Wiecie jak to jest, gdy czasem cały świat, wszystkie zdarzenia mówią: nie jedź? No i właśnie, jadąc juz godzinę w stronę jeziora, pod namioty, miała miejsce kolejna rzecz niespodziewana. Musieliśmy wracać. W trakcie stwierdził G, że pierdzieli. Może mamy tam nie jechać. Wiec na szybko korekta planów i jesteśmy w domu. Za chwilę wyruszymy do TeDe pod namiot i od razu zaczęło się dobrze dziać
Ciekawe dlaczego ciągle coś stało nam na drodze do wyjazdu. Dowiemy się pewnie za tydzień