Witam wszystkich walczących z kilogramami Zaczynam walkę... ale nie jutro, ani nie pojutrze Właściwie już dzisiaj ją zaczęłam, mimo że było mi ciężko się wziąć w garść i najchętniej odkładałabym to w nieskończoność. Nie jestem już początkującą w tej kwestii, zaliczyłam więcej falstartów niż przyzwoitość nakazuje Ale... chciałabym w końcu być szczupła Zawsze z zazdrością patrzyłam na chudsze koleżanki, ale nigdy nie brałam pod uwagę tego, że sama też mogłabym tak wyglądać. Przez dwa lata odchudzania (z większą ilością upadków niż wzlotów) udało mi się zejść z wagi 74 kilo. Obecnie ważę tyle ile jest pokazane na suwaczku, mam 20 lat, 168 cm wzrostu. Chciałabym w końcu patrzeć z zadowoleniem na swoją sylwetkę. Nie jestem już gruba, ale do ideału do którego chciałabym dojść sporo brakuje. To podejście chciałabym uznać już za ostateczne, bo wiem, że z każdym kolejnym tracę wiarę w siebie i zyskuję z nawiązką zrzucone kilogramy. Tym razem musi być inaczej Więc...
Cel: 9,3 kilogramów w dół.
Ostateczny termin: 11 grudzień 2006.
Mam nadzieję szybciej się z tym uporać, of course ale nigdy nic nie wiadomo... zwłaszcza biorąc pod uwagę moją leniuszkowatość i ogromny apetyt
Założenia "akcji" :
6-7 razy w tygodniu dwie godziny ćwiczeń (od października 4 razy w tygodniu)
dieta 1300-1500kcal
3-4 posiłki dziennie
codziennie smarowanie specyfikami ujędrniającymi
be strong and don't give up
To by było na tyle Rozpisałam się strasznie. Byłabym bardzo wdzięczna za jakiekolwiek wsparcie, bo wiadomo, że w grupce raźniej i dodatkowo jest się bardziej zmotywowanym Ja równiez postaram się wspierać, a może niedługo zmotywowac wynikami Ale ta historia nie jest przeznaczona na teraz