-
SAMOAKCEPTACJA - DOPADŁO MNIE JOJO:(
Rozpoczynam nowy wątek, ponieważ mój dotychczasowy odbiega już założeniowo znacznie od rzeczywistości.
Rozpocznę może tak:
Przedstawiać chyba się nie muszę, jestem na forum z przerwami od 2 lat.
Mam 160cm wzrostu, ważę między 52-56kg, w zależności na jakim jestem etapie.
Etapy u mnie są różne: od "wyglądam ok, może nie idealnie, ale ok, mogę jeść co chcę (i zjadam tyle, ile akurat mam pod ręką, aż ludzie sie dziwią, a mój brzuszek zaczyna wyglądać jak nadmuchany balon)" przez "bosz, ale ja wyglądam
(i tu następuje gastrofaza, takie pocieszanie jedzeniem)" aż po "wyglądam okropnie (tutaj dieta, najczęściej całkiem zdrowa, ćwiczenia i parę kilo mniej, co ostatnio skończyło się komentarzami chłopaka i przyjaciółki: nie rób z siebie oświęcimia, zacznij jeść, bo jak nie to...)".
Zdrowy rozsądek podpowiada, ze 55kg przy wzroście 160cm to ok. Kiedy widzę na forum dziewczyny, które mają mniej więcej takie proporcje wagi do wzrostu jak ja, bez wahania piszę: dziewczyno, super wyglądasz, nie katuj się dietą. Bo właśnie w ocenie innych jestem racjonalna. Nie wymagam od znajomych chudości, ani idealnych proporcji. Tylko siebie nie potrafię zaakceptować, tylko siebie gnębię. Przeszkadzają mi moje okrągłe biodra (chociaż wiem, ze to taki układ kości), wystający brzuszek (wynik nie tyle przybrania na wadze co rozciągniętego żołądka - wpycham w niego naraz nieludzkie ilości - nie tyję, max ważyłam 56kg, ale pęcznieję, wystarczy kilka dni na lekkiej diecie, brzuch spada), długi nos, brzydka skóra (trądzik na twarzy, dekolcie i plecach - wiem, że inni mają gorsze problemy ze skórą i nie przeszkadza mi to u moich znajomych, ale u siebie nie potrafię zaakceptować; na ciele rogowacenie okołomieszkowe) krótkie szerokie stopy (rozmiar 36 rzadko pasuje, bo buty są za wąskie), zez szczątkowy (kiedyś miałam mega zeza, teraz non stop sprawdzam, czy mi oczy nie uciekają), krzywe nogi, masywne łydki... Kompleksów cielesnych mam miliony, jeszcze gorzej jest z tymi mentalnymi - uważam siebie za głupią, nadwrażliwą, czasami jak słyszę, co mówię w towarzystwie, to mi wstyd, wydaje mi się, że nikt mnie nie lubi, że wszyscy się ze mnie nabijają.
Przyczynę całości widzę w dzieciństwie - już wtedy dzieciaki mnie nie akceptowały, byłam jawnie wyśmiewana, bita, prześladowana. Teraz już tak nie jest, ale wszystko zostało w mojej głowie. Wstydzę się, że tłumaczę się dzieciństwem, ale..
Wiem, że forum jest o odchudzaniu, ale wydaje mi się, że samoakceptacja jest ściśle związana z tematem, dlatego postanowiłam sobie założyć wątek pod tym tytułem. Czuję się związana z forum, lubię to miejsce, ludzi, którzy je odwiedzają i mam nadzieję, że uda mi się kontynuować zawarte tutaj znajomości.
Dziewczynki, odwiedzajcie mnie - liczę na wasze wsparcie. Zachęcam również wszystkich, którzy mają problem z samoakceptacją do wypowiedzi, do rozmów. Forum jest anonimowe, dlatego też nie ma się czego wstydzić, a rozmowa, zwierzenia mogą pomóc.
PS. Tak sobie wymyśliłam, że posty w dniu, kiedy czuję się dobrze, będę pisać na zielono, a kiedy będzie coś nie tegez - na czerwono. Zachęcam Was do tego samego, i niechaj zapanuje na tym wątku zieleń!
Pozdrawiam serdecznie,
Felicja.
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki