-
Nie wierzę...Poza tym znowu lekko się podłamałam...
Wczoraj zjadłam ok. 1500 kcal, spaliłam 1200 kcal na rowerze, zrobiłam 200 brzuszków...
Efekt - ważę kilogram więcej niż tydzień temu i nie jestem przed okresem...
Niestety coś takiego jest dla mnie bardzo deprymujące, dbam o dietę, dbam o ruch i w efekcie waga idzie do góry...czy Wy też tak czasami macie? Czy popełniam jakiś błąd???
Dzisiejsze menu:
śniadanie: grahamka z białym serkiem i pomidorem
przegryzka - dwa herbatniki petitki
lunch: słodka chwila - kaszka manna
obiad: kotlet z piersi kurczaka z surówką
dzisiejszy ruch: kręgle oraz brzuszki
Pozdrawiam i życzę lepszych efektów niż moje...
-
Naprawdę Graziu, Twoje spalanie jest imponujące - 2 h na rowerze i jeszcze brzuszki. Jesteś na jak najlepszej drodze! Nie przzejmuj się wskazaniem wagi (ja zawsze ważyłam się ok 1-2 w miesiącu) Waż się najczęściej raz w tygodniu, np w sobotę z rana po odwiedzeniu kibelka, będziesz mieć pewność, że ważysz się zawsze w takich samych warunkach.Waga waha się dziennie nawet do 2 kg, więc nie ma się co przejmować. Takie zachowanie wagi jest normalne. Organizm przyzwyczaja się do zwiększonego wysiłku i ograniczonej dawki kalorii. Po prostu przestawia się na oszczędniejsze gospodarowanie zasobami energii i broni za wszelką cenę tłuszczyku (na czarną godzinę). Jeżeli w tym momencie się poddasz, organizm narobi zapasów :evil:
Takie schodkowe wahania wagi będą się powtarzać (spada, stoi, spada, stoi... itd)
Nie popełniasz błędu. Odchudzasz się racjonalnie, jeśli dalej tak będziesz - to osiągniesz wymażoną wagę i unikniesz jo-jo. Ja właśnie powoli przyzwyczajam organizm do zwiększania dawki kalorii (po schudnięciu)
P.S. Ja zauważyłam efekt wagowy dopiero po miesiącu, natomiast ubrania były luźniejsze już po tygodniu!
Buziaki - za jakiś czas zobaczysz na wadze 5 kg mniej!
-
Dzięki za pocieszenie :lol:
Ale 5 kg mniej, to by było lekkie przegięcie...ja chcę jeszcze tylko 2 kg...i to utrzymać i będzie pełnia szczęścia...teraz waże 64 kg ( a już było 63 :evil: ), co przy wzroście 174 cm jest niby akuracik, ale ja najlepiej się czuję, gdy waże 62 z kawałeczkiem...
-
Witam!
Graziu, uda Ci się już nie długo dojść do tego celu!Masz już dobrą wagę a te 2kg to lada dzień zniknął same , a i ruch masz dobry i dietę też.
Ja niestety zero ćwiczeń tylko dieta ale jak się podleczę to dodam ćwiczenia.
Pozdrawiam
-
Dzięki dziewczyny,na Was zawsze można liczyć. Wiem, że moje problemy nie są problemami, ale ja straszna maruda jestem i mam totalnego fioła na punkcie wagi, czego moja druga połowa nie za bardzo akceptuje, a mam na mnie krzyczy, że się wpędzę w anoreksję...to mi jednak nie grozi, bo uwielbiam jeść :D
Dobre wieści - jutro jedziemy podpisać umowę i wpłacić zaliczkę na salę weselną :!:
To co podobno najtrudniejsze będzie już za nami :lol:
Teraz zaczynam poszukiwania sukienki, są teraz takie cuda, że nic tylko napaść na bank i wybierać, przebierać :wink:
-
Jak pamiętnik, to pamiętnik i dosyć oszukiwania samej siebie!!!
Zjadłam w pracy 700 kcal, takie miałam założenie...nie czułam się głodna, ale coś mnie podkusiło i zjadłam jeden po drugim cztery wafelki w czekoladzie...czyli jakieś 500 kcal.
Potem poszłam do łazienki...na szczęście nie umiem na zawołanie wymiotować!
Tak więc mam na koncie 1200 kcal, w tym sporą część z rzeczy w których stronę nawet nie powinnam patrzeć :oops:
Jest mi wstyd :!:
Najgorsze, że w domu będę musiała jeszcze obiad zjeść - kotleta ze szpinakiem, czyli nastepne 500-600 kcal.
I tak uzbiera się 1800 kcal :oops:
Trudno, może jutro silna wola mnie nie opuści.
Na razie czuję się, jakbym w przeciągu ostatniej godziny przytyła z 5 kg i mi przybyło 10 cm w pasie :cry:
Chyba powinnam udać sie do psychologa/psychiatry :? :? :?
-
Graziu, możemy sobie przybić piątkę!
Cały wczorajszy dzień był do bani, jakaś wściekła byłam, musiałam zostać dłużej w pracy, wracać pociągiem do domu, no i z tej wściekłości kupiłam sobie na dworcu 2 corny. Po powrocie do domu okazało się, że mąż chciał mi zrobić przyjemność i kupił świeże bułeczki, serek Almette, michałki, piwko... no i w sumie wyszło 1900 kcal. :evil: :evil: :evil:
Nie wiem, ale coś musi byc w powietrzu, bo wszyscy chodzą jacyś podminowani.
Odechciewa mi sie wszystkiego!
Dziś zapowiada się kolejny wściekły dzień!
Ehhh... zmykam, nie truję!
-
Celebrianna :))
To chyba jesień idzie... Tak to chyba o to chodzi :))) i to dlatego te wahania nastroju :))
Dzisiaj jest nowy dzień i musimy wierzyć, że będzie lepszy niż poprzedni :)
Trzymajcie się cieplutko
-
Ja wychodzę z założenia, że dzisiaj musi być lepiej. Wczoraj dobiłam też gdzieś do 1900 kcal, ale opchana słodyczmi nawet wieczorem nie miałam na nie ochoty, nawet jakby ktoś przede mną postawił świeżutkie waniliowe ptasie mleczko bym nie drgnęła...
Mam nadzieję, że obrzydziłam sobie słodycz na długo :)
Wczoraj pojeździłam jeszcze na rowerku 20 km i byłam 2h na kręglach, więc bilans chyba nie był taki tragiczny...
Dzisiaj z ruchu nici, bo po prcay jadę z moim narzeczonym podpisywać umowę na salę weselną, a potem jedziemy do moich rodziców...
A oto, co dzisiaj zjem:
śniadanie: kakao, pieczywo chrupkie z białym serkiem i ogórkiem
przegryzka: jabłko i nektarynka
lunch: tak jak śniadanie, ale bez kakao
obiad: nie mam pojęcia, co mam ugotuje 8)
Pozdrawiam Was wszystkie, nosy do góry, słoneczko swieci :!: :!: :!:
-
Cześć!
Celebrannko, ja wczoraj też byłam zła jak osa na wszystko i wszystkich i przez to nie mogłam nic jeść.W pracy też byłam dłużej ale sama chciałam dla relaksu psychicznego.Wróciłam do domu o17:30i tata mnie zmusił do zjedzenia1gołąbka bo źle wyglądam i zjadłam tylko tyle.A dziś roche lepiej nastrój, już po śniadanku jestem ale nastrój mam dalej do banii.
A co u Was?
Pozdrawiam