A więc przyszedł i czas na mnie
Skoro ma sie rozmiary i wagę hipci, to trzeba sie za siebie wziąc, tym bardziej, że sporo imprez w tym roku mi sie szykuje i chce wyglądac jak człowiek-tzn chce sie ładnie i modnie ubrać, bo w większych rozmiarach, to same "babcyne" (jak mawia moja mama) ciuchy
Nota bene, nie rozumiem dlaczego, czy skoro już ktoś jest gruby, to nie może się ładnie i modnie ubrac, musi od razu nosić kiecki w kwiatki na gumce

No, ale do rzeczy (nie zaczyna sie zdania od no hi hi). Jestem gruba, odkąd pamiętam miałam problemy z wagą
Oczywiscie głównym winowajcą jest mój apetyt i miłość do słodyczy oraz chlebusia, także słomiany zapał do aktywności fizycznej, ale po drodze gdzies tam jeszcze na schody napotykałam typu-kilkumiesieczne unieruchomienie po wypadku,wielomiesieczne leczenie sterydami i hormonami, dwie ciąże- z zatruciem ciązowym, przy którym sie puchnie i nabiera wody, stres, ktory zajadam jedzeniem itp


Właśnie-ja lubie jeśc, jedzenie jest moim pocieszycielem, lekiem na całe zło
Nie jest tak, ze lubie jesc byle co, byleby tylko miec zapchany żoładek-o nie nie, jestem smakoszem, mam swoje danka ulubione, swoje cukierki ukochane, chlebus, cole itd. Czyli generalnie jak nie mam w domu czegoś co lubie, to nie jem-np nieświeży chleb-może nie istnieć, ale jak mi sie strasznie zachce, to mogłabym w nocy o pólnocy pedzić do sklepu po ulubioną rzecz

Długo nie jadlam sniadan, dopiero w liceum sie nauczylam, okupiłam to (znaczy brak sniadan) początkiem choroby wrzodowej, ktora dopadla mnie w wieku 17 lat i od tamtej pory mam ciągłe problemy z żołądkiem-nie służa mu tez moje coraz to inne diety, nieregularne odzywianie, stres, podjadanie i miłośc do wieczornego jedzenia-niestety-moglabym pol dnia nie jeśc, ale wieczorem uwielbiam.
Oczywiscie całe życie z tym walcze, ciagle mam niedosyt jedzenia, ciagle z burczeniem w brzuchu chodze spac, albo najadam sie i ide spac z poczuciem winy, a rano wstaje jak na kacu.

Mam za sobą wiele diet, sukcesow też-a jakże-nawet spektakularnych-17 kg zrzuconych po pierwszym dziecku, cialo wymodelowane codziennym callaneticsem-cóż z tego, jak po latach znowu wszystko wróciło

Dobija mnie, ze zeby miec figure, wage w jakiej dobrze sie czuje, musze sie cały czas pilnowac, małe odstepstwa-i juz waga 1-2 kg do góry, a to powoduje nerwy, załamanie i czesto-gęsto niestety, zamiast zwalczyc te malenkie 2 kg, to zajadam zal, rozczarowanie, kilosów przybywa-w koncu kiedy jest ich o wiele wiecej niz przed dietą, zaczynam od nowa walke i takie błedne koło zataczam od lat.

Ilez to ja razy sie juz odchudzalam od poniedzialku, od po świętach, przed wakacjami itd

Owszem-chudlam, ale niestety nigdy nie utrzymalam wagi-smiem twierdzić, ze jest to trudniejsze, niż samo odchudzanie

Od stycznia tego roku zaczęłam walke-wyjsciowa waga....98
(9 m-cy po porodzie)
Wyglądalam i czułam sie strasznie , zaczelam walke od wykupienia karnetu na fitness i...po raz pierwszy zajęcia spodobały mi sie-a aktywnosc fizyczna zawsze u mnie kulała niestety -a wiec staram sie chodzic regularnie-zazwyczaj 2x w tygodniu, choć zdarza sie częsciej , dołączylam diete-tym razem MŻ i mniej wiecj 1000-1500 kcal i waga ruszyła-choć bardzo opornie. Kilka kg spadlo, potem wystarczylo kilka dni zapomnienia, imprezy rodzinne i znowu cos wróciło -ale nie poddaje sie, postanowilam sie obnażyc , spisywac przy świadkach wszystko co jem, co spalam, zapisywac swoje osiagniecia czy upadki-i mam nadzieje, ze przy pomocy tego forum, może dobrych, sprawdzonych rad od tych, ktorym sie udalo, czasem ochrzanu za odstepstwa od diety, czytając o osiągnięciach innych-bede miała siłe przejsc znowu przez mękę i udowodnić sobie i innym, ze tym razem mi sie uda

Musze sobie powtarzać to jak mantre
poza tym jak sie załamię-to bedzie mi wstyd przed forumowiczami-i może jakoś wytrzymam.

Troche tylko dobija mnie świadomość, ze jestem tu jedną z najgrubszych, aż głupio mi było umiescić suwak z wagą -ale co tam, pierdziele, gorzej by było jakbym nie chciała nic z tym zrobić

No to hipcia rusza do boju, trzymajcie kciuki, ja za Was też

Dzisiejsze żarełko (niestety przesada była )
acha, nie chce stosowac konkretnej diety, bo nie cierpie miec narzucanegoz gory jedzenia, lubie zjesc to, na co w danej chwili mam ochote, czesto wlasnie rezygnowałam z diety z tego powodu. Mam zamiar tez pozwalac sobie na male grzeszki-po to tylko zeby sie nie zmiechcecic i nie zarzucic odchudzania-zawsze jednak bede liczyc kcal, nie moge przekroczyc w krytycznym momencie 1500 kcal, oczywiscie chcialabym jesc nie wiecej niz 1000 kcal, ale gotując dla rodzinki, robiąc zakupy, mając na widoku slodycze domownikow-ciezko mi bedzie -czyli jesli zdecyduje sie zjesc np prince polo czy moje ukochane cukierki michaszki-to nie bedzie oznaczalo konca diety, wszystko bede zliczac solennie


Dobra, pisze co zjadlam, bo juz padam na pysio,a tu moja córcia na pewno zrobi mi pobudke 0 5-6 -a propos-za mało snu mam-i wielokrotnie czytałam, ze to nie sprzyja chudnieciu, co wieczor obiecuje sobie, ze pojde spac o 23 i...rzadko kiedy mi sie to zdarza niestety.

Śniadanie
dwie kromki chleba żytniego pytlowego z pomidorem
kawa z mlekiem i łyżeczką cukru

Drugie sniadanie
jogurt danone naturalny z ziarnami

obiad -niestety za duzo kcal
rosół z makaronem-mały talerz
jeden ziemniak, mały kotlet schabowy
surówka z kapsuty pekińskiej, marchewki, selera, jablka z łyzka oliwy

podwieczorek -masakra
4 cukierki czekoladowe
ciastko owsiane
kawa z mlekiem i cukrem

kolacja
jabłko

razem ok 1500 kcal

ćwiczyłam na stepie 45 min-a wiec troche spaliłam

No to wyspowiadana
i wiecie co mnie cieszy -ze juz niedlugo rano-i zjem sniadanko -tak naprawde to mnie to nie cieszy, bo to oznacza, ze mysle tylko o jedzeniu , ech, moze mnie ktoś zahipnotyzuje, zaczaruje, odmieni, chcialabym, jesc dlatego, ze jestem glodna,a nie dlatego, ze lubie

dobranoc