W sumie jeszcze poszłam do kuchni i zjadłam garstki orzechów i już sięgnęłam po czekoladę! ale jej nie zjadłam! aaa! zawsze jak zjem za dużo to tak mam! cud, że się udało pokonać napad :)
Wersja do druku
W sumie jeszcze poszłam do kuchni i zjadłam garstki orzechów i już sięgnęłam po czekoladę! ale jej nie zjadłam! aaa! zawsze jak zjem za dużo to tak mam! cud, że się udało pokonać napad :)
nie macać mi tu czekolady po kryjomu! :P
Mi trudno pokonać napad...
Więc, wiem jaki jest to sukces dla Ciebie :P :)
Nie macnęłam :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez hari
Zawsze jakiś krok dalej^^ chyba jakieś zobowiązanie wobec forum, nie chcę wypisywać Wam tylu złych wieści :DCytat:
Zamieszczone przez OoAishaoO
Naćwiczyłam się aerobowo 1,5h(tyle można maksymalnie zresztą:P), więc może chociaż trochę tych kalorii spaliłam. Och, jak mi się nie chce do szkoooły iść... ale trzeba.
na pewno sporo spaliłaś :)
mi też sie nie chce do szkoły chodzić :roll: jutro mam prace klasową, 2 sprawdziany i możliwe, ze jeszcze kartkówkę :shock: a ferie dopiero za 2 tyg. :(
ja dziś dwie klasówy miałam, masakra pały dostanę :(
Ja tez pałe dostanę z kartkówki, bo nie nauczyłam się... :(
ja jutro nic nie mam, ale za to w srode spr. z chemii i gegry :?
jakos musze przetrzymac, za 2 tygodnie ferie :roll:
pseuto, gratuluje pokonania napadu :P
hah, a ja mam już ferie ; DD
w sumie, to smutne. pierwszy dzień, a ja już wyglądam jak krzyżówka mojej psory od fizy i złotowłosej w koszulce koszykarskiej*___*
dacie rade dziewczynki!!
Malina - już nie ma czego mi gratulować wczoraj było świetnie
nawet niezłe zakwasy mam po wysiłku,
ale dziś 4,6 tys kcal,
mnóstwo pustych kalorii i ogólnie do d*py
x
nie jesteś sama, ja też wszystko spieprzyłam. ;) cóż mamy zrobić? jutro będzie lepiej i tyle.
będzie lepiej :*:*
Doszło pare setek i jest prawie 5 tys kcal!
Przesadziłam na serio, bo aż zasnąć nie mogłam. :?
dziś - śniadanie
380,12 kcal
<tuli> powinnam Cię sprać za te 5000 kalorii. idę poszukać pasa. :P
ale będzie lepiej dzisiaj.. ;-)
Będzie lepiej, musi się udać ;).
Ee kalorie ble.
Ale dzisiaj lepiej, co? ;)
jak dziś?
i jak? :)
Rowniez trzymam za Ciebie kciuki ;*
Każdemu zdarzają się gorsze dni... I każda z nas Cie rozumie.
Pamiętaj, że taki napad to nie tylko puste kalorie ale i niszczone zdrowie.
I obiecaj że więcej już tak nie będzie! :*
pseuto, dobrze bedzie... :)
musisz po prostu 'wejsc' do swojej psychiki i wrzasnąc NIE NAPADOM !!!
wszystko zalezy od Ciebi, ale wierze, ze sie uda :)
Jejciu 7 strona i jeszcze diety nie zaczęłam, w ogóle weszłam dzisiaj na wagę i było już 7 dych kg, no ale z wypchanym brzuchem po wczoraj wiec to nie byl chyba szybki przyrost fatu.
dzisiaj 3,5 tys kcal - bo wiecie - patrzę - czekoladka otwarta.. i pierwszy odruch; *zjem sobie serek wiejski to mi przejdzie* - gdzie tam... nadal mam ochotę- sięgam po pomidora, ale oczywiście w końcu kończę na czekoladzie, potem rozkręcona wsuwam garstkę orzechów i dwa gołąbki i otwieram ciasteczka... jeciu. Ale obciach. Faktycznie jak tak dalej pójdzie to zrujnuję sobie zdrowie. Ciasteczka i inne gadżety to zło!
zło
zło
zło
ZŁO
ZŁO
ZŁO
ZŁO
... :mrgreen: (odwala mi troche ;p)
KONIEC Z TYYYYM!
startujemy..od nowa.. a jutro jest idealny dzień na rozpoczecie diety bo przed tlustym czwarteczkiem ;p
ZŁO ! :P
ej, ale dzisiaj bedzie już lepiej co :> ?
Słodycze wciągają. ZŁO!
No tak... tłusty czwartek! :cry:
Rety a ja nie chcę zjeść ani jednego pączka. Nie mam pojęcia jak to zrobię. Będę ganiać za pączkami i faworkami z krzyżykiem i czosnkiem :lol:
Suspense - ZŁO!, na bank nie zawalę :D
Korni, ZŁO!, nie martw się, poradzisz sobie :)
Dzisiaj o mało nie padłam na wadze - 70,8kg! :shock:
no na tyle nie wyglądam ....nie no koszmar... mam popsuty humor na początku dnia.
napisałam sobie to na dłoni długopisem aż :/ ale jeśli, jeśli... waga tyle wskazuje to pewnie spora jej część to nowy tłuszcz :shock: jestem wariatką po prostu
cholerna wago! :shock: i to jest mój jedyny motywujący aspekt - przekroczyłam pewną granicę. Robimy test - ciekawe ile po tygodniu 1400 kcal - czyli co waga wskaże y...5 lutego
kompulsy są przes*ane ;] teraz to na bank się nie nażrę - planuję właśnie posiłki - wchodzę do kuchni tylko w godzinach, gdy mam zjeśc normalny posiłek...kurczę czemu ja wcześniej tego nie robiłam :? już prawie luty jeszcze trochę zleci i bedzie wiosna ... co ja wyczyniam do cholery!?
czemu ja jestem zmotywowana po fakcie?! przez cały luty się nie objem! nie wiem jak to zrobię, bo już mam obsesję by zjeść landrynki co mam na biurku(mama mi połozyła, "fajnie" co?)... zaraz zaraz .. *wychodzi z pokoju* .... *wraca* ukryłam :mrgreen:). ale czy można na mnie liczyć? tego dowiecie się w odcinku 1567 ;p
kochane nie objadajcie się, bo będziecie mieć takie rozterki jak ja :/
Odchudzałam się przez sierpień i wrzesień. Widziałam efekty, waga zleciała do 56 kg, więc postanowiłam 'pozwolić sobie na więcej'. Wróciłam do jedzenia czekoladek w drodze ze sklepu do domu, wróciłam do pochłaniania kosmicznych ilości smażonych rzeczy itd. W grudniu ważyłam od nowa 62 kg. W fazie przygotowawczej straciłam 2 kg, a teraz podczas diety przybyło mi jeden 8)
Najgorsze jest to, że jak ja zaczynam widzieć efekty to wracam zaraz do starych nawyków :roll:
To i tak masz lepiej Madamek 8) bo jadłaś normalnie, w sensie nie ogrooomne ilości - np.pakowanie sobie 8 tys kalorii w ciagu dnia jak do lodówki ;). jadłaś tylko duże ilości niezdrowego jedzenia ale rozłożone w czasie(czyli normalnie) pod wpływem tego, że byłaś szczuplejsza- wiecej samoakceptacji i mniej kontroli. Pewnie, że żal tych efektów, po każdym przytyciu się żałuje. Ale wyobraź sobie jak tyjesz nagle- powiedzmy niedawno płaski brzuszek - a teraz galareta 8cm większa to już w ogóle masakra. Ja tak właśnie mam. Jem wiele naraz- tfu! nie ja nawet nie jem ja wsuwam jakby mnie głodzili przez całe życie;) , kilka "chapnięć i nie ma - w ten sposób jem ogromne ilości - przybywa mi cm tu i ówdzie(no i nie tylko brzuch jak podałam na przykładzie, ale też uda, ramiona... masakra:() w szybkim czasie. Owszem jem peeełno słodyczy ale też bardzo często, zwykłe jedzenie- jakieś gołąbki, bułki i parówki. to zachodzi szybko, tak szybko ze zapominam o smaku jednego - a za moment już druga rzecz jest w ustach . I to się zaczyna niewinnie - np. sypię sobie do buzi dajmy na to cola cao, potem jak się docukrzę idę do lodówki i wyjadam kabanosy, a nawet zwykłe twarogi :/ żrę i nerwowo spoglądam czy firanki są zasłonięte, czy przez okno mnie nie widać :roll: czy nie ma nikogo w domu :roll: nie chcę obserwatorów. napotykam sie na suszone morele - wyżeram całe, potem znowu idę po cola cao i... lecę po bułę, nakładam tabun masła, wypijam mleko i itd. itd. w rezultacie siedzę w kuchni godzinę i wsuwam dalej tysiące kalorii - potem przerwa, wracam na wieczór i kontynuuję. I choć sto razy sobie wmawialam ze przestane, to i tak caly czas to sie dzieje. Generalnie obżeram się tym co mam w domu, b. rzadko sama kupuję sobie na mieście i w szkole śmieciowe jedzenie. Parę razy tylko kupiłam sobie jakieś :)
i co jest najdurniejsze w tym wszystkim - cały czas czuję się jakbym się odchudzała(podczas akcji tycia zliczalam kalorie sniadań i obiadów niejednokrotnie).. tak, tak... mimo obzarstw albo tych mini wpadek w postaci kupowania sobie fastów bycie na diecie wrylo mi sie w psychike :lol: (to i tak sie nie liczy, bo na moja wage mialy wplywy obsesyjne napady). ja wole Twoja sytuacje:)
===
Hmm dzisiaj modyfikuję dietę i zjem 1800 kcal, bo do ciotki na gulasz idę 8) i torcik :oops: ale się nie objem, jak obiecałam.... bo ja sie nie objadam przy ludziach - jestem taka - "co to nie ona" :mrgreen:, no po prostu nie bede sie obzerac przy ciotce choc tak robie przy kazdym spozyciu tlustych rzeczy :mrgreen: dobrze, że to 1800 na samym początku diety ;] jeszcze nie przystosowałam metabolizmu do mniejszej liczby kcal.
Ja jadę w przyszłym tygodniu na cztery dni do ciotki która uważa, że mnie chyba nie dożywiają w domu :roll: I ja tam wsuwam zawsze jak durna słodycze i wszystko, chciałabym, żeby tym razem było inaczej ale wiem, że nie będzie :roll:
pseutonim ja właśnie widzę jak jadłam normalnie - że mam cały brzuch poorany rozstępami...
bóg zapłać,że mam ciało "po mamie" i ona nawet po dwóch ciążach żadnego rozstępa na brzuchu nie ma :D a odchudza się tak jak ja, przez całe życie :P
za to ja mam rozstępy :D na dupie i udach :D ale co taaaam ;p nikt idealny nie jest ;)
w takim razie miłego torcika i gulaszu, no i teeen... nie objedz się jak wrócisz do domu ;)
ja dzisiaj na wadze 70,6 (trzeci dzien @ mam) ale to bardzo blisko twojej wagi ;)
więc nie bój żaby nie jesteś sama :D
ja podobnie ja pseutonim swoją wagę 'zawdzieczam' napadom :x
z tym ze ja czesto sobie sama jedzenie kupowalam, bo nie chcialam zeby rodzice sie dowiedzieli ze potrafie naraz tyle zjesc. w taki sposob zrypalam sobie przemianę materii i uzyskalam duzo za duza wage :roll:
ale pilnuje sie, staram :)
Ty tez pseutonim uwazaj z tym, to moze byc niebezpieczne :?
trzymam kciuki zeby Ci sie udalo wyjsc z tego łajna :wink:
wtaj pseutonim :) przeczytalam caly twoj pierwszy post... zaczwycac to sie nie ma czym ale masz szanse oby Ci sie udalo!
ja juz mam za soba 3 rowne lata myslenia o jedzeniu!! tym cie moge tylko pocieszyc.
trzymaj sie kochana! bede wsperac ;*
zapraszam do siebie :)
a jak tam dzis dietka?
Ja też trzymam kciuki. I podobnie jak Afrodyta jadłam kiedy rodzice nie widzieli. Nawet w pokoju pod kołdrą.
Właśnie ja swoją wagę zawdzięczam tym czekoladkom. Codziennie - co dwa dni dostarczane dodatkowo 200-300 kcal dawało mi dodatkowe kilogramy.
Ja też kupowałam sobie jakieś podróby nutelli, chowałam je za szafkami i wogole wszedzie.. kupowałam draże, twixy, chipsy.. wszystko, ale to absolutnie wszystko... żebym chociaż jadła to normanie.. a ja nie.. wpierniczałam wszystko w nocy przed snem.. a teraz nie dość ze mam wałki tłuszczu to jeszcze mam pruchnice od tego całego cukru... :* musimy dac rade głupim nawykom
A tak wogóle to nawyk chowania jedzenia został mi do teraz... potrafie chować musli, jogurty za szafkami i zasłonami ;] takie zboczenie.. boje sie chyba ze mi ktos zje..
mnie jedzenie nie rusza jak widzę je w sklepie, jeden +, ale te obsesyjne napady w domu pokonam. choć przyznam, ze łatwe to nie jest.
Hmm niby zwykła czynność... jedna z wielu potrzebnych do życia, a traktujemy ją jak ykhm jakiś priorytet i to cholerstwo łączy się nieodzownie z wyglądem naszych figur/stanem zdrowia..
Wczoraj poszło mi ładnie^^ znaczy się nie nazwę tego dietą(dlatego zmieniam znowuż temat wątku, że od dzisiaj zaczynam^^) ale po prostu jadłam jak człowiek, i co z tego, że był torcik i gulasz z sosiwem. To tylko głupie żarcie :D
dziaj dieta odchudzająca - oficjalnie :D poje się mniej, schudnie.
i co z tego, że doprowadziłam się do takiego stanu? czasu nie cofnę :D poczekam trochę i będę laską! :D ja lubię dietować, bo się wtedy cudownie czuję ;] a nie jak po..paskudnych/ durnych/ nienormalnych kompulsach
no to powodzenia pseutonimku :) pilnuj się i nie daj, by jedzenie Tobą rządziło!
szlag trafił moją dietę :(
był facet - była dieta. nie ma faceta - są pączki i kupa puszek po piwie. nawet już nie ma się dla kogo starać. jestem zbyt podatna na tego typu 'używki' ;x
Pseutonimko, jestem z Tobą :wink: .