Dwudziestoletnia baba z dużym tyłkiem i pulchnymi ramionami. Mam dość. Mam dość kompleksów przy moich atrakcyjnych, zgrabnych koleżankach. Mam dość krytycznych spojrzeń facetów, a przede wszystkim mam dość własnego odbicia w lustrze.

Nie mam jakichś niewiarygodnych wymagań, chcę schudnąć jeszcze sześć kilo. Jestem na diecie 1000 kalorii od trzech dni. Może te 63 kilo to niewiele, ale na mnie widać każdy kilogram, w dodatku mam mocną budowę, więc wrażenie pulchności się potęguje.

Dziś widziałam w sklepie śliczną spódniczkę. Aksamitna, czarna, z plisą, sięgająca przed kolana. Za miesiąc, jak dobrze pójdzie, kupię sobie taką. I w dodatku będę w niej dobrze wyglądać. A wszystkim moim znajomym, któryz nazywają mnie "Misiek", opadną szczęki. Nazywania Miśkiem też mam dość. Mówi samo za siebie, Misiek, duży, miękki misiek. A niech się ugryzą w nos.

Nawet nie czuję głodu, czekam na przesilenie, ale się nie boję, dziś odmówiłam sobie czekoladek, mimo że mało nie pożarłam ich wzrokiem. Poradzę sobie, a co. A właśnie, że schudnę! Koniec z Miśkiem. Koniec z dużymi swetrami. Koniec z długimi rękawami w lato. Będę się chwalić swoim ciałem, jak się tylko da, wywalę pół szafy i kupię sobie drugie pół, specjalnie odłożyłam Schudnę. Schudnę. Prawda, że schudnę? Oczywiście, że tak!