Jeszcze w to nie wierzę, że się uda, ale muszę zacząć, muszę spróbować. Od dłuższego czasu objadam się. Kładę się spać z pełnym brzuszyskiem. Jest mi niedobrze. Nie ruszam się prawie wcale. Tylko praca i dom. Próbowałam już tutaj pisać, ale chcę spróbować raz jeszcze w nowym wątku. Niech dzisiejszy dzień będzie pierwszym. Chwytam się dosłownie brzytwy, żeby nie utonąć, a czuję, że właśnie zanurzam się coraz bardziej. Czuję się źle, beznadziejnie, bo przegrywam ze swoimi słabościami i bezmyślnością. Czuję się po prostu gruba. Na liczniku prawie 70-tka. Do zrzutu przynamnjiej 10 kilogramów. Niby nie tak strasznie dużo, wiec dlaczego ciagle wydaje mi się to niewykonalne?
Ciężko...ale się postaram. To walka o ważną sprawę, a w zasadzie o kilka waznych, życiowych spraw.