-
z pewną nieśmiałością
Witam
Podchodzę do swojej bytności tutaj jak i do swojej wagi z pewną nieśmiałością
, a raczej dystansem 
Kiedyś było mnie trochę więcej, koniec podstawówki i całe liceum to było jakieś 65 kg przy wzroście 158 cm. Wtedy to był dla mnie problem. Właściwie rosłam w atmosferze wmawiania mi zawsze, że byłma tęższa niż cała reszta, ale jak oglądam swoje zdjęcia z dzieciństwa, to teraz uważam, że wygladałam całkiem normalnie. Pamiętam jednak lepiej słowa i opinie, a nie swój wygląd. Koniec liceum oznaczał mimowolny, właściwie bez mojego swiadomego udziału, spadek wagi do chyba 58-56 kg. Później studia, praca magisterska i podjęcie pracy zawodowej - znowu mimowolnie spadek do 48-50 kg. Przez 6 lat utrzymywałam wagę, no powiedzmy tak do 54 kg. Przez kilka lat regularnie ćwiczyłam i właściwie nie tyle chudłam co świadomie kształtoałam ciało. A potem.. nadszedł 2000 r., który przyniósł dwie zmiany: cudowny wyjazd, miesięczny bardzo aktywny, kiedy moja waga znów poszybowała w dół do 48 kg i zaraz po wyjeździe osobista porażka na granicy depresji, która najpierw spowodowała wstręt do jedzenia, a po 2 miesiącach odwrotnie - godziny snu przeplatane zezmyślnym jedzeniem. Kiedy się ocknęłam waga stanęła na 64 kg. O krok od rekordu... Kilka bezskutecznych prób ograniczania jedzenia, podejmowania ćwiczeń na nowo i 2 miesiące diety Herbalife - 10 kg mniej na kilka miesięcy, potem jojo i 10 kg wróciło. Z 64 kg rozpoczęłam ciążę, skończyłam na 86. Po ciąży spadło do 75 i tak się 2,5 roku trzyma. Rok ćwiczyłam regularnie na siłowni, wszelkie próby usystematyzowania jedzenia w jakieś ryzy rozbija życie codzienne, zabieganie, opieka nad dzieckiem itp.
Teraz znów stoję pod ścianą, przed decyzją. Chcę, żeby była mądra i skuteczna..
Szukam drogi na zawsze
Pozdrawiam 
S.
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki