siedzę i nie wiem co napisać.
Z jednej strony chce mi się śmiać. Głównie dlatego, że mam przed oczami historię o takich ludziach z tej książki od ciebie Niobe. I ta rozpacz, i ten chłód i ten największy zawód, że nie zdążył pokazać. A tak długo czekał!
Z drugiej mnie zatkało, bo w mojej głowie to taka trochę miejska legenda. A tu się zdarza naprawdę!!!
A z trzeciej?
Na logikę i chłodny chów - tak, dzwoniłabym. Wiem, że nic nie zrobią, ale dziecko traumę może mieć. Zwłaszcza jak już ma jakieś wzorce niefajne w głowie. Ale pewnie będąc w twojej sytuacji zrobiłabym to co ty. Agresywnie kazała się odpi... A potem, pamiętając historię z książki, troszkę pośmiałabym się pod nosem.
Jak będzie znowu, to dzwoń. Dużej krzywdy policja mu nie zrobi, a przynajmniej go zabiorą.

Ja dziś odbyłam ponowną walkę z haskim. Tym razem było ostrzej i już mnie to nie bawiło. W stronę miasta nie mogę iść, bo tam rudy i czarno-biały. W stronę lasu nie, bo tam haski. Gdzie ja mam z nią chodzić? Jeszcze trochę. Już prawie 3 tyg. Jeszcze max tydzień i będzie koniec.