Witam sobotnim popołudniem :)
A więc chyba przetrzymałam wagę. Wczoraj na nią weszłam ( a właściwie wchodziłam na nią 3 razy)bo nie za bardzo wierzyłam w to co wierze, a mianowicie pokazało się na niej o kilogramik mnie = 83,5 kg :D Ale suwaczek zmienię dopiero w poniedziałek rano, jeżeli się ten stan rzeczy utrzyma. Postanowiłam, też dać sobie wolne od warzenia się do poniedziałku.
W końcu przysłali mi jeansy z quelle. I są akuratne (niestety rozmiar 46 :(), ale czuje, że niedługo będą na mnie za luźne :P
Teraz powinnam się spiętrzyć na uczelni, bo mam już bilety lotnicze na 3 grudnia. Wiec cały listopad to pisanie referatów i innych badziew uczelnianych. Generalnie uczelnia mi służy, bo nie mam czasu na popadanie w głębszą depresje niż jestem, a to już jakiś sukces :)
Triskell a więc może, może się mi udało i będę musiałam przyznać mamie racje :P
Kardloz czy bardzie wytrwała byłam ja okaże się w poniedziałek. Nie powiem baardzo się tym faktem stresuje, czy oby na pewno mi się udało :) Narazię walczę ze swoją wolą, żeby się nie ważyć :P