Ostatnio wszystko szło dobrze - zakup samochodu, przekłócie pępka, mało roboty na uczelni, tańce, hulanki, swawola - same przyjemności.

dzisiaj miałam egzamin, chyba spieprzyłam.

do tego nie poszłam na zajęcia, na które miałam iść. nie zalicze jednego, nie zaliczę drugiego, chyba zaczynam łapac doła.

do tego zjadłam dzisiaj na tyle kaloryczne rzeczy, że już na wiele do wieczora pozwolić sobie nie mogę (w ostatnich dniach jadłam same supermało kaloryczne potrawy i wychodziło na to, że jadłam praktycznie co pół h)

wszystko mnie zaczyna dołować

jeszcze to cholerne zimno na dworze. w planach był basen, w planach były zakupy - a tu przez to zimno nie będę sie ruszać z domu

aż do ferii mam masę roboty na uczelni, same zaliczenia, koła, potem sama sesja...

co tu robić? pocieszy ktoś?