Witajcie!

Kiedyś to forum bardzo mi pomogło i mam cichą nadzieję, że teraz, kiedy osiągnęłam najwyższą w życiu wagę - 100 kg, również zdobędę tu dużo wsparcia. Startuję z nowym nickiem, gdyż chcę się odciąć od tego co było - a działo się sporo. Przeszłam przez szereg najróżniejszych diet i wyobraźcie sobie, że kiedyś ważyłam 50 kg... Podwoić swoją masę - nieźle, nie? Ale tak jak powiedziałam, odcinam się grubą krechą od tego co było, nie ma co się dołować, płakać nad rozlanym mlekiem i pluć sobie w brodę ile to pracy się zaprzepaściło. Ten etap traktuję jako nowy, lepszy rozdział w życiu.

Myślałam nad pójściem do dietetyka, co o tym myślicie? Pieniądze wyrzucone w błoto, czy świetna inwestycja w siebie? Ja mam mieszane odczucia, z jednej strony w końcu to specjalista, ale z drugiej - i tak wszystko zależy ode mnie, jeśli sama nie odwalę roboty, to nikt tego za mnie nie zrobi. A Wy jakie macie przemyślenia/doświadczenia?

Zaczęłam od dziś. Mam dość wytyczania sobie celów - od Nowego Roku, od poniedziałku, od jutra... Dlatego kiedy dziś rano stanęłam na wadze i zamiast 99,9 kg zobaczyłam 100 kg, powiedziałam - dość! Wiem, że to głupie, bo przecież 99 kg to już tragedia, ale jakoś póki nie widziałam tej trzycyfrówki, to miałam idiotyczne przeświadczenie, że kontroluję sytuację... No i BMI, które już nie świadczy o nadwadze, a otyłości również dało mi porządnego kopa motywacyjnego.

W porównaniu do tego co jadłam, a właściwie pochłaniałam do tej pory, każda rozsądna dieta powinna przynieść efekty. Także o efekty w początkowej fazie, przy przestrzeganiu zasad, się nie boję. Ciężej będzie z utrzymaniem wagi, ale nie ma co na razie martwić się na zapas.

Na razie planuję po prostu wykluczyć słodycze, fast-foody, stołowanie się na mieście (tak, wiem, to i tak już bardzo dużo) i trzymać się ustalonych pór posiłków. Myślę, że na początek to wystarczy, aby wskazówka wagi poszła w dół.

Trzymajcie kciuki, a za wszelkie pomocne uwagi będę wdzięczna