Czytam forum od jakiegoś czasu i trochę mi głupio, ze wczytuje się z ukrycia, dlatego też postanowiłam się ujawnić.
Mam 41 lat, 174 cm wzrostu, wazę obecnie 91 kg. było już 98. Przez kilka lat miałam niewykrytą niedoczynność tarczycy co spowodowało przyrost wagi o całe 28 kg.. Niedoczynność leczę od kilku lat, ale niestety waga wciąż jest wysoka, co schudłam to utyłam, wahnięcia były w okolicach 10 kg. Straciłam już wiarę w skuteczność mojego samodzielnego odchudzania. Mimo sporej wiedzy i stosowania wielu diet efektów było brak.
Ponieważ mój stan zdrowia, cukrzyca typu II, staw biodrowy w rozsypce, musiałam koniecznie zrobić coś z tą wagą, postanowiłam zasięgnąć porady specjalisty w temacie odchudzania , okazało się, że moje trawienie jest tak zaburzone, że zapotrzebowanie kaloryczne dziennie to niecałe 1600 kcal.
Obecnie jestem na diecie 1200 kcal. bardzo regularne i częste jedzenie a po osiemnastej mogę tylko wodę.
I tak to powinno wyglądać, oczywiście jest trochę inaczej. Po pierwszych utraconych 7 kg nabrałam pewności siebie i co za tym idzie doszło do znacznych uchybień w stosowaniu diety i waga ani drgnie. Nie będę pisała, że nie wiem co się dzieje bo wiem, że jednego dnia jest 1200 kcal a drugiego 3000 kcal. Często wpadnie coś zakazanego i efekt jest taki, że waga stoi od czterech tygodni.
Co wieczór powtarzam sobie to samo od jutra koniec i wszystko jest w porządku dopóki jestem w pracy, gorzej jest jak jest osiemnasta i jem obiad, wtedy mam wrażenie, że zamiast żołądka mam wiadro, które jest w stanie wszystko pochłonąć.
Dlatego też może spowiedź tu na form sprawi, że przestanę się bawić w odchudzanie, a zacznę podchodzić do tego poważnie i rzetelnie. Po cichutku liczę na wsparcie dobrych duszyczek, czasem na kija a może i jakaś marchewka wpadnie.
Może jeszcze założę te ciuszki, które leżą na pawlaczu w wielkiej walizie o rozmiarze 42.
Zakładki