witam
jestem tu nowa. Mam 39 lat, 174 cm wzrostu i 85 kg wagi. Zawsze miałam skłonność do tycia. Jednak na ogół udawało mi się utrzymać jako taką wagę. Dwa lata temu zaczęłam regularnie ćwiczyć w fitnes klubie (2xrowerki, 2x pillates) i zmieniłam dietę (warzywa, owoce, zero słodyczy - które kocham , zero tłuszczu) . Udało mi się osiągnąć wagę 71 kg. Wyglądałam młodo, czułam się doskonale, i nagle... Zachorowałam. Dopadła mnie choroba z autoagresji której skutkiem była nadczynność tarczycy. Wdrożono leczenie thyrozolem . Nadczynność się cofnęł, rzut choroby minął , jednak skutki pozostały opłakane - w ciągu roku 15 kg więcej. Niestety ten lek spowalnia metabolizm. I w ogóle cały organizm mój zgłupiał. Teraz jest dobrze, mam nadzieję , że choroba szybko nie wróci. I dlatego próbuję coś ze sobą zrobić, ale ciągle w podświadomości mam zapisane - "czy warto" ? Bo skąd mam wiedzieć, że znowu wszystko nie pójdzie na marne. Dlatego tak bardzo potrzebne mi jest wsparcie i dobre słowo
Od tygodnia stosuję dietę 1000, zaczęłam znów chodzić na ćwiczenia. Mam nadzieję , że mi się uda choć trochę zrzucić tego balastu.