niewprawne oko nie jest w stanie określić dokładnego momentu. po cieczce należy odczekać 2 do 3 miesięcy, aby hormony wróciły do normy i aby wykluczyć ciążę urojoną, i dopiero zaleca się sterylizację.
Niobe, kiedy miałam około 11 lat, taki człek przechadzał się po parku w mojej okolicy. dzieciaki reagowały różnie, niektóre nerwowym śmiechem, inne współczuciem, ale generalnie żadne nie potrafiło sobie z tym poradzić, a nie było na tyle odważne, aby powiedzieć komuś dorosłemu. zdecydowanie bym dzwoniła po policję.
w kwestii licznych niechceń, wiem dokładnie co masz na myśli. ja powoli zaczynam zaznaczać w planie czas wolny, określać co chcę z nim zrobić - bo jak tego nie zrobię, na pewno będę pracować albo zajmować się domem albo związkiem albo zwierzami albo czymś innym, byle nie sobą. a przecież mam potrzeby, i ciągłe odkładanie ich na później nie skończy się dla mnie niczym dobrym. czasem nawet pozwalam niektórym rzeczom się rozlecieć, bo są dla mnie mniej ważne niż ja. muszą w końcu być mniej ważne niż ja. to jest lekcja, którą właśnie przerabiam. odrzucam schemat, że inni najpierw, bo mi się mniej należy. ***** prawda, należy mi się, i zgodnie z instrukcją, zakładam maskę tlenową najpierw sobie, a dopiero potem innym.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
chciałam wejść na chwilę zobaczyć co u Was a tu tyyyleeee napisane a ja już muszę spać.... to będę mieć lekturę do śniadania w pracy na jutro ;-) i jutro popołudniu nadrobię bo J w pracy a ja muszę usiąść do kompa i zgrać nową playlistę do biegania więc będzie okazja odpisać co nieco :-) :-*
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
chimere
Shin, muszę Cię uprzedzić, że po ustąpieniu objawów cieczki suka może zajść w ciążę jeszcze przez około 3 tygodnie do miesiąca, a zazwyczaj niewprawne oko nie jest w stanie określić dokładnego momentu. po cieczce należy odczekać 2 do 3 miesięcy, aby hormony wróciły do normy i aby wykluczyć ciążę urojoną, i dopiero zaleca się sterylizację.
no to będziemy walczyć do upadłego! :D Czyli do momentu sterylizacji.
Zastanawiam się tylko czy przypadkiem w momencie kiedy miną te 3 miesiące, to ona nie dostanie kolejnej. W tym roku miała w kwietniu. Nie wiem czy psy mają regularnie, czy na zasadzie "wiosna", "jesień".
Ale wszystkiego dowiemy się u weta już wkrótce.
Dobra. Świątecznie zrobiłam gołąbki. Przeparowałam je i są za miękkie i nie nadają się do mrożenia :cry:
I w ten oto sposób będziemy jedli gołąbki przez 3 dni :D G się bardzo cieszy :he:
Dobrze, że pierogi wyszły.
Śledzie też wyszły! Są idealne! Czy ja już mówiłam, że przepis jest mega? Tylko cukru śmiało można dać o połowę mniej. Ale jest ważny w przepisie, więc nie warto go omijać.
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Shin, zazwyczaj co pół roku jest cieczka, ale to zależy od suki, niektóre mają co rok, niektóre częściej, a niektóre mają cieczkę utajoną, i nawet nie widać, że ją przechodzą.
a te śledzie to i ja zrobię, uwielbiam śledzie. ostatnio robiłam też z ciekawego przepisu - cebula sparzona, ogórek kiszony, czosnek i papryczka chilli, oczywiście śledzie, wszystko zalane olejem lnianym. wyszły pyszno-ostre :)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
siedzę i nie wiem co napisać.
Z jednej strony chce mi się śmiać. Głównie dlatego, że mam przed oczami historię o takich ludziach z tej książki od ciebie Niobe. I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
Z drugiej mnie zatkało, bo w mojej głowie to taka trochę miejska legenda. A tu się zdarza naprawdę!!!
A z trzeciej?
Na logikę i chłodny chów - tak, dzwoniłabym. Wiem, że nic nie zrobią, ale dziecko traumę może mieć. .
Dzwonić, zawsze dzwonić!!! Nie wiem jak u was ale u nas chłopaki zawsze jadą w teren. Raz takiego bez gaci starego dziada przywieźli, siedział bez gaci na korytarzu, swetrem się zasłaniał. Strasznie obleśny ale od razu sprawę do sądu pchali bo to też przy szkole było i dziewczynki nagabywał.
Nie każde dziecko jest takie jak ja -> rzuciłam kijem i poszczułam psem a dokładnie goniłam gościa z psem na smyczy... uciekał! o mało w tych gaciach zębów nie wybił...
Kurde jakaś męka, przez chwilę mi w ogóle spacja nie działała...
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Co do sylwestra, a co jakbyśmy wszyscy spędzili sylwestra w dresie? wiem że zawsze razem od początku ale... obawiam się że nie dam rady namówić J na drugi wyjazd a już i tak cud się stał - jedziemy na święta do moich rodziców!!!!
Chyba że będziecie mieli ochotę wpadać to drzwi moje zawsze otwarte. Z drugiej strony nic się nie stanie jak spędzimy sylwka osobno bo i tak (mam nadzieję!!!!) spotkamy się na biegu w styczniu???? jakby nie było jesteśmy cudem kolejnym zapisane :-D
Ja się jedynie cieszę, że ten rok się kończy... też jestem zmęczona, nie mam siły i ... mam depresję, postepującą.... (wina, wina, wina, wina dajcie....!!!!)
-
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
nie wierzę....forum znowu działa...................ciekawe jak długo?
Co tam u Was dziewczyn?
Pewnie nie wiecie że znowu można pisać ;-)
-
Odp: Magiczny kociołek.