z moją silną wolą to różnie bywa co jakiś czas ona odpoczywa a ja mam ucztę w kuchni ale potem dalej dieta i ruch no i waga spada

ale ćwiczenia sprawiają mi radość bo robię to co lubię (hula hop, skakanka i ćwiczenia na brzuch i nogi)

nie zmuszam się do niczego

a jak czuję ochotę na słodkie to zjem lizaka, kisiel(bez cukru), czy wypiję kawę ze śmietanką i słodzikiem, wolę to niż się męczyć i nabierać coraz większej ochoty na słodkie i potem rzucić się na jedzenie co popadnie, chociaż i tak mam czasem ale wtedy następnego dnia walczę dalej, kiedyś po takim ataku rzucałam dietę bo myślałam skoro nie umiem to bez sensu ta cała dieta ale teraz nie

co jakiś czas pozwalam sobie na słodkie, w końcu nie dam rady całego życia nie jeść słodkiego, chyba bym zwariowała

wolę schudnąć wolniej, ale nie chcę się męczyć bo wtedy łatwiej się poddać, a jak nie będzie mi brakować słodyczy to łatwiej wytrwam

najgorzej jest z podjadaniem, kiedyś tak miałam tu coś skubnę , tam coś podjem no i w rezultacie cały czas mielę jęzorem i teraz czasem łapię się na tym że też tak robię, wtedy wypluwam jedzenie i powtarzam sobie że nie jestem ODKURZACZ że mam wszystko zbierać

nikt nie mówi że jest łatwo, ale zapinam stare spodnie które wyglądają na mnie coraz lepiej, i jest dopiero prawdziwa motywacja