Witam serdecznie wszystkich właśnie zaczynam moją dietkę..nie pamiętam który to juz raz jednak mobilizuje mnie jedno-moja wredna kuzynka

zawsze lubiła mi dogryzać i pokazywać, że jest lepsza i lepiej wygląda(co nie zawsze było prawdą) od dziecka paradowała przede mną z krótkich spodenkach i bluzce..zawsze opowiadała o chłopakach którzy się z nią umawiają itd..usłyszałam też sporo aluzji na swój temat..najbardziej pamiętam moment gdy opisywała niby jakiegoś chłopaka którego nikt nie lubi-rude włosy, piegi, w okularach i przy kości..teraz mam nie chłopaka a męża już , moje włosy zmieniły same kolor na ciemny blond bez płomiennego odcienia, piegi wiadomo mam, ale od czego są kosmetyki okulary to juz mus, ale i z tym mogę sobie poradzić ...no i moja waga... no właśnie..obecnie waże około 73kg, ale moje postanowienie podczas tej diety, to nie zwariować..czyli rezygnuje z wagi

mój plan:

tak więc do ślubu zostało około 5 miesięcy, do zrzucenia około 15-20kg.
od dwóch dni staram się ograniczać i piję czerwoną herbatkę, która swego czasu bardzo mi pomogła, ćwiczę w domu aerobik z płytką..jedyna moja słabość to słodycze

zawzięłam się, bo chcę się podobać mężowi i żeby opadła szczęka mojej kuzyneczce..wiem, że to może troche infantylne, ale dla mnie bardzo ważne...jestem dość mocno zmotywowana, ale często poddawałam się i nawet nie wiem dlaczego...dlatego teraz proszę Was o porządnego kopniaka w tyłek i mały doping

pozdrawiam:*