Chce wreszcie pozbyć się nadwagi i wyglądać jak zwyczajny człowiek. I nie słuchać już nieprzyjemnych uwag od niektórych osób. Nie rozumiem dlaczego to robią ale mi jest już z tym bardzo źle bo czuję się wykluczona ze środowiska. Ale nie tylko dlatego to robię. Też dla własnej satysfakcji. Że mogę ładnie wyglądać i ubierać się w ubrania o których teraz mogę sobie tylko pomarzyć. I odzyskać pewność siebie....
Co do mojej rodziny to wsparci nie mam. Kiedyś chciałam porozmawiać z mamą, że chcę przejść wreszcie na dietę - doprowadziło to jedyni do tego że się poryczałam... Ona nie rozumie, że ja juz nie chcę tak żyć. Czasem to mi się wydaje nawet, że chce żebym taka była i bym cierpiała. Tata - kupuje dużo słodyczy (sam je lubi) no i to z pewnością mi nie pomaga (i tu zostałam trochę przez Was źle zrozumiana - czemu wogóle mnie sie pyrta czy chcę?! skoro wie, jaka jestem a ja chcę nie chcieć). Brat - brat tylko mnie dołuje i gada ciągle jaka to jestem gruba (ale to może i lepiej, że tak mówi). Wyjazdy do babci - tragedia, tam już nie da się nie zjeść bo babcia by się obraziła albo pomyśli, że nie smakuje.
Nie wiem jak sobie poradzę, ale chce schudnąć! I to bez względu na wszystkich. nie chcą mi pomagać - trudno. Może się uda. Musi!
Od wtorku przechodzę na dietę kapuścianą. A do tego czasu ograniczam żywienie. Dzisiaj na śniadanie zjadłam płatki fitness i wypiłam tymbark. Muszę nauczyć się pić wodę mineralną chociaż bardo jej nie lubię... Nie będę jadła żadnych słodyczy. No i może wreszcie czas zacząć ćwiczyć. Do tej pory tylko siedziałam w domu. Postanawiam sobie jeździć na rowerze (jak najwięcej) no i grac w badmintona (uwielbiam ). no i dłuższe spacerki z psem. Mam tez ćwiczenia na płycie. Może przełamię wstyd (przed ćwiczeniem w domu) no i zacznę? Tym razem musi się udać. Kiedyś próbowałam (nie jadłam w ogóle słodyczy) ale raz się skusiłam i już zaprzestałam diety. mam słabą wolę. Ale tym razem musi się udać!