Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
gruszka21
Była kontrola, Bobas ok ;-) ja mam dalej pakować hormony i się oszczędzać. Spacery tak, ale tylko powolne (nie wolno mi szybko chodzić), no i niestety z krakowskim powietrzem to rzadko to jest niestety zdrowe rozwiązanie :-( W sezonie grzewczym, przez większość dni bardzo się odradza przebywanie na powietrzu, a nawet wietrzenie mieszkań, zwłaszcza ciężarówkom takim jak ja ;-)
Także niewiele wolno mi robić, siedzę i tyję :P ...jeszcze 2 miesiące...
nie martw się. Jeśli nie da się inaczej, siedź i tyj. Zrzucisz później. Dzidziuś ci to zagwarantuje :D
Naprawdę w Krakowie jest aż tak złe powietrze? Znaczy się, wiem, mówią o tym, ale... Aż tak? Kurde :(
Cytat:
Zamieszczone przez
chimere
Shin, tak sobie czytałam Twoje krzyczenie i każde słowo jak igiełka prosto we mnie. ale to takie dobre igiełki, które trafiają tam gdzie trzeba i rozluźniają, bo już wiem, że na prawdę wiem, może nie wszystko, ale dużo, wystarczająco dużo żeby była przewaga dobrego. i żałuję, że nie przeczytałam wcześniej, albo że nie napisałaś wcześniej, i też żałuję, że te słowa znikną w głowie, jak będą potrzebne, ale zostanie ślad, nienamacalny dowód, przeczucie sprawczości.
Niobe, mam takie doświadczenia lodówkowe, jak Ty. nazywam to amokiem. ręce same biorą, japa sama żuje, mózg kompletnie nie pracuje, a potem siedzę i się zastanawiam, co właściwie przed chwilą zaszło. tych momentów jest zdecydowanie mniej, jak mam plan, jak mam cel. zawsze pod spodem jest milion małych fakapów i wspomnień jak kamienie u szyi, ale to jest przecież przeszłość. a przyszłość tworzymy my, prawda?
ściskam Was!
Chimere :heart:
Nom... Nosimy małe demoniszcza w głowach i chyba nikogo to nie omija.
Małymi kroczkami. Uda się. Milion powtórzeń i w głowie w końcu zostanie. Milion lekcji i w końcu się uczymy. Mamy czas. Mamy bardzo dużo czasu. Świat jest cierpliwy. W końcu zorientujemy się, że robiąc to samo nie uzyskamy innych efektów. Dlatego mamy to miejsce. Pisząc, w mózgu działają inne połączenia neuronowe. Człowiek jest bardziej trzeźwy, trudniej jest uciekać i manipulować sobą. Chociaż jeszcze lepiej działa pisanie ręcznie na kartce. Trzeba być tylko szczerym wobec siebie. To się opłaca.
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Dziś G poszedł z Zochą na spacer. Nagle słyszę przez zamknięte okna "NIE!!!"
I sobie pomyślałam: hoho, chyba Zocha ma kolegów ;)
I istotnie. Ponownie haski się przypałętał.
Wczoraj jak biegł do nas (ja byłam rano) to bałam się. Naprawdę się bałam. Jak odgonić wielkiego bysiora, który ma ochotę na suczkę?!
Mój powrót do domu trwał dwa razy dłużej niż wyjście. Próbowałam go odganiać, ale on średnio się bał. A Zocha była zadowolona. Podobał jej się :P W końcu jakoś dotarłyśmy do domu. Dziś G miał tę przyjemność. Ale on użył kija. Ale przecież nie uderzy mocno. A Zocha myślała, że kij dla niej do zabawy i że on na nią krzyczy, więc chciała uciekać, więc się wywinęła z obroży itd.... Wiem, że on facet, ale myślę, że dałam sobie lepiej radę ;)
Chociaż wróciłam do domu przestraszona tak mocno, że dostałam skurczów macicy i przyszedł @ :D A ból był taki, że myślałam, że odpłynę sina w dal! Ten haski to już nie mały fąfel rudy, czy taki jeszcze jeden - czarno - biały. Ostatnio G przywiązał na smycz tego rudego do drzewa, aby Zochę wybiegać (rzucać jej piłkę). Ale rudy zaczął przegryzać smycz :D No i przecież nie walniesz takiego małego bąka no.
Upierdliwe to takie, ale no... Natura! Już niedługo Zochę wysterylizujemy to będzie spokój.
A wczoraj spotkałyśmy innego psa. Bez smyczy. Duży. Mieszaniec. Brązowy. Krzyczę do właścicielki, że my z cieczką! A ona, że spoko, on kastrat (miała go na smyczy elektrycznej). I wiecie co? Zocha pozwoliła się oblizać (eh, kobieta), obwąchać, ale jak położył na niej łapę to się na niego rzuciła! I to z jaką agresją! Najeżyła się i nie pozwoliła! Ale jaka była szczęśliwa jak sobie już poszłyśmy! Miałam wrażenie, że jest z siebie dumna :D
No. Przynajmniej ma jakiś gust ;)
Chociaż nie goni tych małych fąfli. Lubi ich. A, nie odgadnione są potrzeby i humory kobiet ;)
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Spodenki niezłe! Biegałaś już w nich?
Tak. Są fajnie. Ładnie opinają nogi i uda i są cieplutkie. Polecam.
Nie, wtedy nie bo musiałam zostać w pracy nawet dłużej niż zawsze. A potem spadł deszcz. Tęsknię za śniegiem. I boję się co będzie z moim śnieżnym bieganiem bo coś mnie znowu zaczyna pobolewać. Po prostu super!
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Wczoraj idę se ja, rano, przez Wzgórze Partyzantów. Środek miasta dla niewiedzących - taki skwer w kształcie stożka z drzewkami. Widziałam go jak przechodziłam. Był zajęty rozmową przez telefon i stał odwrócony do mnie tyłem. Spoko. Odeszłam parę metrów i słyszę jak do mnie krzyczy "Proszę pani!". Pomyślałam, że może fajkę chce albo coś. Odwracam się on leci w moim kierunku ze spuszczonymi spodniami. Serio! Krzyknęłam, żeby spierdl bo zadzwonię po gliny. I faktycznie zawrócił
Nawet nie to, żebym się wystraszyła. Nie, tacy przeważnie nie są groźni. Chcą, żeby popatrzeć. A nawet zrobiło mi się go żal bo tak bardzo zimno, mróz a on taki golutki...
Potem jednak sobie pomyślałam, że może powinnam była faktycznie zadzwonić na policję bo tam obok jest szkoła i w ogóle... I generalnie jak choojowo zaczął się ten dzień tak też beznadziejnie się skończył. Ehhh...szkoda gadać.
Co byście zrobiły? Dzwoniły gdzieś?
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
siedzę i nie wiem co napisać.
Z jednej strony chce mi się śmiać. Głównie dlatego, że mam przed oczami historię o takich ludziach z tej książki od ciebie Niobe. I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
Z drugiej mnie zatkało, bo w mojej głowie to taka trochę miejska legenda. A tu się zdarza naprawdę!!!
A z trzeciej?
Na logikę i chłodny chów - tak, dzwoniłabym. Wiem, że nic nie zrobią, ale dziecko traumę może mieć. Zwłaszcza jak już ma jakieś wzorce niefajne w głowie. Ale pewnie będąc w twojej sytuacji zrobiłabym to co ty. Agresywnie kazała się odpi... A potem, pamiętając historię z książki, troszkę pośmiałabym się pod nosem.
Jak będzie znowu, to dzwoń. Dużej krzywdy policja mu nie zrobi, a przynajmniej go zabiorą.
Ja dziś odbyłam ponowną walkę z haskim. Tym razem było ostrzej i już mnie to nie bawiło. W stronę miasta nie mogę iść, bo tam rudy i czarno-biały. W stronę lasu nie, bo tam haski. Gdzie ja mam z nią chodzić? Jeszcze trochę. Już prawie 3 tyg. Jeszcze max tydzień i będzie koniec.
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Cytat:
Zamieszczone przez
Shinden
I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
No właśnie zdążył.
Mam nadzieję, że nigdy więcej...
A z Zochą to sterylizacja koniecznie. Jesli chodzi o ciachnięcie jajek mojej kotce to był najlepszy pomysł w kocich sprawach ever.
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
tak, tak, ja wiem, że u ciebie zdążył. Ale to było do tego co było w tej opowieści! Że nie ważne, że go policja zgarnęła, że może nawet o niedoszły gwałt będzie sądzony, że zimno, że on tak długo czekał, że nagi. Największą tragedią było to, że nie zdążył pokazać!
W kwestii Zochy. Nie ma nawet opcji, że zostawimy to tak jak jest. Kupiłam sobie gaz pieprzowy na zwierzęta (ma mniejsze stężenie pieprzowe). Żeby wytrzymać do końca. Już niedługo. Max 9 dni.
Aha. Znalazłam Niobe dla ciebie obrazek. Będziesz miała :) Znaczy się, z ogromną przyjemnością go dla ciebie zrobię :) Jeśli wciąż byś chciała :)
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Obawiam się, że nie zasłużyłam na obrazek...
---------------------------------------------
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
a czy to był napad na bank? Czy tylko smakowość chwilowa?
Odp: Magiczny kociołek. - Część 1
Nie wiem. Wiem, że za kilka dni CT a ja chyba nie dam rady pobiegać. A wciągam w to Mateusza.
Wiem, że w czwartek muszę jechać do Szefa i zostawię Młodą na cały dzień samą (jadę przed 5 rano i wrócę po 22). Martwi mnie to bardzo.
Wiem, że mój kolega z zespołu się mocno rozchorował i długo go nie będzie i muszę go zastąpić a ze swoja robotą ledwo wyrabiam.
Wiem, że są niedługo święta których nie chcę. I sylwester, którego też nie chcę. Chcę się napić wina, na swojej kanapie w dresie i bez makijażu.
Czuję się jakbym miała 1167 lat. Od dawna nie czułam takiej starości duszy. Chyba naprawdę jestem zmęczona.