Odchudzam się. Rok temu ważyłam 62kg, obecnie około 75 - mea culpabo ja nie jem: ja żre!!! Boje się. Uświadomiłam sobie, że jedzenie stało się moją obsesją, a życie dzielę na na dwa etapy: diety i nie-diety. I to wszystko
żadnych przyjaciół, wyjść, zabawy tylko obmyślanie planu diety po czym zawalanie go
Koniec z tym. Nie będę więcej liczyć kalorii, zastosuje swoją metodę dzięki której schudłam kiedyś 17kg: rezygnacja z kolacji plus aktywność fizyczna. Wtedy się udało więc teraz też będzie dobrze. Myślałam żeby zacząć od kopenhaskiej ale to nie wypali - mieszkam z rodzicami a mama jest bardzo cięta na takie "wydziwianie". Dlatego do czerwca trochę przycisnę i będzie drastycznie żeby pierwsze motywacyjne kg szybciej zleciały i żołądek się obkurczył, a później już spokojnie do celu. Zrzucam 13kg.
Zakładki