Uff... Ciężki dzień. Wstałam 5.30, po 7 byłam na polu... Haha, 20 km... PONAD 20km rowerem. Pod górkę. Czy w te, czy we wte - pod górkę.
Do 17 rwałam te jebane porzeczki... Za 5 skrzynek dostałam niecałe 30zł... Eeh... No i wróciłam do domu, popodlewałam w ogródku i zaraz lecę sie myć... Wyglądam jak z rynsztoku :/...

A zjadłam:

- jajecznica z 2 jaj + chleba minimalnie, bo się kończył,
- big milk,
- banan,
- chupa chups,
- 2 kanapki z serem (tj 3 kromki chleba ser)

Kcal: ok. 950.


Niedługo przyjedzie luby i mam zamiar zjeść pół dużej pizzy... Serio, zrobię to. Mimo tego, co zjadłam, brzuch mam aż wklęsły jakiś...