-
Witajcie, dziewczynki
Na samym początku chciałam zdać relacje jedzeniowo-ruchowe...
Relacja z wtorku, 27. marca:
Ruch:
Truchtanko przez 30 minut + rozciąganko (tja, a ja rozciągam nasz piękny polski język
)
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem i cukrem x2 = 120
> 2,5 razowych pancakes (z owocami) = 238
> mus brzoswiniowy = 50
> 2 małe ogórki = 17
> 2 deski Wasa = 80
> potrawka z kurczaka, pieczarek, cebuli i brokuł = 300
> 1 pyza ziemniaczana = 50
> pomidor = 17
> 1 batonik all bran = 130
> 2 plastry szynki = 94
> 2 deski Wasa = 80
> 1 plaster sera = 80
> 3 pomidory = 51
Łącznie 1307 kcal
Relacja ze środy, 28. marca:
Ruch:
Truchtanko dzisiaj przez 40 minut plus rozciąganko, a na deser brzuszki (proste 3x20, boczki 2x20)
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem i cukrem x2 = 120
> 2 jajka na twardo = 140
> 2 pomidory = 34
> 0,5 łyżki majonezu = 50
> 3 małe ogórki = 18
> ryż (200g) + pikantny sos pomidorowy = 336
> muszle św. Jakuba (czyli scallops) = 90
> batonik all bran = 130
> 2 deski Wasa = 80
> 1 plaster szynki = 47
> 1 plaster sera = 80
> papryka (140g) = 32
> mała łyżeczka dżemu jeżynowego (własnej roboty!
) i 2 migdały = 50
> 1 kiwi (100g) = 40
Łącznie 1217 kcal
A teraz muszę się wam pożalić... Dzisiaj jest środa, a środa to dla mnie dzień ważenia i mierzenia... Wchodząc więc pełna nadziei na drobne posunięcie w dół na tą wagę, doznałam szoku!
Zamiast schudnąć, to ja przytyłam! Całe pół kilo!!!
Wiem, że jeszcze @ mi się nie skończyła, poza tym miałam w niedzielę mały wybryk antydietetyczny, ale żeby aż tak??? Wczoraj bądź co bądź miałam mniej... Zła byłam co niemiara, więc... potruchtałam podładować baterie na słoneczku i zamiast 30-tu, pomęczyłam się całe 40 minut! Ja się wadze nie dam!!!
I mam nadzieję, że ta wstręciucha jutro już okaże skruchę...
I każdego dnia trochę więcej...
Dzisiejszy dzień upłynął mi na telefonatach i wizytach w agencjach pośredniczących w znalezieniu pracy, bo ta forma job hunting jest tutaj bardzo popularna, więc pomyślałam sobie: czemu by nie spróbować? i zawitałam aż do czterech... Uff, jakie to męczące, zawsze trzeba być wygadanym i robić jak najlepsze wrażenie (ponoć robię, aż się rumienię...
)... Na jutro mam test w jednej z nich, a w drugiej muszę się umówić na inny dzień (wymijaliśmy się wiadomościami na komórce), trzecia zaś, a w zasadzie trzeci był bardzo miłym panem, który jednak specjalizował się na IT (nawet w takich firmach jest specjalizacja!
), więc mi nie za bardzo pomoże, ale dał za to całe mnóstwo adresów innych pośredników
oraz kilka dobrych rad (abym wykorzystała mój urok osobisty i nie dała się zmyć
) i przeanalizował moje CV (czyli resume na tutejsze). Dodatkowo zadzwoniła dziś za samego rana pani z pewnej firmy, w której byłam dwa dni temu (bo myślałam się u nich zatrudnić, ale niestety nie mieli niczego dla mnie), była tak miła, aby dać mi namiary na jednego z tych pośredników, do których później poszłam.
Ludzie są kochani, prawda?
Bo w końcu co ona z tego miała? Czysty altruizm!
A może tym ludziom się mnie żal robi i dlatego są tacy uprzejmi?
Bo gdy idę się zaprezentować, to strach staje mi kołkiem w gradle i prawie łzy do oczu wyciska... Za każdym razem muszę samą siebie strofować...
No, Moniśka, raz kozie śmierć... Ale ta koza już czasem kozłem się okazuje...
No, to tyle na razie... Dzisiaj postanowiłam spędzić bite 2 godziny na czytaniu książki, bo ostatnio za dużo czasu spędzam przed laptopem... Jutro odpiszę wam obszerniej, dzięki za miłe mysli! Kochane jesteście!!!
I na sam koniec - właśnie rozmawiałam z przyjaciółką i może też do nas dołączy w odchudzanku1
Bardzo się cieszę...
Buziaki,
Moni
-
No, to w sumie wyszlo bardzo pozytywnie
Trzymam kciuki za znalezienie pracy, a co do wagi - w czasie okresu jest nieprzewidywalna, na pewno bedzie lepiej
-
Chyle czola przed Toba Xana za odwage i w ogole, ze taka jestes. Szukanie pracy nie jest latwe, a jeszcze jak sie przeciaga w czasie to moze sie czlowiekowi odechciec naprawde. Trzymam kciuki bardzo mocno, zeby Ci sie udalo. A Twoja kolezanka to jakas nowa, czy juz ze 'stara' sie do Vancouver przeprowadzilas? A moze utrzymujesz z nia tylko kontakt mejlowy?
Ojej! U mnie juz po dziesiatej, a to znaczy ze mam stad spadac. Latwo sie zapomniec czytajac i piszac w naszych pamietnikach. W ogole to ze waga zwariowana to sie nie martw, ja to czekam na @ w tym tygodniu, chcialabym byc juz po, ale nie wydaje mi sie. Ja nawdze staje w poniedzialki i pewno wtedy cala bede spuchnieta i w ogole do bani. Rob swoje. A skad Ty pyze wzielas? Wiesz, ja rowniez robie sobie dzemy, ale z borowek. Uzywam tylko fruktozy jako dodatku i wychodzi mi przepysznie.
-
Witajcie w ten słoneczny dzień
Wklejam ciekawe ćwiczenie, dzięki któremu możemy uzyskać nogi jak u tancerki... A któżby takich nie chciał?
Get Dancer's Legs!
Want dancer's legs without having to go to dance class? Here's a move that will help give your legs that long, lean appearance!
You'll need a chair for support. Start by standing tall, with one hand on the back of the chair for balance and the other on your hip. Begin in "first position" (think ballet), with your toes turned out and your heels touching. Keep your back straight and your abs tight. Dip down by bending at the knees, keeping them square over your toes. Lift your heels off the floor, pushing from the balls of your feet. Straighten your legs, squeezing your buttocks and inner thighs, then lower your heels, returning to the starting position.
The move has four steps — plié down, lift heels, push up, and heels down to starting position. Repeat the series for two sets of 8 to 12 reps each. Rest for 15 seconds between sets. Fabulous! It's that simple!
PS: Mam słabe połączenie internetowe, więc teraz już uciekam, ale wieczorkiem pójdę do kafejki i przy aromatycznej herbatce pooglądam wasze wąteczki... Mam nadzieję, że ładnie się wam chudnie...
Moja waga przestraszyła się widocznie moich wczorajszych odgrożeń, więc szybciutko zabrała to, co mi dodała... Dzisiaj miałam już 66.5kg!
Oby tak dalej i w tym samym kierunku...
Buziaki i miłego dnia,
Moni
-
Hej Xana
. Ja wlasnie siedze przy aromatycznej herbacie 'owoce egzotyczne'. Troche sie pobujam po tym forum co by sie naladowac i nie jesc dzisiejszego wieczora.
-
Dzien dobry albo dobry wieczor, w zaleznosci o ktorej to czytasz
Zapytalam Anise o pewna osobke ktora sie przeprowadzila ze Seattle do BC, bo pamietam ze czytalam gdzies taki post, no i Anise wskazala na Ciebie! Ja sie w tym momencie znajduje w tym samym kraju co ty, co prawda bardzo daleko na wschod, w Quebec, a slyszlalam ze Vancouver i wogole BC sa piekne! Mam do Ciebie kilka pytan na temat Seattle bo tak wogole to jestem z USA wlasnie, i zamierzam sie przeprowadzac w przyszle wakacje w celach edukacyjnych, no i interesuje mnie wlasnie University of Washington School of Law. Wiem ze Seattle to miasto kawoszy, artystow, i wogole zadowolonych wysportowanych ludzi (tak slyszlalam), no i najbardziej wyksztalcone miasto w USA. Czy potwierdzasz takie fakty, czy masz moze odmienne zdanie na temat tego miasta? A co z pogoda, bo to podobno drugi Londyn pod wzgledem deszczu...czy to prawda? I jak sie prezentuje Pacyfik, czy sa plaze takie typowo turystyczne? Ojej, tyle pytan Ci zadaje, jesli bedziesz miala czas i ochote to opowiedz mi troche (i nam!) o Seattle, bo to naprawde interesujace miasto. Ja jestem z zupelnie drugiej strony Stanow, z Big Apple
, ale nie wyobrazam sobie zycia tutaj w przyszlosci tak na stale, wiec ostatnio duzo wypytuje o inne miasta. Seattle odwiedze w wakacje, jet blue lata tam od 99$ w jedna strone, uwielbiam te linie
Przeczytalam twoj watek, w sumie probujesz sie odchudzac w podobny sposob jak i ja, SB, ograniczenie kalorii,ale mi idzie z mieszanymi rezultatami..schudlam 2 kg ale ostatnio podjadalam wiec nic wiecej...
Zycze powodzenia w poszukiwaniu pracy, polaczenia z mezusiem ktory z tego co sie orientuje jest wlasnie w Seattle?? No i powodzenia w diecie!!
-
No widzisz
Waga posluszna, bo przedtem to byla tylko woda
-
Xana, Ty chyba jak juz sie dorwalas to wzielas dwa etaty, dlatego Cie tutaj nie widac.
-
Wlasnie, jak idzie dietka?
-
Kochane dziewczyny!
Nareszcie mam chwilkę, aby zajrzeć na własny wąteczek...
Dziękuję za podlewanie kwiatków i ścieranie kurzów, dzieki wam nie musiałam szukać tego wąteczka aż na jakiejś 123-ej stronie, co przy tempie tego forum i mojej kilkudniowej nieobecności wcale by mnie nie zdziwiło...
Anise - "owoce egzotyczne", hmmm, brzmi bardzo ciekawie...
Muszę się przyznać, że jestem wielką fanką przeróżnych herbatek, których mam całą półkę w mojej kuchennej szafce.
Ja dzisiaj również ratuję się herbatkami przed napadem głodu, nie wiem czemu, ale czuję się dzisiaj potwornie wyczerpana, a wszelakie zmęczenie to mój wróg, bo wtedy gmeram po szafkach w poszukiwaniu czegoś na ząb...
Więc "zalewam" głodzik gorącą i aromatyczną herbatką...
Właśnie popijam napar z suszonej mięty i rumianku, pycha!
Chanelgirl - witaj w moich progach!
Podać ci też filiżankę herbatki?
Czytałam kiedyś trochę twój wątek, jednak przyznaję, że "po łebkach", mam nadzieję na dniach to nadrobić, by być lepiej w temacie...
Czy ty mieszkasz w Montrealu czy w Quebec? Ja mieszkałam w M. dwa lata temu od stycznia do marca, brrr, czułam się jak miś polarny, bo przy tak niskich temperaturach zimą funkcjonuję "na pół gwizdka"...
W Vancouverze, gdzie obecnie mieszkam, pada zimą dość sporo deszczu, ale to oznacza, że w pobliskich górach wtedy pada śnieg i można wybyć na narty...
Od kiedy mieszkam w Northwest bardzo polubiłam góry i zjeżdżanie z nich na nartach...
Widoki są tutaj tak piękne, że mucha nie siada... Ostatnim razem byliśmy na nartach jakieś dwa tygodnie temu i niestety, ale warunki atmosferyczne już nie były najlepsze, na szczytach widoczność na 10 metrów, a na dole padający śnieg z deszczem... No, ale to koniec sezonu, więc wiadomo... 
To, co mówisz o Seattle, to prawda - przynajmniej tak wynika z ogólnokrajowych sondaży...
Niestety dla Seattle, jeden z tych sondaży oddaje palmę pierwszeństwa Vancouverowi - ponoć to najlepsze miasto na świecie pod względem jakości życia (czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie jak to ujęto): największe natężenie parków na mieszkańców/metr kwadratowy powierzchni miasta (fakt, co kilka ulic jest jakiś park, nawet jeśli to 3 drzewa na krzyż, ale fakt faktem
), ilość imprez i festiwali (ten punkt muszę dokładniej przebadać
), baaardzo mało otyłych ludzi (fakt! f..ck, ja tutaj to prawie wieloryb, którym przecież nie jestem!
:P
), pięęękne położenie (fakt nad fakty!
), świetnie rozwiązana komunikacja miejska vide skytrain (i wciąż budują nowe linie
), mieszkańcy dbający o własny fitnes...
No dobrze, Seattle też jest ciekawym miejscem
, chociaż mnie osobiście bardzo denerwuje to, że główna autostrada I-5 przecina miasto na pół i cały czas słychać ten łomot kół na asfalcie (nawet nocą jest tam ich pełno, nie rozumiem
) oraz to, że wszędzie trzeba dojechać samochodem, co jest męczące...
My mieszkaliśmy (i mój mąż w dalszym ciągu mieszka) w bardzo ciekawej, aczkolwiek dla niekórych dość kontrowersyjnej dzielnicy - gejowskiej. Mieliśmy blisko do centrum, nawet piechotką
, o właśnie mogliśmy chodzić piechotą po ulicach, co nie wszędzie jest możliwe...
Gdy tutaj przyjechałam dwa lata temu (7. kwietnia miną właśnie dwa lata!
) to to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to ilość kafejek oraz ludzi w nich _czytajcych książki_ (!!!) lub surfujących po internecie na laptopach (ponoć są plany zrobienia miasta 100% wi-fi). Mieszkańcy są bardzo otwarci i na przysłowiowe "how are you today?" _naprawdę_ oczekują odpowiedzi!
Capitol Hill (czyli dzielnica, o której ci pisałam) jest bardzo ciekawa architektonicznie oraz kolorystycznie - w kwietniu wszystko tam kwitnie, zimą zawsze jest przynajmniej zielono...
A propos zimy - styczeń i luty najlepiej spędzić w jakichś ciepłych krajach, w którcyh _nie pada_, bo to może wpływać depresyjnie...
Co jeszcze? Seattle jest znane z swojego Pike Place Market, na którym można kupić organic owoce i warzywa (organic to wielkie słowo tutaj, bo Seattleńcy bardzo chętnie dobrze jedzą, jednak wyjeżdżając z miasta jest pod tym względem już tak, jak i w reszcie USA, czyli mniej ciekawie...) oraz ryby na stoisku, na którym ci tą rybę rzucają i coś tam pokrzykują... Dość to widowiskowe, więc i turystyczne...
Blisko Seattle, jakieś 2 godziny drogi, znajduje się piekny las, w zasadzie to jakby puszcza, nazywa się Olympic National Park, gdzie można sobie wędrować aż nad ocean bądź pod górach, w cieniu drzew... 
Dzięki za wzmiankę o tym Jet Blue, nie znałam tej linii...
Jeśli masz jeszcze jakieś bardziej specyficzne pytania, to proszę...
Opowiedz mi trochę o Big Apple, dobrze? Jeszce mnie tam nie zawiało, ale koniecznie chcę się kiedyś wybrać... 
Ziutko - ano moja dietka taka zła nie jest, waga jakby dla mnie łaskawsza...
Dzieki za pamięć... 
Za chwilkę wpiszę moje relacje jedzeniowo-ruchowe z ostatnich dni... 
Buziaki,
Moni
Wiosna już do nas przyszła... 
[/img]
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki