Dziś 8 dzień diety i już zaczynam wymiękać a było tak pięknie

Wyeksmituję moją mamę razem z tym pełnym barkiem słodyczy albo sama przeniosę się do jakiegoś kartonu pod mostem. Przez te diabelski żelki i trufle moja dieta podupada okropnie na zdrowiu. Wmawiam sobie wszystko co tylko mogę żeby nie jeść słodyczy wszystko ładnie do momentu aż nie wrócę z pracy i wtedy booom wiem, że one tam są i tak sobie skubnę po jednym potem drugim i co …. i szlak mnie trafia że taka miękka jestem. Wczorajsza dietka zamknięta bilansem ok. 1400 a miało być 1000!

W ramach autosugestii na lodówce przypięłam magnesem (w kształcie świni! żeby było dobitniej) swoje zdjęcie z czasów kiedy ważyłam niecałe 60 kg. Dziś już mam zamiar nic nie jeść walnę jeszcze sobie 250 ml slimfigurki i idę na rower. Bilans na dziś 1150 kalorii.

Uroczyste ważenie nastąpi jurto rano.

P.S. Ślimak na razie stoi w miejscu