ostrzegam.
treści w tym poście pisane przeze mnie czytane są przez Was na Waszą odpowiedzialność. jestem chora na ostrą bulimię. będę pisała o napadach objadania się, o wymiotowaniu i o moich uczuciach. a przede wszystkim o mojej walce z zbędnymi kilogramami.

nazywam się Daria. ważę 56kg przy 166cm wzrostu.
mam 18 lat, a moje zmagania z wszelkimi rodzajami diet zaczęły się od I kl gimnazjum, w wieku 14 lat. schudłam wtedy, w 2 miesiące, z 65kg do 57kg. czułam się dobrze i wyglądałam dobrze. i tak przeleciało gimnazjum.
poszłam do Technikum Chemicznego. byłam najlepszą uczennicą, zresztą podobno nadal jestem. wszystko było piękne, ładne.
ja - uważana za ideała - żyłam miłością, marzeniami, muzyką.


zaczęło się w styczniu 2005.
zaczęłam znów stosować diety. bo przytyłam. nie pamiętam ile już, ale wiem, że było już powyżej 60kg. wymiotowałam sporadycznie. po kolacji, czasem po 'czymś większym'.

a w maju wymiotowałam już po wszystkim, co włożyłam do ust. Mama bardzo szybko się zorientowała, że wymiotuję. dlatego też przy następnej wizycie u psychiatry [od września '04 leczę się farmakologicznie z depresji] musiałam powiedzieć o moich kłopotach z jedzeniem. skierowała mnie do NZOZ "Dąbrówka" w Gliwicach.[ tam też się leczę do tej pory.]

tamte wakacje były moimi najgorszymi wakacjami w życiu.
mój dzień?
rano: napad objadania się=rzyganie. południe: napad objadania się=rzyganie. popołudnie: napad objadania się=rzyganie. wieczór? zgadnij.

i tak do września. zaczęłam terapię. skończyłam wymiotować. przyszła kontrola jedzenia.
o taaaaak. 300kcal na dzień. przez wymiotowanie schudłam 10kg, do 56kg, z wagi startowej 66kg.
zachorowałam na anoreksję. z bulimii bardzo szybko przechodzi się z anoreksję. na odwrót zresztą też.

zeszłam do 44.8kg. w Ośrodku powiedzieli mi i mojej koleżance, też anorektyczce, że jeśli znów schudniemy nawet 0.2kg to biorą Nas do szpitala. opiłyśmy się wtedy wodą mineralną. u mnie waga pokazała więcej, u Niej mimo opicia się mniej. dostała skierowanie do szpitala. była tam 3miesiące. przytyła, ale dalej ma problemy z jedzeniem.

kazali mi tyć. pilnowali. płakałam. ciełam się. chciałam umrzeć. nie chciałam tyć. chciałam być chuda. jak wyglądałam? => [link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]

i wpadłam w bulimię. ostrą bulimię. i siedzę w tym bagnie od stycznia.

Moja Miłość mnie nie kocha już. większośc 'Przyjaciół' się odwróciła. Rodzice mnie nienawidzą. a w szkole oceny są tragiczne. straciłam tak wiele..




chce wreszcie stać się człowiekiem. i od dziś postanowiłam trzymać dietę. szkoda tylko, że ja nie potrafię się zdrowo odchudzać.

moje śniadanie: 80g sera białego chudego+mały pomidor. łącznie 100kcal.
mój obiad: 'zielona zupa': 100g fasolki szparagowej+100g brokułów+pół kostki bulionu z oliwą z oliwek+przyprawy+pół łyżeczki margaryny. najwyżej 100kcal.
a potem.. 3 napady objadania się.
czyli: kakao, 200g lodów, prażynki serowe, pół białej czekolady, pół paczki ryżu z jabłkiem i cynamonem, pół chleba razowego z nutellą, paluszk, paczka ciasteki.
wszystko zwymiotowałam. męczyłam się jak nigdy. już nie potrafię wymiotować. nawet nie wiem po co to robię. skoro i tak połowa tego co zjadłam została mi w organizmie..

ćwiczyłam. owszem. i ćwiczyć będę jeszcze dziś. pobiegam może wieczorem..

ciężko mi. szczególnie gdy nie chcę jeść, a Ona mówi: żryj ty tłuściochu. żryyyyyyyyyyyyyyyj. czekoladę, ciastka i lody. już. żryyyyyyyj.